fbpx

RETROMANIAK#11: HISTORIA GIER LEGO CZ. 1 (1997-2005)

Po wspominanym przeze mnie wyjeździe na przystanek Woodstock, moim kolejnym punktem na wakacyjnej mapie jest Dania. A jak już kraj Hamleta, to porozmawiamy o rzeczy, która jest takim samym, jeśli nie większym symbolem narodowym od słynnej syrenki w Kopenhadze: o klockach Lego. Nie będę jednak przekazywał sekretnych instrukcji, jak zbudować pojazdy czy budynki z dostępnych elementów, ale przedstawię, jak ten potężny koncern wpłynął na branżę grową; a będzie to właściwie jedna z tych opowieści od zera do miliardera – zapraszam!

 

BUDOWANIE MARKI

Jako genezę istnienia potentata zabawkowego na rynku growym należy wskazać rok 1997, kiedy to studio Mindscape wrzuciło najmłodszych graczy w sidła Lego Island. Był to debiut bardzo udany: w tamtych czasach nie było dużej ilości gier z tak ładną i dobrze wykonaną grafiką 3D. Sama produkcja starała się być sandboksem, w momencie w którym… nie było gier tego typu. Ale jak inaczej nazwać Island, skoro tam miała miejsce swobodna eksploracja świata, możliwość budowania obiektów i pojazdów, jak też brania udziału w misjach fabularnych? Do pierwszego GTA z grafiką inną niż z lotu ptaka musieliśmy poczekać, a tutaj mieliśmy gotowy produkt, który sygnowany krwisto-czerwonym logiem producenta klocków przyciągał dzieci przed ekrany komputerów PC.

Pimp My Ride – 1997

Po tym dobrym początku Duńczycy nie zamierzali zwalniać tempa i w samym tylko roku 1998 wydali trzy kolejne tytuły. Jednym z nich było Lego Chess, czyli dosłownie Lego Szachy i była to prosta minigierka, która miała uczyć gry w szachy. Pewnym urozmaiceniem był fakt samych pionków, które znacząco różniły się od tych, które znamy z życia codziennego. W role figur wcieliły się najpopularniejsze wtedy zestawy klocków, więc rozgrywanie batalii między Indianami a Piratami mogło mieć miejsce nie tylko w wyobraźni.

Oprócz tego wyprodukowano Lego: LOCO i Lego: Creator, kolejne udane produkty. Pierwszy z nich jest istnym anachronizmem i nie robi się tego w dzisiejszym przemyśle, ale był to symulator kolei.
Odpowiednio uproszczony (nawet w sensie graficznym, odrzucając grafikę trójwymiarową) pokazywał dzieciom, jak działa kolej.
O wiele ważniejszy tytuł to Lego Creator, na którego pomyśle koncern po dziś dzień stara się działać. Była to gra z otwartym światem, w której nasz własny, stworzony na potrzebę gry ludzik tworzył świat poprzez budowanie go z klocków. Ten cykl był wyjątkowo pieszczony i rozwijany przez developerów, aż do 2002 roku, do czego dojdziemy w dalszej części tekstu.

 

EPOKA WCZESNEJ POTĘGI

1999 rok to czas narodzin największego i najlepszego tytułu z kuźni ówczesnych gier o popularnych zabawkach. Jest to klasyk nie tylko dla mnie, ale i dużej liczby osób z mojego pokolenia. Mowa oczywiście o Lego: Racers. Ta klasyczna gra wyścigowa spełniała wszystkie oczekiwania, jakie mógł mieć ówczesny fan. Była szybka, zwariowana, wciągająca i zabawna. Na idealny miks składały się takie czynniki jak:

a) Możliwość tworzenia własnego kierowcy i pojazdu przystosowanego do wyścigu
b) Rajdy w plenerach znanych z zestawów, które mogliśmy znaleźć w sklepach
c) Używanie w trakcie jazdy śmiesznych gadżetów, które miały osłabić konkurencję, jak np. namierzane rakiety, beczki z olejem
d) Duża szybkość i wymagający poziom trudności

Innymi słowy, gra oferowała nam to, co kultowe Mario Kart, ale w oprawie bardziej klockowej, tańszej i na dużej ilości platform. Bo o ile gry z popularnym hydraulikiem dostępne są tylko na platformach Nintendo, o tyle szefowie Lego, widząc sukces swojej produkcji, udostępnili ją także na GameBoy Color, PlayStation 1 i Nintendo 64, czyli najpopularniejsze wtedy konsole. Firma miała więc pierwszy wielki hit w swojej kieszeni, który nie tylko przełożył się na uznanie fanów, ale może – co ważniejsze – na wielkie pieniądze.

Dla niektórych pierwsze spotkanie z grą wyścigową, które pozostawiło wspomnienia na całe życie.

Oprócz tego wydano dwie produkcje, LEGO: Friends i LEGO: Rock Raiders. O ile pierwsza z tych była infantylną gierką, która promowała nowy pomysł koncernu na klocki w postaci zabawek dla dziewczyn, o tyle druga wnosiła bardzo dużo. Rock Raiders było bowiem strategią, w której klocki z zestawów o tej samej nazwie miały walczyć o przetrwanie na obcej planecie, rozbudowywać bazę, szukać surowców i była to jedna  z niewielu w historii i jedna z pierwszych gier strategicznych dla dzieci.

