fbpx

TOP 10 porządnie zaśnieżonych gier, od których wieje chłodem

Przełom listopada i grudnia mógł zaskoczyć – i to nie tylko drogowców – bowiem w całej Polsce spadł pierwszy śnieg tej zimy. I to nie byle jaki, bo taki konkretny, śnieżny w całej swej okazałości i ideale! Niestety już kilka dni temu się ociepliło, przez co stopniał najgrubszy śnieg i z powrotem dostaliśmy jesienny krajobraz. Nie wiadomo jeszcze do końca, kiedy wróci śnieżek – i czy zdąży na Święta!

Biały puch na drogach i dachach budynków oraz syberyjski mróz to jednak, trzeba przyznać, ostatnio rzadkość na naszej szerokości geograficznej (a przynajmniej w grudniu). Niniejszy artykuł nie jest jednak tematyki meteorologicznej czy ekologicznej (ani tym bardziej politycznej bądź spiskowej!), a po prostu sentymentalnej. Bo nie zdziwiłbym się, jeśli za X lat będziemy mogli zobaczyć śnieg tylko na starych zdjęciach i filmach. Lub… także grach! Tak, gry wideo, najnowsze medium i dynamicznie rozwijający się przemysł rozrywki, również mają na koncie zimowe, porządnie zasypane śniegiem światy. Przedstawiamy listę dziesięciu elektronicznych tytułów, w których najbardziej można odczuć biały puch na drodze oraz niskie temperatury na zewnątrz!

Wszelkie skoki narciarskie…

Myślisz ”śnieg plus sport” – co sobie wyobrażasz? Bobslej? Skeleton? Łyżwiarstwo? A może hokej? Możliwe; ale przeciętnemu Polakowi przyjdą na myśl skoki narciarskie! Ta dyscyplina sportowa, narodzona w Norwegii w drugiej połowie XIX w., na dobre zagościła w polskich domach pod koniec lat 90., a to za sprawą sukcesów Adama Małysza. Polacy mogli kibicować Orłowi z Wisły nie tylko pod skoczniami czy przed telewizorami, ale także przy komputerze! Cała ta małyszomania została spotęgowana w roku 1999, gdy światło dzienne ujrzały dwa tytuły: Deluxe Ski Jump 1.0 autorstwa Jussiego Koskeli oraz RTL Skispringen 2000 od firmy VCC.

Ci, którzy mieli słabsze komputery – bądź po prostu umawiali się z kolegami na lekcjach informatyki lub w kawiarenkach internetowych – skakali “Adasiem” w DSJ. Symulator sygnowany logo niemieckiej telewizji jednak wcale nie był gorszy, bo jego dwie kontynuacje – wydane w Polsce przez Axel Springer, o podtytułach Polski ZwycięzcaPolskie Złoto – były promowane przez samego Małysza. Nasi rodzimi developerzy nie chcieli być gorsi, tak więc studio LʼArt przygotowało własną grę, pt. Skoki Narciarskie 2003: Polski Orzeł. Była ona konkurencją dla Ski Jump Challenge 2003 – i tak to się ciągnęło przez kilka następnych lat.

Mieliśmy więc na rynku dwie pełnoprawne serie o skoczkach narciarskich: niemiecką oraz polską, od LʼArt (w przypadku tej drugiej marki, przy produkcji ostatniej edycji pałeczkę przejęli panowie z Metropolis Software). Niezależnie jednak, czy ktoś grał w niemiecką serię od RTL, polską z serii wydawniczej <dobra> GRA, czy też proste DSJ fińskiego programisty, w każdej z tych gier mógł doświadczyć zimowego klimatu.

Gorky 02

Gorky Zero: Fabryka Niewolników oraz Gorky 02 to bardzo podobne do siebie gry – łączy je ten sam silnik, mechanika i aktor podkładający głos Sullivanowi (Mirosław Baka). W zasadzie jedyną różnicą jest miejsce akcji: zamiast tajnej bazy na Krymie z Fabryki Niewolników, klimatem przypominającej pierwowzór o nazwie Gorky 17, gracz miał za zadanie spenetrować laboratorium ukryte gdzieś na Arktyce. I choć tylko pierwsza misja ma miejsce na zewnątrz, to porządnie dawała w kość: Sullivan, poruszając się w niewygodnym kombinezonie, musiał zmierzyć się m.in. z lawiną; przeciwnicy natomiast reagowali na przeciąg w chatkach, gdy gracz pozostawiał otwarte drzwi, wchodząc do środka.

