Not Tonight [zapowiedź]

Są takie gry, które tworzą zupełnie nowy gatunek. Produkcje te zaskakują innowacyjnością. Tutaj też leży (choć nie zawsze) największy ich minus – trafiają do niezbyt dużej liczby fanów.

Zazwyczaj jest tak, że interesujemy się tym, co lubimy, tak więc czekamy na kolejne Star Warsy, Far Cry’e czy Assassin’s Creedy. Wiemy, czego się spodziewać i oczekiwać. Jednak nagle przed nami staje ciekawa, ale nietypowa gierka niezależna. Wtedy są dwa wyjścia – przechodzimy obok niej obojętnie, albo się w niej zakochujemy.

Tak było ze mną i Papers, Please. Wydane w 2013 roku dzieło Lucasa Pope’a było albo znienawidzone (oglądający mogli się strasznie znudzić), albo pokochane, głównie przez klimat i rozgrywkę. Naszym celem było sprawdzanie paszportów na przejściu granicznym w komunistycznej Arstotzcce. Musieliśmy sprawdzać ważność biletów, skanować ludzi, by sprawdzić, czy posiadają broń, i wypytywać o dodatkowe dokumenty oraz, przede wszystkim, podejmować trudne decyzje. Kobieta chce wrócić do syna, choć nie ma ważnego paszportu – przepuścić i dostać karę, czy wołać strażników? Pod nietuzinkową grą kryje się bogata, poważna historia, którą poniekąd sami tworzymy.

Po co ten długi wstęp? Dlatego, że Not Tonight bardzo dużo czerpie z produkcji Pope’a. Głównie mechaniką, ale jak przyjrzymy się bliżej, to ma o wiele więcej podobieństw.

Dystopia

Odważna jest oś fabuły. Opowiada ona o Brexicie, czyli w sumie niedawno głośnego procesu opuszczania Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Opowieść jest jednak mocno podkoloryzowana – dowiadujemy się, że prawica przejęła władzę w kraju, a jednym z ich nakazów jest zatrzymywanie emigrantów.

W takiej sytuacji zostaje postawiony nasz główny bohater (nazywany prześmiewczo “Euro”), który przesiaduje w getcie, zamkniętej części miasta i czeka na wydalenie z kraju. Ma problemy z władzą, więc pozostaje mu tylko pójść z nimi na rękę i spełniać ich zachcianki. A są to oczywiście chęci zarobku. Tak więc nasz biedny chłopak musi harować jako… bramkarz (nie, nie ten od piłki nożnej). I tu przechodzimy do rozgrywki.

not tonight game

Dokumenciki do kontroli!

Not Tonight opiera się na podobnym schemacie co Papers, Please. Naszym celem jest sprawdzanie przepustek. Kiedy już zagadamy do szefa o wymogach na daną noc (np. wpuść 15 ludzi), podchodzimy do klienta, bierzemy dowód i uważnie się przyglądamy. Najważniejszą zasadą jest nie wpuszczać niepełnoletnich. Bierzemy więc pod lupę datę urodzenia. Dalej zerkamy, czy zdjęcie się zgadza, czy dokument jest przedawniony, czy ma poprawne oznaczenia bezpieczeństwa lub czy jegomość jest na liście gości. Im dalej w las, tym trudniej; ludzie zaczynają gromadzić się w dwóch kolejkach, dawać łapówkę albo zaczepiać i grozić.

Niestety tu, jak na razie, siedzi chyba najgorszy minus gry, bo rozgrywka jest po prostu niezbalansowana i za trudna. W późniejszych misjach nie mamy jak nadążyć nad czasem (tylko 4 growe godziny) i obowiązkami. Dla przykładu, VIP z listy gości (kilkustronicowej) ma podobne nazwisko do innego klienta, musimy całe kartki przewertować i go znaleźć, nie wspominając o sprawdzeniu innych informacji. Mamy maksymalnie 3-5 sekund na jednego gościa, przez co wielu graczy zapewne nie nadąży z presją, tym bardziej ci, którzy źle radzą sobie w robieniu kilka rzeczy naraz. Pracodawcy na szczęście są wyrozumiali, ale zarabiać trzeba, i to nie mało. Do końca miesiąca musimy zgromadzić 2,5 tysiąca. Zazwyczaj zarabiamy ok… 20 dolarów. Więc jeśli nie łapówki i “szemrane interesy”, raczej nie damy rady, a gra się przedwcześnie zakończy.

Po (nie)udanym dniu wracamy do naszego mieszkania. Tam mamy dostęp do telefonu, a na nim przede wszystkim możemy przeglądać prace, różne kluby i inne prywatne imprezy. Wystarczy wybrać i iść w ten dzień do pracy. Poza tym zerkniemy na wiadomości ze świata (fajnie budują i tak świetny klimat), przeczytamy SMS-y od znajomych, ulepszymy nasz osprzęt (fani Papers, Please może kojarzą rzadkie i kosztowne upgrade’y), a nawet kupimy ciuchy i meble do domu. No tak, ale skąd wziąć tę kasę…

not tonight game

Release is coming

Zaskoczyła mnie naprawdę ładna, pixel-artowa grafika. Świetnie wygląda otoczenie, przede wszystkim same ulice miasta, które jest, typowo dla cyberpunków, brudne, niebezpieczne i dystopijne. Niewiele za to mogę powiedzieć o muzyce, która “jest”. Dialogi postaci nagrane są “simsowo”, więc słyszymy tylko ich stękania i westchnienia, a tekst jest przedstawiany za pomocą dymków. Nie jest to oczywiście nic złego, ma to swój urok.

Gra jest dopiero w becie, więc nie oczekiwałem jakoś wielce rozbudowanej produkcji. Jednak myliłem się: to, co dostałem, już teraz wciąga, a zawartości jest dużo. Twórcy mają dużo do naprawienia, w szczególności poziom trudności, ale są i też mniejsze problemy, m.in. z brakiem porządnego samouczka czy imionami, które nie pasują do osoby (np. kobieta imieniem Tomek). No cóż, czekam na premierę, a twórcom życzę sukcesu. Premiera latem tego roku.

rembus76

Lat 18. Humanista, pasjonat historii i języków obcych (przede wszystkim angielskiego) oraz j. polskiego. “Pececiarz” od urodzenia, choć posiada obydwie kieszonsolki Sony. Spokojny luzak, który lubi pisać to, co czytacie :P.

rembus76

rembus76

Lat 18. Humanista, pasjonat historii i języków obcych (przede wszystkim angielskiego) oraz j. polskiego. "Pececiarz" od urodzenia, choć posiada obydwie kieszonsolki Sony. Spokojny luzak, który lubi pisać to, co czytacie :P.