Copernicon 2017 – relacja

Jeszcze nie opadły emocje z mojego ostatniego wyjazdu na Targi Gier Komputerowych i Komiksów w Łodzi, a już znów przyszło mi się spakować i odwiedzić Maksymiliana Goszczyckiego w Toruniu. Nie byłem tam jednak tylko z pobudek towarzyskich. Razem bowiem byliśmy na Coperniconie – konwencie, który niejedno miał imię i z każdym z nich radził sobie bardzo dobrze.

SWEET HOME TORUŃ

Kiedy opuszczałem Warszawę piątkowym porankiem, to miałem duże wątpliwości. Szczerze, nie słyszałem przedtem o tej imprezie i sam byłem ciekaw jak to będzie wyglądać. Słyszałem tylko, że sale wystawowe i eventowe będą porozrzucane po całym Starym Mieście. Mając kilkukilogramową torbę na rękach, nie byłem zwolennikiem tego pomysłu. Kiedy jednak zobaczyłem cosplayerów wsiadających na stacjach po drodze do miasta Kopernika, poczułem ulgę i radość. Patrząc na moje poprzednie doświadczenia z imprezami tego typu, to wesolutkich przebierańców z różnych, bliższych mi i dalszych uniwersów po prostu brakowało.

Copernicon 2017
Dwór Artusa, w którym swój dom znalazło kino i cosplayerzy

TESTER GIER, CZYLI TAM I Z POWROTEM

Im dalej w las, tym milej. Mijając piękną starówkę w Toruniu, mogłem czuć się jak postać z gry RPG. Specyficzny, gotycki styl miasta idealnie w miejsce takiego eventu, a cosplayerzy przemieszczający się od budynku do budynku tylko nadawali kolorytu całemu wydarzeniu. Pomysł, który pierwotnie uważałem za nietrafiony zacząłem szanować po tym, jak już znalazłem się na miejscu. Piękny Dwór Artusa służył jako sala kinowa, gdzie mogliśmy obejrzeć bliskie tematyce targów filmy pokroju Blade, Constantine, czy HellBoy. Tam też ma mieć miejsce wielka Gala Cosplayerów. Wydział Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika był świadkiem potyczek miłośników gier planszowych, których nie brakowało, jak też miejscem spotkań widowni z YouTuberami (m.in. Generatorem Frajdy, Komiksomaniakiem, Jakubem „Demem” Dębskim, czy Pawłem Opydo).

Wszystko uzupełniały wykłady o komiksach z Uniwersum Marvela i DC. Organizatorzy oddali do dyspozycji PressRoom, gdzie po całym dniu pracy prasa mogła wypić sobie herbatę, popracować, a także przysnąć na bardzo wygodnych kanapach. Samo stanowisko prasy bardzo mnie oczarowało, było bardzo dobrze przygotowane – miało akcesoria biurowe pokroju biurka, drukarki, kopiarki, jak też miejsce rekreacyjne z bilardem i piłkarzykami. Całość pomieszczenia była też odpowiednio wyciszona.

Copernicon 2017
Gry planszowe cieszyły się popularnością od samego rana, do wieczora

Kolejnymi, ważnymi punktami na mapie miasta były Collegium Maius, gdzie swoje miejsce znaleźli fani science fiction, Collegium Minus, gdzie całość poświęcona była azjatyckiej kulturze popularnej (sam byłem na dosyć ciekawym wykładzie dotyczącym k-popu), oraz liceum nr 1, gdzie cały czas działy się sesje RPG i LARP. Dla każdego coś miłego.

Moją i redaktora Goszczyckiego ulubioną miejscówką był jednak bezapelacyjnie Młodzieżowy Dom Kultury. Nie dość, że sam budynek spełnia moje wymagające względem architektury warunki estetyczne, to wirtualnej rozgrywki tam nie brakowało. Jako Retromaniak, wręcz w obowiązku miałem pójść na turniej Heroes Might and Magic III. Po wszystkim sam stanąłem w szranki z produkcjami komputerowymi spod znaku retro. Można było zagrać w takie klasyki jak Worms World Party, RockStar, Dance Revolution, czy Virtual Fighter. Starych konsol też z resztą nie brakowało, wiec samemu mogliśmy sprawdzić swoje umiejętności na pierwszym XBOX, czy Nintendo GameCube. Najwięcej czasu jednak nasza reprezentacja redakcyjna spędziła, grając w bijatykę z Naruto. Sam nigdy nie byłem wielkim fanem kreskówki, nie czytałem także komiksów, ale dzięki fachowej ekspertyzie Maksa i bardzo widowiskowej grze bawiłem się świetnie.

Copernicon 2017
Granie w takim pomieszczeniu to nieopisane przeżycie
Copernicon 2017
Było grane

Sam zresztą zadałem kilka pytań mojemu koledze „od pióra”:

Don Mateo: Maks, co sądzisz o pomyśle rozdzielenia tematycznie bloków na różne budynki?

Maksymialian Goszczycki: Jest to świetny pomysł. Teoretycznie brzmi słabo organizacyjnie – ludzie muszą przemieszczać się pomiędzy rozsianymi po starówce (i nie tylko) budynkami. Brzmi słabo, jednak nie na Coperniconie. Toruń jest tak pięknym miastem, że przemieszczanie się pomiędzy budynkami jest przyjemne i to nie tylko ze względu na walory estetyczne miasta – pozwala to również odetchnąć od konwentowego zgiełku.