Gorky

Mortyr 1 & 2

Kolejna gra znad Wisły w tym zestawieniu. Mortyr 2093-1944 był polską odpowiedzią na Wolfensteina. I choć cierpiał na wiele błędów, jedno jest pewne: zimowe scenerie – a te przewijały się przez ok. 1/4 gry – zapadały w pamięć. Padający o zmroku śnieg, hulający wiatr oraz dźwięk brodzenia w zaspach po kostki potężnie budowały atmosferę srogiej zimy. Posłuchajcie i zobaczcie sami:

Sequel przez dwa pierwsze poziomy również posiadał klimatyczną scenerię zimową. Szkoda, że w trzeciej i czwartej części śnieżno-zimowe lokacje zostały porzucone.

Lost Planet

Już sama okładka zdradzała, że będziemy mieć do czynienia z nieprzyjemną zimą – oraz nieprzyjemnymi monstrami. Lost Planet to taki trochę Mad Max, tyle że w świecie skutym lodem – duże mapy, pojazdy uzbrojone po maski oraz brutalny świat pełen niebezpieczeństw, które czyhają na każdym rogu. A to wszystko w środku budzącej strach – a zarazem podziw – śnieżycy.

Max Payne

Tej gry po prostu nie mogło tutaj zabraknąć: pierwsza odsłona przygód nowojorskiego detektywa jest jedną z najlepszych prezentacji zimy w tej elektronicznej branży. Śnieżyca w styczniu 2001 r. to nie tylko paraliż miasta, ale przede wszystkim podkreślenie żałosnej sytuacji Maksa, który szuka zemsty za śmierć swoich bliskich, a w wyniku służbowej zdrady nie ma nic do stracenia, idąc po trupach do celu, niczym anioł śmierci. (“Max Payne” to tajemnicze słówko). Ślady butów w śniegu, spadające płatki z nieba oraz para wydobywająca się z ust – to wszystko napotkamy przez większość gry, co ma budować klimat posępnego i mrocznego Nowego Jorku.

Max Payne

Oczywiście nie wszystkie lokacje z gry znajdują się na zaśnieżonych ulicach i dachach budynków – odwiedzimy także bardziej przystępne miejsca jak np. pięknie urządzoną willę. Ale nawet w zamkniętych i ocieplonych pomieszczeniach czuć ten przeraźliwy i paraliżujący chłód. Jak zresztą mówił sam Max: „Na zewnątrz robiło się coraz zimniej. Zimniej niż w sercu diabła. Na ziemię sypał się lód, jakby niebo miało się zawalić. Wszyscy szukali schronienia, oczekując rychłego końca świata… W metrze wcale nie było lepiej”.

Fahrenheit

Gry Davida Cage’a albo się kocha, albo nienawidzi. Fahrenheit – drugi produkt od studia Quantic Dream – z 2005 roku, który po dziesięciu latach doczekał się remastera, wyróżniał się filmowością, nieliniową fabułą oraz, nietypowym wtedy, sterowaniem z sekwencjami QTE. Gra, pomimo intrygującego początku, z godziny na godzinę zaczęła mnie nużyć pod kątem mechaniki oraz absurdów fabularnych. Pomijając jednak te różne bolączki, nie można odmówić Fahrenheitowi pięknie – a przede wszystkim mroźnie – przedstawionej zimy. Podobnie jak w Maksie Payne’ie, tak i tutaj śnieżyca nie jest zwykłym tłem do opowiadanej historii, a bardziej bezosobowym bohaterem, symbolizującym dekadencką wizję świata. Jeśli uwielbiasz srogi mróz oraz – wyjątkowo – kochasz gry Cage’a, polecam Fahrenheita/Indigo Prophecy.

Fahrenheit

TES V: Skyrim

Piąta część “starszych zwojów” to jedna z najgłośniejszych (i wg niektórych także najlepszych) gier roku 2011. Tytuł ten do dziś cieszy się ogromną popularnością, zwłaszcza na scenie moderskiej. Jednak Skyrim to nie tylko gratka dla fanów action-erpegów, ale także góry skute lodem w niektórych lokacjach. Tę “zimową immersję” wzmacniają dodatkowo skojarzenia z mitami nordyckimi: morza pełne niebezpieczeństw czy też żelazne hełmy noszone przez łowców smoków, przypominające okrycia głowy wikingów.

