NORSE: Oath of Blood – najlepsza gra o wikingach? Recenzja [STEAM DECK]

Losy NORSE śledziłem zanim jeszcze wprost zaprezentowano, jak wyglądają rozgrywka i fabuła. Ujawnienie gry zbiegło się z moim największym szaleństwem nt. wikingów (zakończonym pracą licencjacką), a jako że twórcy chwalili się wiernym przedstawieniem historycznym, czekałem i kibicowałem autorom.

Ostatecznie się doczekałem gry. Czy tytuł sprostał moim oczekiwaniom? Pora wyruszyć na mroźną Norwegię i sprawdzić, czy śnieg raz jeszcze zostanie przelany krwią.

Dziękujemy wydawcy Tripwire Presents za dostarczenie klucza od gry do recenzji.

Świat

Gra opowiada o rodzeństwie Jarla pewnego klanu, który to zostaje, niedługo po wprowadzeniu fabularnym, zaatakowany. Rodzina Gunnara i jego siostry niechybnie trafi do Walhalli, a sami muszą uciekać jako nieliczni ocalali. Postanawiają zemstę i wyruszają odbudować swój klan, by ostatecznie wymierzyć sprawiedliwość.

Nie oszukujmy się – historia to sztampa. Mam wrażenie, że już od dawna twórcy gier czy filmów chodzą w kółko i nie mogą wpaść na nic nowego. Pamiętacie Eivor(a) z Assassin’s Creed Valhalla? Albo film The Northman Roberta Eggersa? Czy też, z innej strony świata, Niebieskookiego Samuraja bądź Ghost of Yotei? Recenzowany NORSE posiada motyw zemsty taki, jaki widzieliśmy już wiele razy. I żeby nie było – nie jest to wada gry! Muszę przyznać, że fabuła jest tu nawet niezła – sztampowa, ale dobrze zagrana i napisana. Co więcej, nie znajdziemy tu żadnych elementów fantasy, a po prostu brutalną erę wikingów w pełnej krasie.

Twórcy chwalili się zresztą mocnym zadbaniem o detale i oddanie realiów historycznych. Niezwykle to doceniam i czuć tu sporo włożonej pracy. Od mody, przez architekturę, po takie „drobnostki” jak wygląd tarcz czy poruszanie się podczas bitwy – wszystko to zostało świetnie wplecione do gry. To może być najlepsza gra o wikingach w historii… a raczej mogłaby być, do czego zaraz przejdę.

norse oath of blood recenzja

Rozgrywka

Obawiałem się, czy NORSE mi jakkolwiek „siądzie” pod względem rozgrywki. Wiedzcie, że strategie turowe nie są moim ulubionym gatunkiem, choć i w kilka perełek się zagrywałem (Mutant Year Zero, Hard West II). Trudno mi więc porównywać „wikińskiego X-COMa” do najlepszych gier z tego gatunku. W moim odczuciu NORSE ma bardzo udany system walki, choć raczej typowy dla gier turowych. Mnie grało się naprawdę przyjemnie.

Gameplay dzieli się na kilka filarów. Nie jest to żaden open-world w stylu WarTales, więc otwartość lokacji jest tu ograniczona. Możemy co najwyżej poszukać kamieni runicznych, które dają jakiś buff na najbliższe starcia, zebrać loot (o którym potem) oraz owoce regenerujące zdrowie. Wspomniane walki odpalają się z automatu, gdy dojdziemy do następnego fabularnego punktu. Na niewielkiej planszy musimy rozstawić naszą drużynę, aby jak najlepiej współgrali ze sobą umiejętnościami. Dla przykładu łucznicy zadają lepsze obrażenia będąc nad przeciwnikiem, a tarczownicy sprawdzą się do obrony. Takich „klas postaci” jest tu parę i warto zawczasu przeczytać, jakie umiejętności posiadają. Znajdziemy tu ataki obszarowe, leczenia sojuszników czy znajomy z większości gier tego typu overwatch (atak wroga, który wejdzie w pole widzenia). Do taktyki dojdzie też sam teren; bagna ograniczają ruch, a w taki ogień można popchnąć nieszczęśnika, aby błyskawicznie go wykończyć. Warto wspomnieć też o widowiskowych egzekucjach, czyli wydarzeniach odnawiających punkty akcji po zabiciu wroga. Co turę sterujemy wyłącznie jedną postacią, z góry wybraną w kolejce. Przeciwnik atakuje również po kolei, więc można zawczasu opracować plan działania, na którego rywala się rzucimy.

