Miesiąc z Oculus Rift – pierwsze VRażenia

Okularami VR interesowałem się praktycznie od samego początku. Od pierwszych Oculus DK1 po przeróżne Cardboard VR. Jednak zawsze mi czegoś brakowało – nie widziałem zabawy w graniu na padzie z przyklejonym do oczu monitorem. I wtedy nadeszła rewolucja pod postacią HTC ViveOculus Touch, czyli możliwość manipulowania rękami wewnątrz gier.

Od razu zapragnąłem tego pierwszego, lecz jego cena ostudziła mój zapał. Wzrok skierowałem na Oculusa, ale bałem się jego opinii jeszcze z wersji DK2. Potem przyszedł IEM (KLIK) i moja opinia o tych okularach zmieniła się o 180 stopni.

Rozpudełkowanie

Sprzęt udało mi się dorwać w dobrej cenie. Używany, ale w stanie “Niemiec płakał, jak sprzedawał i tylko w niedziele do kościoła jeździł”, więc nie mam na co narzekać.

W pudełku wersji CV1 znajdują się same gogle, 2 kontrolery touch i 2 sensory. Żadnych kabli w pudle nie znajdziemy, gdyż wszystko jest (prawie) na twardo przypięte. Prawie, bo kabel od gogli możemy odpiąć, na samych goglach jest wejście (chyba) mini HDMI. Razem z goglami dostajemy słuchawki, które nie są najlepsze (nie wytłumiają otoczenia), ale narzekać na nie nie powinniśmy. Dodatkowo można dokupić zamienniki – douszne. Jednak, niestety, nie ma tu tak jak w Vive możliwości podpięcia własnych słuchawek.

Okulary

O samych okularach, poza technicznymi rzeczami typu, że w środku siedzą 2 OLED ekrany 1080×1200 o odświeżaniu 90Hz czy wbudowane słuchawki (o których już wspominałem), nie ma co dużo mówić. Jedyne czego się bałem, było to, że mogą gubić śledzenie przy szybszych ruchach, jak to miało miejsce w wersjach DK1 i DK2, lecz tu ten problem nie występuje. Poza tym same gogle są dość wygodne, aczkolwiek po dłuższym graniu głowa, a szczególnie twarz się męczy (biorąc pod uwagę fakt, że mam dready i muszę je co chwila upychać, męczy się podwójnie). Gogle możemy regulować góra/dół przy pomocy paska na rzepy, tak samo “docisk” okularów. Również możemy ustawić szerokość soczewek, do czego służy mały “dyngs” na dole po prawej stronie gogli. Warto zaznaczyć, że gogle podłączamy do pieca przy pomocy HDMI i USB 3.0.

Czas pomachać, czyli o Oculus Touch słów kilka

W zestawie otrzymujemy, jak wspomniałem, 2 kontrolery i 2 sensory. Zacznijmy od sensorów.

Sensory rozstawiamy po obydwu stronach monitora skierowane, zależnie od szerokości “rozstawu”, lekko do siebie lub równolegle. Do podłączenia obydwu potrzebujemy wejścia USB 3.0, dlatego polecam zwrócić uwagę czy nasz komputer takie posiada. Warto tu zaznaczyć, że tak naprawdę “must have” jest trzeci sensor. Bez niego trudno będzie nam grać w gry obsługujące “room scale” (ale o tym trochę później).

Proszę nie zwracać uwagi na porządek na biurku – geniusze ponoć tak mają.