Skyrim

Penumbra

Śnieg oraz klimat grozy – czyż nie ma lepszego połączenia dla horroru? Kinomaniacy mają Coś reżysera Johna Carpentera, gracze natomiast mają Penumbrę – serię miksów survival horroru i przygodówki od autorów gier Amnesia oraz SOMA. Główny bohater Penumbry, Philip la Fresque, wyrusza na poszukiwania ojca, aż na… Grenlandię. Samobójcza misja 30-latka jest taka [samobójcza] nie tylko ze względu na wybryki natury, które opanowały skryte pod grubym lodem kopalnię i kompleks badawczy, ale także panujący klimat na Grenlandii. W każdej części cyklu bowiem znajduje się krótki etap mający miejsce na zewnątrz, gdzie panuje siarczysty mróz. Minuta dłużej spędzona poza murami kompleksu może doprowadzić do odmrożeń, a nawet do tego, że nasz bohater zamarznie na kość.

Penumbra

Never Alone

Z mrozem oraz śniegiem powiązani są także Eskimosi, ale dla zwykłego zjadacza chleba ludy innuickie kojarzą się tylko z igloo oraz polowaniem na foki. Tego krzywdzącego uproszczenia na szczęście wystrzegali się twórcy gry Never Alone – sympatycznej platformówki, w której grywalnymi postaciami jest mała Eskimoska wraz z lisem polarnym. Fabuła gry czerpie prosto z wierzeń plemion arktycznych i uczy takich wartości jak przyjaźń i wierność – a to wszystko podane w otoczce surowego klimatu północnego koła podbiegunowego.

Never Alone

Cryostasis: Arktyczny Sen

Na ostatniej pozycji znalazła się chyba najmroźniejsza gra ze wszystkich, jakie kiedykolwiek powstały. Tytuł ukraińskiego studia, który miał swoją premierę na przełomie 2008/2009 roku, to horror z akcją obserwowaną z oczu bohatera. Nasz protagonista trafia na sowiecki lodołamacz, by schronić się przed nadciągającą burzą śnieżną. Z pozoru opuszczony statek okazuje się nie być wymarłym miejscem – czy też bardziej staje się miejscem nawiedzonym, pełnym wymarłych kreatur, które wcześniej były żywymi, normalnymi ludźmi.

Cryostasis: Arktyczny Sen

Cryostasis to bardzo nietypowa produkcja w swoim gatunku. Nie mam tu na myśli jednak nikłej dynamiki, odnośnie efpeesowego pochodzenia, ani niekonwencjonalnych, nieraz tak schizowych etapów grozy – gdyż jest to horror, którego głównym celem nie jest bynajmniej wystraszenie gracza, a skłonienie go do refleksji nad człowieczeństwem. Nietuzinkowość produkcji, w kontekście niniejszego tekstu, polega na “pasku zdrowia”, który odzwierciedla wyziębienie protagonisty. By nasz bohater czuł się dobrze – nie tylko pod kątem zdrowia i komfortu fizycznego, ale przede wszystkim psychiki i bezpieczeństwa, z dala od potworności – musimy go często ogrzewać za pomocą pieców i innych źródeł ciepła.

A wam jakie gry kojarzą się z zaspami śnieżnymi, mroźną zimą lub Świętami Bożego Narodzenia? Dajcie znać w komentarzach!

Z wykształcenia politolog i dziennikarz, z zamiłowania bloger. Oprócz grami, interesuje się także kinem i astronomią. Propagator krytycznego myślenia i poprawnej polszczyzny – czy też, pisząc z duchem języka internetowego: gramatyczny nazista – tak dobry, że może sprawdzić Twoją pracę dyplomową lub inny tekst, a także udzielić korepetycji z WOS-u. Swoje felietony na temat historii, problemów społecznych i memów internetowych publikuje na blogu bednarskiprzemyslaw.pl – tam też można znaleźć szczegóły oferty usług korektorskich i korepetytorskich.

Przemysław Bednarski

Z wykształcenia politolog i dziennikarz, z zamiłowania bloger. Oprócz grami, interesuje się także kinem i astronomią. Propagator krytycznego myślenia i poprawnej polszczyzny – czy też, pisząc z duchem języka internetowego: gramatyczny nazista – tak dobry, że może sprawdzić Twoją pracę dyplomową lub inny tekst, a także udzielić korepetycji z WOS-u. Swoje felietony na temat historii, problemów społecznych i memów internetowych publikuje na blogu bednarskiprzemyslaw.pl – tam też można znaleźć szczegóły oferty usług korektorskich i korepetytorskich.