D.M: Jak oceniasz organizatorów? Ja osobiście zachwycony jestem wielkim poziomem ludzi, którzy zachęcali do wspólnej zabawy, gry, byli bardzo pomocni i mili.

M.G: Bardzo przyjemni ludzie. Nikt nie robi problemów. Nie ma nigdzie wielkich kolejek (prócz akredytacji, ale tak jest wszędzie). I zrobili mi dobrą kawę!

D.M: Czy uważasz, ze Copernicon jest źle rozreklamowany w mediach? Przegrywa w rankingu popularności z takimi sławami jak Comic Con, Pyrkon, czy PGA.

M.G: Tak. Trudno o nim usłyszeć gdziekolwiek. Tak naprawdę poza województwem kujawsko-pomorskim niewielu ludzi wie o jego istnieniu, a sam fanpage Coperniconu ma raptem niecałe siedem tysięcy polubień na Facebooku. A szkoda, gdyż bawię się na nim świetnie. Szczerze mówiąc – nawet lepiej niż na Pyrkonie. Może jednak wynika to z charakteru imprezy? Jest mniejsza. I średnia wieku wydaje mi się, że jest wyższa.

D.M: Jakbyś miał wymienić najmocniejsze punkty Coperniconu, co to by było?

M.G: – Niewielkie kolejki na interesujące nas eventy lub ich brak

– Wiele konsol do grania – Naruto na Playstation 3 forever!

– Mili i pomocni organizatorzy

– Ciekawi goście prowadzący spotkania (Dem3000, patrzę na Ciebie)

– Smaczne ciastka i dobra kawa dla prasy.

D.M: Komu poleciłbyś Copernicon?

M.G: Wszystkim. Widzieliśmy przecież osoby niepełnoletnie, po czterdziestce, z naszego pokolenia, rodziny z dziećmi i tym podobne. Tu naprawdę nie ma co się rozdrabniać – jest to definitywnie impreza dla każdego. I każdego serdecznie zapraszam do Torunia na Copernicon. Wszyscy znajdą tu coś dla siebie!

Copernicon 2017
Porywające wystąpienia i wykłady to główne, ale bardzo smaczne danie Coperniconu

PODSUMOWANIE

Ja i mój przyjaciel spędziliśmy masę czasu, zwiedzając i odkrywając kolejne niespodzianki, jakimi zaskakiwał nas organizator. Maks tymi słowami podsumował całą imprezę:

Jedną z głównych atrakcji na wszelkich konwentach są prelekcje. Jak większość z nas wie – są to pewnego rodzaju wykłady tematyczne, prowadzone przez mniej lub bardziej znane osoby. Na Coperniconie odbywały się w budynku wydziału matematyki UMK, więc nie można było narzekać na brak miejsc. Bardzo spodobało mi się to, że nie było tłumów. Na interesujących mnie prelekcjach oczywiście sale w większości były pełne, jednakże zostawało trochę wolnych krzeseł dla zbłąkanych wędrowców. Dzięki braku tłumów uniknąłem stania w potężnych kolejkach, które niestety spotkały mnie na Pyrkonie. Było też tak… jakby to powiedzieć? Bardziej familijnie? Generalnie – nie było tego pewnego rodzaju masówki i ścisku. Całkiem Przyjemnie. Aż chciało się przebywać. Jeśli chodzi o samą tematykę, to cóż – od wyboru do koloru. Tak jak to bywa na większości dużych konwentów. Dyskusje na temat transhumanizmu, post-apo, kultury, k-popu, gier czy spotkania z twórcami – również z tymi znanymi, jak słynny twórca komiksów Jakub „Dem” Dębski czy youtuber Paweł Opydo. Chociaż szczerze mówiąc – do tego drugiego nas niespecjalnie ciągnęło. Reasumując fragment konwentowy – było warto!

Od siebie dodam tylko, że impreza jest wielkim wyrazem profesjonalizmu. Wszystko było na czas, a gospodarze zadbali nawet o takie rzeczy jak pakiet dla każdego uczestnika, gdzie mogliśmy znaleźć mapę i opis atrakcji. Oprócz tego Toruń rewelacyjnie sprawdzał się w swojej roli- wszędzie było blisko, a klimat średniowiecznego miasta jest idealną ilustracją dla tego typu imprezy – nawet wychodząc w piątek z Młodzieżowego Domu Kultury, zauważyliśmy zgromadzenie cosplayerów, fanów, czy też zwykłych przechodniów, którzy obserwowali uliczne popisy akrobatyczne, wszystko idealnie pasowało ze względu na ten bardzo kulturowy i otwarty charakter Torunia. Zawsze przy moich relacjach umiałem doszukać się minusów, tutaj jednak nie jestem w stanie znaleźć słabej strony, nawet strefa z gadżetami do kupna została ustawiona tak, że nie przeszkadzała w spokojnym zwiedzaniu, co jest ewenementem na tego typu imprezach.

Bawiliśmy się bardzo dobrze. O ile zawsze w moich poprzednich relacjach umiałem znaleźć niedopatrzenie organizatora, czy pewne minusy, to tutaj jestem całkowicie zakochany i oddany Coperniconowi. Mam nadzieje, że zobaczymy się za rok, już teraz czekam.

I to tyle na dziś moi drodzy, tradycyjnie zapraszam na naszego Facebooka, YouTube i do zobaczenia we wtorek.

NASZA GALERIA Z COPERNICON 2017

 

Don Mateo

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.