Kontrolery od Oculusa wyglądają dziwnie. Nie, żeby te od Vive wyglądały normalnie, ale trochę obawiałem się obejmy wokół dłoni. Jednak design pozytywnie mnie zaskoczył. Kontrolery są na tyle małe i lekkie, że nie przeszkadzają przy manewrowaniu, ale na tyle ciężkie, że czuć je w rękach. Tak samo nie mogę narzekać na umieszczenie przycisków, może poza przyciskami odpowiadającymi za start i select. Jeden wyrzuca nas do menu Oculusa, drugie włącza menu Steam VR (bardzo możliwe, że ma też inne zastosowania, na przykład w grach na platformie Oculusa, ale w takowe nie grałem). Można na nie narzekać, bo kilka razy zdarzyło mi się je wcisnąć w ferworze walki, co zazwyczaj kończyło się śmiercią. Jednak ogólnie kontrolery i ich śledzenie oceniam na bardzo dobre.

To co tygryski lubią najbardziej – gry

Dla niektórych plusem, dla niektórych minusem, jest posiadanie przez Oculusa własnego środowiska. Jak dla mnie, jeśli da się je obejść, a da, to może sobie istnieć. Co prawda, żeby skonfigurować okularki ze SteamVR trzeba w ustawieniach Oculusa pozwolić na zewnętrzne oprogramowanie, ale nie jest to dużo roboty. A dzięki temu mamy dostęp do wszystkich gier w bibliotece Steam.

W co grałem? Oczywiście nie można ograć wszystkiego, ale pograłem w tyle różnych gier, żeby wyrobić sobie o goglach opinię.

Onward

Jak wspominałem w mojej relacji z IEM, jest to gra, dla której tak naprawdę zdecydowałem się na zakup sprzętu VR. Jest to Mil-Sim a’la ARMA, lecz, o dziwo, w VR. Po krótce – gra stawia naprzeciwko siebie dwie drużyny, średnio po 4-5 osób w dwóch trybach – Escort i Uplink. W pierwszym z nich zabawa polega na tym, że drużyna odpowiadająca jakimś siłom NATO musi przetransportować w bezpieczny sposób VIPa (również jest to jeden z graczy) do wyznaczonego punktu. Druga drużyna ma za zadanie im w tym przeszkodzić poprzez zabicie owego VIPa. Drugi tryb, grany zdecydowanie częściej, polega na “odwrotnym CS” – drużyna “dobrych” musi znaleźć cel na mapie, podejść do niego i na tablecie wpisać odpowiedni kod. Analogicznie drużyna tych złych chce ich powstrzymać.

Między innymi dla tej gry powinno się kupić trzeci czujnik, ponieważ sensory nie widząc kontrolerów (gdy stoimy tyłem) zaczynają świrować i wyrzucać nam nasze wirtualne ręce w kosmos. Jednak Onward jest jedną z tych gier, w której implementacja ruszania się za pomocą analogów jest zrobiona świetnie. Lewym analogiem chodzimy, a prawym odwracamy się. Warto zaznaczyć, że jest tu możliwe płynne odwracanie się, a nie jak w większości gier skokowe (które ponoć generuje mniejsze mdłości).

Profesjonalna kolba do VR (tu akurat Vive)

Przez tę grę można naprawdę nabawić się PTSD (lub jak kto woli, shellshock). Immersja stoi na najwyższym poziomie, nieraz zdarzyło mi się padać na ziemię i bać się podnieść głowy będąc pod ostrzałem. Warto też wspomnieć o community w grze – spodziewałem się ludzi typu “hehe, patrzcie, kolejny chce chodzić po bułki” jak z pewnej pasty, ale miło się zaskoczyłem – ludzie grający w Onward są naprawdę mili i pomocni.

SUPERHOT VR

Co tu dużo mówić – jest to Superhot przeniesiony do VR. Również cała otoczka fabularna jest jak najbardziej trafna – i w oryginale i w wersji VR gra jest świadoma, że jest grą (przez co obecne są fabularne wstawki z zakładaniem hełmu VR).

Porównując VR do “normalnej” wersji, w goglach możemy poczuć się jak Neo w Matrixie. Omijanie kul o milimetry od głowy i strzelanie akimbo w dwie różne strony – to naprawdę robi robotę!