norse oath of blood recenzja

Podczas naszej podróży możemy znaleźć surowce oraz sprzęt. System RPG w NORSE sprowadza się do wyposażenia i levelowania naszych herosów. Klasycznie na modłę X-COMa, po wbiciu poziomu wybieramy jedną z dostępnych umiejek, najczęściej pasywną. Broń i pancerz zwiększają statystyki, czyli m.in. ilość zdrowia, przebicie pancerza czy zasięg ataku. Najciekawszy jest jednak system zarządzania własną wioską. Pomiędzy misjami wydajemy łup na budowę nowych chat oraz na tworzenie oprzyrządowania. Rozbudowa podlega również turom, więc kolejność budowania też ma znaczenie. Wojowników i surowce możemy zdobywać z zaprzyjaźnionych wiosek, jeśli eksploracja pola bitew wam się znudzi. Ogółem jest to nic innego, jakby wziąć Kruczą Przystań z Assassin’s Creed i przenieś do gry turowej. Przyjemna to rzecz i zachęca do dalszych poszukiwań materiałów na polu walki.

Zabawę może wam zepsuć zawartość gry. Całość przejdziecie w 12-14 godzin, co nie jest najlepszym wynikiem, patrząc na i tak wolną rozgrywkę. Co gorsza, nie ma tu żadnego post-game’u; po napisach końcowych nie wrócicie do wioski, by ją ulepszyć do końca lub by doszkolić swoją drużynę. Brak tu też zadań pobocznych czy, dla przykładu, okazji, by poznać głębiej naszych wikingów. Z drugiej strony tytuł nie jest też zbyt drogi, a oprócz niezłego systemu walki gra imponuje też jeszcze jedną rzeczą…

norse oath of blood recenzja

Grafika i dźwięk

…a jest nią warstwa audiowizualna. Użyty tu Unreal Engine 5 robi niesamowitą robotę, by oddać wikińskie klimaty jak najwierniej. Dobre wrażenie robią oświetlenie, przerywniki filmowe (byłby to świetny serial!) czy ostre tekstury, a w szczególności mocap. Mimika i generalnie wygląd postaci dorównują studiom z większym budżetem, a nawet je przebijają. Gdy spojrzycie na gęby w Assassin’s Creed Shadows oraz tu, różnica jest ogromna na niekorzyść Ubisoftu. Jak już wcześniej wspomniałem, twórcy recenzowanej gry włożyli sporo wysiłku, by lokacje wyglądałyby jak najwierniej historycznie i faktycznie można się tu zatracić w czasach wikingów.

W tej immersji pomaga również dobra muzyka. Może i nie znajdziemy tu szlagierów puszczanych potem na Spotify, ale za to utwory podczas starć to złoto. Fani takich klimatów dokładnie będą wiedzieć, czego się spodziewać – nordyckich, ciężkich brzmień, które idealnie nadają rytm walce. Na pochwałę zasługują także głosy postaci, nie ma tu ani jednej złej roli.

norse oath of blood recenzja

Jakość

Tę recenzję opublikowaliśmy około miesiąca od premiery produktu. Postanowiłem ją trochę opóźnić, by dać twórcom szansę na naprawę gry. Niestety – pomimo kilku patchy – do tego jeszcze długa droga. NORSE to gra koszmarnie zaniedbana pod względem technicznym. Błędy w animacjach, kolizjach, grafice czy w skryptach są na porządku dziennym. Takie perełki, jak brak trafienia przy szansie 100%, nazwy umiejętności w wersji deweloperskiej czy umierający w dziwnych pozach przeciwnicy, niszczą frajdę z gry. Zła też jest optymalizacja. Testowałem produkt na „darmowym” sprzęcie GeForce Now oraz – oczywiście – samym Steam Decku. W obu wariantach zagracie w jakichś 30 klatkach na najniższych ustawieniach. Wina to rzecz jasna Unreal Engine 5, który jest nadal zmorą dla deweloperów.