 

Widząc wielkie sukcesy, studia Lego jeszcze mocniej chciały zaznaczyć swoje miejsce w branży w roku 2000. Nowe milenium oznaczało nowe możliwości, jak też poprawę elementów graficznych i składniowych produkcji, więc zainwestowano duże pieniędze w kolejne tytuły, których wydano łącznie sześć. Jakościowo były bardzo różne; na wyróżnienie zasługuje Lego: Legoland, Lego: Stunt Rally, jak też wracające Lego Creator: Knights Kingdom. Legoland był swoistym nawiązaniem do popularnych wtedy Tycoonów, a najwięcej czerpał z samego RollerCoaster Tycoon, który wtedy święcił największe triumfy i popularność. Twórcy klocków jednak koła nie odkryli, bo pomimo pewnych walorów edukacyjnych, które zmuszały do ruszania szarych komórek, jak też bardzo kolorowej i przyjaznej oprawy, gra była po prostu nudna i oferowała mniej niż konkurencja. Niby próba fajna i możliwość zarządzeniem legendarnym parkiem rozrywki kusiła, ale same rozwiązania były za proste i za mało dojrzałe, trafiać mogły jedynie do początkujących użytkowników komputera; samą próbę startu w tym gatunku gier trzeba jednak docenić.

 

Wszystko ładnie, wszystko na lubianej marce i wszystko dosyć nijakie.

Powrót Creatora jednak pozytywnie zaskoczył. Ze swojego poprzednika wziął jak najlepsze rzeczy, podkolorował je, zaserwował w lepszej grafice i jako miejsce akcji wybrał średniowiecze. No a skoro  już o Wiekach Ciemnych mowa, to tym bardziej o całej otoczce, jaką zostawiły, czyli o rycerzach . Temat został odpowiednio wyczerpany; widok z pierwszej osoby w grafice 3D, możliwość wykreowania własnego bohatera, budowanie obiektów z Lego, jak też walki na miecze i zdobywanie zamków. Ten produkt (tak samo jak wspomniany Racers) został hitem i, w porównaniu do swoich korzeni z pierwszego Creatora, mógł bawić także trochę starszą widownię.

Ówczesne ceny klocków sprawiały, że mogliśmy tylko pomarzyć o takim zamku. W komputerze jednak wszystko było możliwe.

Kolejna ścigałka od Lego generowała wielkie oczekiwania. Pomimo dużych nacisków studia, żeby powstała kolejna kopia Mario Karta, postanowiono zrobić coś innego, ale jak fantastycznego! Nadal mogliśmy tworzyć własnego kierowcę i własny samochodzik, jednak sama oprawa wizualna zmieniła się nie do poznania. Widok z góry, bardziej realistyczne i pełne przeszkód tory rodem z serii TrackMania budowały klimat wielkich wyzwań z naszymi ulubionymi zabawkami z dzieciństwa. Szacunek developerom należy się przede wszystkim za stworzenie czegoś nowego, co  mogło równać się z legendą. Od tego momentu z dobrych i bardzo dobrych tytułów pojawiła się sinusoida jakości. Albo było bardzo źle, albo pojawiały się przebłyski geniuszu, a wszystko zaczęło się od Harry’ego Pottera…

PIERWSZE PRÓBY LICENCYJNE

W 2001 roku firma po raz pierwszy wzięła się za licencjonowanie klocków na potrzeby gry komputerowej. Jeśli chodzi o same produkty dla dzieci, to już dawno były one miejscem, w którym filmy znajdowały dla siebie dobrą reklamę. Mieliśmy więc sety z Jurassic Parkiem, Star Wars, a także z pierwszą częścią przygód Chłopca, który przeżył. W wyniku wszechobecnej na początku wieku potteromanii, jak też lansowania przez Duńczyków serii Creator, powstał Lego Creator: Harry Potter. W swoim tekście na 20. urodziny młodocianego czarodzieja już przytoczyłem ten wybryk natury, więc zostaje mi tylko zacytować pióro mistrza:

,, (…) koncern kupował za grube pieniądze licencje do znanych marek i zarabiał na nich wielkie kwoty (po dziś dzień pamiętam swój zestaw Lego Pociąg do Hogwartu, który wtedy był równoważnikiem dla miesięcznej średniej pensji), ale świat gier był wyzwaniem. Niestety okazało się to potworkiem, ze słabą grafiką skierowaną do mało wybrednego gracza dziecięcego. W grze mogliśmy stworzyć własną postać i z klocków Lego budować własne obiekty na terenie Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Gra była dosyć infantylna, brzydka, krótka, jak też była typowym skokiem na kasę, który się nie udał, co sprawiło, że LEGO na trzy lata porzuciło pomysł robienia gier na podstawie filmów.”

Nic dodać, nic ująć.

Nadal nie wiem, jak oni to zrobili, że ich gry z 1998 były ładniejsze od tej z 2001.

Dalej też nie było kolorowo. Kontynuacje Lego Island i Lego Racers nie spełniły oczekiwań nostalgicznych fanów. Co prawda pojawiały się jeszcze całkiem niezłe gry, jak chociażby Bionicle: The Game. Ta gra, w świetnej oprawie graficznej i wizualnej, w końcu nadawała się do grania dla dziecka około dwunastego roku życia. Widząc jednak rozczarowujące wyniki sprzedażowe swoich gier, firma przestała poważniej interesować się przemysłem growym i iść w stronę tradycyjnego wyrobu zabawek. Wszystko jednak zmieniło się w 2005 roku, ale o tym już w kolejnym Retromaniaku, na którego zapraszam w następny wtorek.


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubskrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.
Avatar

Mateusz "Don Mateo" Wysokiński

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.