Gorn

Gra, o której słyszałem coś kiedyś, więc gdy ją zobaczyłem, to postanowiłem spróbować. I nie zawiodłem się. Gra polega na prostym (technicznie, w praktyce… nie do końca prostym) okładaniu się na arenie ku uciesze tłumu. Fajnie rozwiązane uzbrojenie, jego odblokowywanie, wszechobecny humor (jak inaczej określić możliwość pokazania środkowego palca przeciwnikowi?) oraz bardzo przyjemna grafika. Co do grafiki, nie należy jej odbierać jako “zabawa dla dzieci” co potęgują “gumowe” bronie. Gra jest niesamowicie brutalna i wyzwala naprawdę głęboko skryte pokłady agresji (bo kto normalny urywa głowy swoim przeciwnikom i rzuca je w tłum?)

W tej grze właśnie znajduje się wspomniane “obracanie skokowe”, czego osobiście nie lubię i wybija to trochę z rytmu gry.

Iron Wolf VR

Coś zupełnie z innej beczki. W sumie gra bardzo dla zainteresowanych tematem, a jako że za młodu uwielbiałem najpierw patrzeć na zmagania Taty, a potem sam grać w Silent Hunter, to nie mogłem przejść obojętnie obok Iron Wolf.

Jak już zdążyłem uchylić rąbka tajemnicy przez wspomnienie SH, to tak, Iron Wolf to symulator łodzi podwodnej w VR. Dość uproszczony, ale zawsze. Co prawda najlepiej grać w to z kimś, ale ludzi chętnych do gry dość trudno znaleźć. Gra udostępnia też możliwość rozgrywki lokalnej w dwie osoby – jedna w VR a druga, jako nawigator na monitorze. Niestety nie udało mi się jeszcze wypróbować tej możliwości.

Jak przy Gorn, także tu występuje obracanie skokowe, ale tu nie przeszkadza tak bardzo z racji wolnego tempa rozgrywki.

Hot Dogs, Horseshoes & Hand Grenades

Jest to trochę symulator strzelnicy z dobrze odwzorowaną bronią, trochę samodzielna gra w trakcie produkcji. Co tu dużo mówić, strzelanie z różnorodnej broni, prawdziwej czy też fikcyjnej daje dużo radochy, a w trakcie produkcji są także minigry typu killhouse, w których przeciwnikami są tytułowe uzbrojone hot-dogi.

Ludzie narzekają na słabą grafikę w grach na VR, jakoś tego nie zauważam 😉

Jaka kobyła to pociągnie?

Oficjalna konfiguracja PC dla Oculusa wygląda tak:

  • Grafika: NVIDIA GTX 1050Ti / AMD Radeon RX 470 (lub NVIDIA GTX 970 / AMD R9 290)
  • Procesor: Intel i3-6100 / AMD Ryzen 3 1200, FX4350 lub lepszy
  • RAM: 8GB
  • Złącza: 1xHDMI, 3xUSB 3.0, 1xUSB 2.0
  • System: Windows 7 64bit lub nowszy

Czyli wynika z tego, że potrzeba nam karty z minimum 4GB VRAM? I tak i nie. Dlaczego? Istnieje taki program jak OpenVR Advanced Settings, który lekko pozwoli nam obejść te wymagania. Jak wiadomo, nie ma nic za darmo, dlatego będziecie musieli poświęcić trochę jakości obrazu. Gdy pierwszy raz odpalałem Oculusa miałem w piecyku GTXa 760 (z 2GB VRAM). Jak można szybko obliczyć to o 2GB za mało. Przy pierwszym uruchomieniu program Oculusa krzyczał na mnie, że mam za słaby komputer, ale nie dałem się zastraszyć. Co prawda niektóre gry odmawiały działania (np. Rick and Morty Virtual Rick-ality), ale niektóre działały całkiem znośnie. Jednak po wrzuceniu w bebechy komputera GTX’a 1060 z 6GB VRAM różnica jest nieziemska. Nie dość, że gry chodzą zdecydowanie płynniej, co jest ważne w VR, to w wyżej wspomnianym programie można zadziałać w drugą stronę, czyli podnieść jakość i ostrość obrazu.