Zaraz, powiedziałem „Steam Deck”? Przejęzyczyłem się, bo na Decku nie zagracie… bez uprzedniego kombinowania. Sprzęt sam się wyłącza zaraz po starcie nowej gry i nadal tego nie naprawiono. Co ciekawe, sam w sobie tytuł ogólnie chodzi na nim, jednak wymaga do tego zapisu zrobionego po intrze. Musicie przenieść save sami, bo twórcy nie włączyli nawet wsparcia Steam Cloud. Takich upierdliwych błędów jest tu zbyt dużo, aby polecić ją posiadaczom sprzętu Valve.

Gra musi zostać naprawiona i jest to wykonalne. Pół roku temu testowałem Echoes of the End – twórcy postawili wydać grę w wersji 2.0 i faktycznie gra się teraz dobrze, ale nie zmienia to faktu, że słabej fabuły i rozgrywki już nigdy nie naprawią. NORSE ma te podstawy bardzo dobre, więc w przyszłości będzie to znakomita gra. Jednak jeszcze nie teraz.

NORSE: Oath of Blood - Launch Trailer

Ocena

Na NORSE: Oath of Blood czekałem sporo i dostałem to, czego oczekiwałem. Jak na debiut jest to naprawdę dobra rzecz, a pod względem rozgrywki nawet lepsza, niż się spodziewałem. Twórcy włożyli ogrom wysiłku, by przedstawić realia historyczne, a także by porządnie „wprawić je w ruch” (animacje, przerywniki filmowe). Niestety cały wydźwięk niszczą skopane technikalia, od pojedynczych błędów, przez optymalizację, na niemożliwości odpalenia gry na Steam Decku skończywszy. Najbliżej grze właśnie do pierwszego Kingdom Come: Deliverance – na premierę był potwornie skopany, jednak trudno nie było jej nie docenić. Dlatego więc sprawdzajcie co jakiś czas Oath of Blood, bo gra ma zbyt dobre podstawy, aby przez problemy techniczne zostać zapomnianą po wsze czasy.

God of War Ragnarök – recenzja [Steam Deck]

NORSE: Oath of Blood
7.6/10
  • Świat: 9/10
  • Rozgrywka: 7/10
  • Grafika: 8/10
  • Dźwięk: 8/10
  • Jakość: 6/10
Miałem spore oczekiwania wobec NORSE: Oath of Blood i większość z nich została spełniona. Niestety pomimo bycia bardzo solidną grą, z nawet ciekawą fabułą oraz satysfakcjonującym systemem walki, twórcy nie dali rady zapanować nad warstwą techniczną. Wszędobylskie błędy i optymalizacja niszczą frajdę, a w przypadku Steam Decka – nawet uniemożliwiają rozgrywkę. Nie skreślajcie jednak jeszcze tej gry, poczekajcie na patche i wtedy kupujcie – bo warto.

Platforma testowa SD

  • Steam Deck 64 GB
    • +Przyjemny system walki
    • +Świetny wikiński klimat
    • +Ciekawa, choć niezbyt oryginalna historia
    • +Rewelacyjna grafika i muzyka
    • +Rozbudowa wioski i elementy RPG
    • Stan techniczny
    • Nie działa na Steam Decku; optymalizacja
    • Krótka, brak end-game’u / New Game+

    Jak oceniamy gry?

Rembus

Humanista, pasjonat historii i języków obcych (przede wszystkim angielskiego) oraz j. polskiego. "Pececiarz" od urodzenia, choć posiada obydwie kieszonsolki Sony. Spokojny człowiek, który lubi pisać to, co czytacie :P.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *