No Man’s Sky – czy po ponad roku od premiery warto w nią zagrać?

No Man’s Sky – tego tytułu nie trzeba nikomu przedstawiać. Machina marketingowa studia Hello Games, przyciągnęła do powstającej produkcji imponujące grono zainteresowanych, jednak na skutek wielu niespełnionych obietnic, kosmiczny sandbox stał się jednym z największych rozczarowań w branży gier video.

Od dnia premiery (sierpień 2016r.) do gry zaimplementowano dużo obszernych aktualizacji. Twórcy, reagując na wysokie niezadowolenie odbiorców, zajęli się inicjowaniem aktualizacji mających zmienić produkcję w bardziej ambitną i mniej… nudną. Czy to wystarczy, by zrobić z No Man’s Sky dobrą grę?

Home, sweet home…

Własna baza planetarna – na pierwszy rzut oka świetna sprawa, w toku odkrywania zakamarków wszechświata warto jest mieć miejsce, które można nazwać domem. Jedna z aktualizacji oferuje graczowi taką możliwość na każdej odkrytej przez niego planecie, wystarczy znaleźć miejsce możliwe do zamieszkania i gotowe. To, jak baza będzie wyglądała, zależy jedynie od kreatywności budującego, gra oferuje nam stosunkowo dużo opcji budowania oraz personalizowania placówki m. in. poprzez możliwość zmiany koloru obiektów oraz różne akcesoria pełniące rolę ozdobną.

No Man’s Sky oferuje dużą dowolność w rozbudowie własnych placówek

Nasz nowy dom nie należy jedynie do nas, w każdym pomieszczeniu możemy umieścić specjalny terminal i przydzielić do niego zatrudnionego przez nas eksperta. Dzięki takiemu zabiegowi, gracz poniekąd rozwija swoją bazę, otrzymując za wykonywanie zadań bardzo przydatne schematy ulepszeń dotyczących różnych dziedzin (np. rolnictwo, uzbrojenie, technologia). Do tego urozmaicenia paradoksalnie wkrada się monotonia, bowiem proces zdobywania każdego planu ulepszenia oparty jest o ten sam, banalny algorytm: stwórz ulepszenie, wykonaj zlecenie (niekoniecznie używając zdobytego schematu), wróć, odbierz ulepszenie, stwórz ulepszenie itd.

Prócz tego, baza planetarna pełni funkcję teleportu do stacji kosmicznych w różnych układach, co znacząco przyśpiesza zarabianie gotówki. Po wydobyciu surowców na planecie, gracz może bezpośrednio dostać się do placówki handlowej, bez konieczności korzystania ze statku kosmicznego.

Nie jesteśmy sami w kosmosie

Pomijając mieszkańców naszej bazy planetarnej, podczas podróży międzygwiezdnych napotykamy przedstawicieli czterech ras. Z nieomal każdym z nich można wejść w interakcję, ograniczającą się do okna dialogowego. Konwersacje są inicjowane losowo, polegają na wyborze reakcji gracza na zachowanie kosmity, co kończy się pewnym zyskiem lub stratą. Najpierw obcy wypowiada kwestię w swoim języku, jednak zaraz po tym jesteśmy uraczeni dokładnym opisem jego zachowania i domniemanych chęci, co kłóci się z koniecznością nauki języka… bo po co?

Nawet kosmici chodzą czasem do baru

Same zdarzenia podczas interakcji z NPC są powtarzalne i niezbyt ambitne. Jedynym pożytkiem z takiej aktywności jest możliwy zysk lub poniesienie reputacji u danej rasy (co wiąże się z dostępnością lepiej płatnych zadań).

Mimo to, dodanie przypadkowych obcych do No Man’s Sky ożywiło świat gry, dodało mu dynamiki i wypełniło puste lokacje. Przy pierwszym kontakcie wygląda to jak dosyć ciekawa opcja i dopiero po jakimś czasie daje się wyczuć monotonię.

Niezbyt szybcy, bardzo wściekli

Myślałeś, że Mako z pierwszego Mass Effecta był trudny do kontrolowania? Po zagraniu w produkcję studia Hello Games zmienisz zdanie! Sterowanie pojazdami w No Man’s Sky, porównywalne do katorgi, nie tylko komplikuje poruszanie, ale także często uniemożliwia wykonywanie elementarnych czynności. W wyniku przełączenia kamery na trzecioosobową, kiedy gracz wsiada za kółko, mechanika zaczyna wariować. Kąty, w których możemy poruszać zamontowanym nań działkiem są niewystarczające, a kiedy kamera natknie się na dowolny obiekt (niekoniecznie będący celem), automatycznie skupia się na nim. Drastycznie utrudnia to wydobywanie surowców, co, swoją drogą, jest jedyną istotną funkcją egzopojazdów.

Środki transportu dzielą się na trzy rodzaje, jednak nie różnią się one niczym, prócz rozmiarem i przestrzenią magazynową.

Dokładnie, jedyne co zachęca do aktywnego używania kosmicznych samochodów jest nieprzegrzewający się laser wydobywczy (który dodatkowo może wydobywać surowce niemożliwe do pobrania przez multinarzędzie). Pozwala on na bardzo sprawne zdobywanie surowców (pomijając glicze kamery), a kiedy połączy się to z dosyć dużą ładownością, okazuje się że tempo zarabiania gotówki znacznie przyspiesza.

W końcu jakaś fabuła… no właśnie – jakaś

Gra została urozmaicona w linię fabularną, nazywaną Ścieżką Atlasa, w której wykonujemy polecenia tytułowego Atlasa. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być czymś interesującym, jednak po niedługim czasie łatwo dostrzec monotonię w zlecanych zadaniach (polegających na podróży z jednego punktu do drugiego). Fabuła jest bardzo mało wciągająca i, szczerze powiedziawszy, nie zachęca do jej ukończenia.

Wykonując zadania dotyczące konkretnych wątków, licz się z monotonią

Całe tło fabularne jest oczywiście małą odskocznią od mozolnego podróżowania po galaktyce, jednak porównywalne z przejściem z deszczu pod rynnę. Wykonywanie zadań może przynieść wartościowe profity w postaci trudnego do zdobycia paliwa, bądź nabycia wiedzy o nieznanym języku. Warto również zwrócić uwagę na elastyczną naturę zlecanych questów – nie utrudniają one eksploracji galaktyki, gra pozwala na ich zresetowanie, a co za tym idzie, również lokalizacji celu do którego gracz musi się udać.

Ta sama gra, tyle że na innych zasadach

Przy rozpoczynaniu nowej gry, gracz musi stanąć przed arcytrudnym wyborem trybu rozgrywki. Poza standardowymi zasadami, wybrać może tryb przetrwania (ograniczone zasoby), permanentnej śmierci (śmierć postaci równa się końcowi gry), a także kreatywny (nieograniczona ilość zasobów). Obok tego pierwszego, który okazuje się ostatecznie po prostu wyższym poziomem trudności, śmierć ostateczna wydaje się rozwiązaniem hardkorowym, przeznaczonym dla graczy, którzy poszukują wyzwania w niezbyt trudnej produkcji (bądź chcą zdobyć unikalne osiągnięcie). Tryb kreatywny to standardowa piaskownica, z zasadami znanymi m.in. z serii Minecraft, jednak w przeciwieństwie do produkcji Mojangu, gra nie udostępnia graczowi tak dużych możliwości wykorzystania własnego zmysłu twórczego. Ostatecznie jest to tryb zabijający całą przyjemność czerpaną z rozgrywki, kierowany do młodszych użytkowników, chcących polatać po kosmosie bez ograniczeń.

Trudny wybór…

A poza tym…

W No Man’s Sky głównym źródłem zarobku nadal pozostaje sprzedaż surowców wydobytych na planetach; zysk z misji jest na tyle niski, że pozostaje jedynie aktywnością dodatkową. Gracze mogą napotkać na swojej drodze nowe gatunki zwierząt, które teraz łączą się w stada. Statki oraz multinarzędzia zostały podzielone na rodzaje oraz klasy, co bezpośrednio wpływa na ich statystyki.

Ahh ten instynkt stadny…

System walki nadal pozostaje nudny, banalny i zwyczajnie niepotrzebny. Jeśli chodzi o oprawę graficzną, została ona nieco zmieniona, jednak irytujące problemy z generowaniem otoczenia nadal pozostają (na co bardzo narzekali zawiedzeni gracze).

Podsumowując

Po ponad roku od premiery, No Man’s Sky pozostaje tą samą grą. Mimo to, zawartość zaimplementowana poprzez obszerne aktualizacje, w większości urozmaica rozgrywkę i przedłuża czas, podczas którego gracz (jeszcze) się odczuwa monotonii. Studio Hello Games czeka dużo pracy, jeżeli chcą spełnić obietnice składane przed wydaniem ich produkcji.
Czy dzisiaj warto zagrać w No Man’s Sky? Cóż, ja zagrałem i nie żałuję…