Dodatki

Co warto dokupić/ściągnąć do Oculusa? Podstawowym zakupem będzie trzeci sensor, o czym już kilkakrotnie wspominałem. Pomówmy jednak o sprzęcie spoza sklepu Oculusa.

Podstawowym programem do ściągnięcia jest napomknięty we wcześniejszym akapicie “OpenVR Advanced Settings”. Poza możliwością wyostrzania obrazu pozwala na kilka bardzo przydatnych rzeczy. Obok przesunięcia pola gry w 3 osiach czy włączenia dodatkowego antyaliasingu, pozwala na prawdopodobnie najczęściej używaną przeze mnie opcję – konfigurację podłogi. Brzmi śmiesznie, a do czego służy? Okularki czasem się gubią, gdzie jest podłoga, stąd w niektórych grach nie możemy jej sięgnąć, na przykład, by podnieść omyłkowo wyrzucony magazynek. I tu wchodzi nasz program. Poprzez łatwą konfigurację (położenie jednego kontrolera na ziemi) pozwala zrekalibrować podłogę. Nawet nie wiecie, jak bardzo taka błahostka potrafi poprawić rozgrywkę.

Kolba zrobiona przeze mnie – łączny koszt to jakieś 50zł.

Drugą rzeczą, już do kupienia, jest stock do kontrolerów. Ten przydaje się tylko i wyłącznie w grach typu “strzelanie bardzo nawalanie” typu Onward czy niewspomniany wcześniej PavlovVR – pomaga on precyzyjnie celować i lepiej czuć broń w rękach. Niestety, jeśli chodzi o kupno takiego zestawu, to cena jest trochę zabójcza i wynosi około 80€ za podstawową wersję (LINK). Jednak, jeśli mamy dostęp do drukarki 3D, w Internecie znajduje się pełno darmowych schematów do takiego uchwytu. Ale! I bez dostępu do drukarki nie jesteśmy skazani na porażkę. Tu wchodzi scena DIY i odwiedziny OBI albo innej Castoramy, zakup kilku rurek PVC i trochę cierpliwości. Co prawda taki uchwyt nie będzie bardzo piękny, ale przecież nie o to chodzi. Ma być funkcjonalny, a taki jest (z grubsza).

Czy warto?

To pytanie musiało się tu pojawić.

Czy kupiłbym Oculus Rift drugi raz? Myślę, że tak, ale ja jestem bardzo łasy na takie nowinki, i tak cud, że nabyłem go dopiero teraz. Czy warto? Zależy, czego się oczekuje od takiego sprzętu. Jeśli chce się grać tylko “od święta” i pokazać znajomym – nie, nie warto. Jeśli jest się zafascynowanym nowinkami i lubi się grać w gry typu Onward (tak, ta gra mnie kupiła, dlatego tak często jej używam jako przykładu) to jak najbardziej warto. Jednak przed zakupem należy sprawdzić, czy nasz piec pociągnie taki sprzęt i czy znajdziemy jakieś gry dla siebie. Pomimo wysypu różnych gier na Steamie tych perełek należy dalej dość dobrze szukać.

Od młodości zakochany w grach, wychowany na FPSach. Gram głównie na PC i PS4, ale jestem też dumnym posiadaczem kolekcji sprzętów Sony od PS1 do PS4 i handheldów. Poza grami interesuje się serialami, muzyką i horrorami.

raNn

Od młodości zakochany w grach, wychowany na FPSach. Gram głównie na PC i PS4, ale jestem też dumnym posiadaczem kolekcji sprzętów Sony od PS1 do PS4 i handheldów. Poza grami interesuje się serialami, muzyką i horrorami.