Dlaczego w ogóle nie czekam na drugiego Battlefronta… ale i tak go kupię.

Witam po długiej nieobecności od ostatniego tekstu. Dzisiejszy tekst miał być zupełnie inny. W planach miałem pisanie już trzeciej części mojego Retromaniaka, ale to, co zobaczyłem przy okazji zwiastuna nowego Star Wars: Battlefront II, wzbudziło moje skrajne emocje. Jednak nie te pozytywne.

TU NA RAZIE JEST ŚCIERNISKO, ALE BĘDZIE… RADOM

Mój poranek w środę zaczął się niewinnie. Włączyłem YouTube, gdyż wyczekiwałem nowej zapowiedzi video do gry Star Wars: Battlefront II. Co do samych gier z uniwersum George’a Lucasa mam wielki sentyment. Grałem w te najlepsze, średnie, no i kilka razy musiałem opuścić zasłonę milczenia nad tytułami. Nie mniej, widziałem tego naprawdę dużo w swoim życiu. Po obejrzeniu długo wyczekiwanego zwiastuna poczułem się, jakby ktoś ze mnie zakpił, uderzył mnie w zęby, upodlił, a potem ładnie poprosił o moje pieniądze z miną Kota ze Shreka. I nawet nie chodzi o stronę techniczną – od tej jest bardzo ładny, prezentuje ładny let’s play, grafikę, chodzi o samą zawartość, a raczej to, co mnie najmocniej zirytowało.

Zanim przejdę do głównej części mojego wywodu, Pamiętacie moi drodzy, czasy tak dalekie, w których po kupieniu pełnej wersji gry, zyskiwaliście dostęp do multiplayer i singla, całkowicie za darmo? Oj dobre to były dni, kiedy raz wydając pieniądze na określony tytuł, mogliśmy się cieszyć w 100% jego zawartością. To niestety się zmieniło, teraz gdy chcemy wychylić nos powyżej krótkich kampanii w grach, musimy mieć kupione np., PlayStation Plus i zanim część z was powie mi, że mój wywód polega na tym, że mnie nie stać na regulowanie należności względem Sony i nawet wam nie żal mojego biedactwa, chciałbym powiedzieć, że ja w ogóle nie dążę do tego. Mało tego, widzę dużo zalet tego systemu, mowa raczej o samej grze Battlefront I.

Otóż, gracze posiadający ją, żeby w pełni cieszyć się grą, musieli kupić wersję podstawową, dodatki, jak też wspomniane konto. No i wszystko pięknie, ładnie, dostaliśmy ładną grę bazującą na wydarzeniach z Klasycznej Trylogii Gwiezdnych Wojen, jak też mogliśmy pograć wcielając się w bohaterów Rogue One, czyli prequela Nowej Nadziei I wszystko by było pięknie, gracze by byli zadowoleni…no, ale właśnie. W zwiastunie następcy pierwszego Battlefronta, otrzymaliśmy zapowiedź, w której nadal są elementy Starej Trylogii, oraz są zdublowane z częścią pierwszą (np. Baza na Hoth). Drodzy developerzy, chciałem uświadomić was, że wasi gracze wydali bardzo dużo pieniędzy na dodatki, podstawę, mikrotranskacje, jak też na akces do możliwości gry online, o którą oparliście tytuł.

Czemu z uporem maniaka, cały czas żerujecie na cierpliwości graczy, którzy inwestują w jakiś tytuł, by potem znów wydać te same, albo większe pieniądze w waszym kolejnym tytule. No i tak, bardzo podobało mi się to, że w nowym tytule zawarliście wydarzenia z Prequeli (widzimy walkę Yody z Darthem Maulem), ale czy naprawdę nie dało się zrobić tego w postaci DLC?

Star Wars Battlefront II
Jedyny moment zapowiedzi, który wzbudził moją ciekawość

Kpiąc z portfeli ludzi, nie staracie się pozyskiwać nowych graczy, ale żerować na wielkim sentymencie, który pozostał, bo nadal wydajecie tę samą grę i chcecie ją sprzedać jeszcze raz. Już mniej by mnie bolało, gdybyście upchnęli w nowym tytule wydarzenia z części I-III, plus Wojny Klonów. To rzeczywiście stanowiłoby nowość, jak też odrębność od starego tytułu… ale pokazując wybuch Gwiazdy Śmierci, jak też bitwę o Hoth kpicie z ludzi, którzy dali wam zarobić setki na waszym tytule.

Star Wars Battlefront II
Patrz mamo! Znowu to samo!

SYNDROM SZTOKHOLMSKI

A wiecie, co jest najlepsze? Że w dniu premiery sam będę osobą, która z oczami wielkości pięciu złotych kupi grę, jak też będzie do niej dokupywać dodatki, oraz doładowywać regularnie konto na PlayStation Plus, żeby grać. Niestety, ale rynek gier schodzi na nowy poziom żebrania od graczy pieniędzy. Ja już nawet nie domagam się powrotu czasów takich gier jak Battlefield 1942, gdzie mogliśmy wszystko, a dodatki były opcjonalną drogą dla gracza – wiadomo, że to się nie stanie, bo postęp w gamingu wprowadził nową metodę zyskiwania funduszy z portfeli gracza, ale chodzi o sam szacunek, a nie sprzedawanie tego samego tytułu jeszcze raz. Bo już nie liczy się, czy dana gra będzie kultowa i wbije się na wieki wieków w pamięć graczy, ale czy odpowiednia liczba pieniędzy zostanie na samym tytule zarobiona,

Jest to bardzo smutna perspektywa, ale psy szczekają, a karawana jedzie dalej i tak, gra zdobędzie wiele nagród, sprzeda się w wielu egzemplarzach, ale niesmak pozostaje. Mi pozostaje tylko nadzieja, że developerzy zlitują się i zaprezentują coś całkowicie nowego, przez co gracze części pierwszej nie będą czuli na każdym kroku Deja-vu.

A wy co sądzicie? Za bardzo narzekam na politykę gier, czy może mam rację broniąc portfeli gracza? Bardzo proszę o opinie, udostępnianie, jak też like’owanie, zapraszam też na nowego Retromaniaka, który już niedługo.


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubskrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.

Mateusz "Don Mateo" Wysokiński

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *