Powroty po latach, czyli dlaczego wróciłem do kosmicznej gry Paradoxu – Stellaris

Paradox Interactive jest marką znaną wszystkim fanom gier strategicznych na całym świecie. Każdy wielbiciel wieloletniego planowania ruchów na pewno otarł się o gry serii Europa Universalis czy Hearts of Iron. Są to tytuły, które skupiają się na nowym kształtowaniu historii czy to w okresie średniowiecznym czy międzywojennym. Wydany rok temu Stellaris jest próbą wybicia się z pozycji firmy skupiającej się na grach dziejących się w przeszłości, więc rozpoczynając naszą przygodę z tym tytułem lecimy w przyszłość.

Kilka dni temu zasiadłem z powrotem do tego tytułu, zaopatrując się w najnowsze DLC i aktualizując grę do obecnej wersji 1.5.1. Już w ekranie tworzenia naszej rasy zauważyłem zmiany. I jestem tymi zmianami zachwycony.

Zapraszam Cię do zapoznania się z moimi spostrzeżeniami na temat tego, jak gra się rozwinęła.

Na pierwszy rzut oka rzuca się nam ta SŁODZIUTKA RASA MIĘCZAKÓW. NO ZOBACZ NA SCREENIE JAK SIĘ DO CIEBIE UŚMIECHA. Co jest lepszego niż szerzenie chaosu, zniszczenia i zmuszania innych do rezygnacji ze swojej egzystencji przy pomocy tej rasy? Najsłodsza destrukcja na świecie.

Wracając do poważnego stylu wypowiedzi – zasiadając po roku do tego tytułu widzę ogromną różnicę co do różnorodności dostępnych ras. Możesz stworzyć nawet Obcego, który będzie urodzonym socjologiem i przy okazji pacyfistą. Potęga kreatora jest widoczna gołym okiem dla osoby, która gra głównie dla pewnego rodzaju role-playu. Tak naprawdę możesz grać bez stoczenia ani jednego konfliktu zbrojnego, wygrywając rozgrywkę przez zaproszenie wszystkich innych państw do swojej Federacji, w której wszyscy są równi! Z drugiej strony możesz skupić się nawet nie na podbiciu, a na fizycznej eksterminacji innych ras.

Zmianie uległy również etyki. A dokładnie reorganizacja dwóch. W początkowych wersjach Stellaris miałeś do wyboru militaryzm/pacyfizm, ksenofilię/ksenofobię, indywidualizm/kolektywizm. Jak to wygląda w stanie obecnym? Dwóch ostatnich nie ma. Zostały zamienione na materializm/spirytualizm. I jest to ogromna różnica, na której teraz się chwilę skupię.

Dlaczego?

Wybór pomiędzy materializmem a spirytualizmem jest ogromny. Pomijając bierne efekty ich takie jak atrakcyjność państwowych edyktów czy szybkość badań pozwalają Ci się wciągnąć w długą sieć decyzji i fabularnych wydarzeń. Jeśli Twój kraj skupia się na pragmatyzmie i odrzuca duchowość masz możliwość rozwinąć badania nad sztuczną inteligencją. Na początku są to zwykłe roboty, które nie są zbyt dobre w prowadzeniu badań czy zdobywaniu kredytów energetycznych, jednakże są nieocenionymi górnikami. Później stają się androidami, czyli o wiele wydajniejszymi wersjami naszych mechanicznych przyjaciół, którzy potrafią mieć śladową inteligencje. Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak z czasem, wraz z wynalezieniem sztucznej inteligencji. Stają się wtedy pełnoprawną rasą, która może przetrwać w każdych warunkach i która ma duże premie nie tylko do spraw wydobywczych, ale i do badań. Co więcej, dzięki przyjmowaniu odpowiednich tradycji możemy również rasy organiczne modyfikować, tworząc futurystyczną, steampunkową społeczność. Cytując materialistyczną tradycję, która rozpoczyna ten ciąg eventów, flesh is weak.

Screen powyżej jednakże nie dotyczy wydarzeń fabularnych drogi materialistów. Jest to droga uduchowiana, w której to Twoja rasa może przebić się przez granicę świata materialnego. Pokonać całun dzielący światy i poznać tajemnice wszechświata. Będziesz władać państwem, którego obywatele są zdolnymi psionikami i telepatami, a nawet kilku z nich może stać się wybrańcami tajemniczych mocy, zyskując nieśmiertelność i potęgę za cenę, której na początku nie znasz.

Oczywiście ma to również swoje odzwierciedlenie w technologii. Na przykład jeśli chodzi o podróże międzygwiezdne.

Cała droga spirytualizmu jest oczywistym nawiązaniem do uniwersum Warhammera 40 000, których to jest pełno w grze. Tak samo jak do Gwiezdnych Wojen, Żołnierzy Kosmosu czy innych tego typu serii.

Jest jeszcze jedna droga. Kolektywistyczna. W której nie ma rzeczy takich jak zadowolenie, poczucie obowiązku czy indywidualizm. Zamiast zajmować się sprawami robotów czy jakichś magicznych sztuczek skupiasz się na organicznym rozwoju i genetycznych modyfikacjach. Przy okazji możesz pobawić się w bycie Tyranidami czy innymi Zergami.

I to tyle. Jest oczywiście wiele innych, świetnych zmian, takich jak na przykład megastruktury. Nie ma to jak zniszczyć cały układ słoneczny, żeby zbudować z słońca wielką elektrownię, czyli Sferę Dysona, jednakże o tym kiedy indziej. Może.

A Tobie co najbardziej podoba się w Stellaris?

Narcystyczny student bezpieczeństwa wewnętrznego, specjalizujący się w sprawach terroryzmu, konfliktów międzynarodowych, społecznych i rzecz jasna grach! Wychowany na strategiach fan RPGów. Do tego gram w League of Legends, ot tak dla sportu.

Maksymilian Goszczycki

Narcystyczny student bezpieczeństwa wewnętrznego, specjalizujący się w sprawach terroryzmu, konfliktów międzynarodowych, społecznych i rzecz jasna grach! Wychowany na strategiach fan RPGów. Do tego gram w League of Legends, ot tak dla sportu.