RETROMANIAK #93: Stare gry, MS-DOS i lekcje informatyki

Stare gry mają to do siebie, że kiedyś były na topie. Niektóre z nich pamiętają zamierzchłe czasy, kiedy większości ludzkości nieznane były ani myszka, ani ikonki, ani nawet pulpit. Wtedy była tylko ciemność… i linia komend…

W swoich opowieściach zawsze staram się przywołać jakieś głębokie wspomnienia. W dzisiejszym Retromaniaku chciałbym cofnąć się do odległych lat dziewięćdziesiątych. Do czasów, kiedy w szkole podstawowej miałem swoje pierwsze lekcje informatyki. Te, jak się domyślacie, są tutaj pretekstem do powspominania kilku starych gier z bardzo odległych czasów. W końcu kto z nas źle wspomina granie na informatyce? Z pewnością nikt! Dziś zatem opowiem o tym, w co sam grałem.

C:\>

Pamiętam, że każdy chętnie chodził na lekcje informatyki. Te 45 minut obcowania z komputerem w latach dziewięćdziesiątych było czymś wyjątkowym. Ustawialiśmy się w kolejce pod salą informatyczną i czekaliśmy na nauczyciela. Ten zawsze spóźniał się na nasze lekcje, ucinając nam kilka cennych minut! Dzisiaj wiem, że uczył w dwóch szkołach, więc dostaje moje rozgrzeszenie. Taki zawód. Na szczęście nie wymagał od nas wiele i nie interesował się tym, w co gramy – ważny był spokój i zrealizowany plan lekcji. Czasami na zajęciach mieliśmy przepisać ścianę tekstu, czasem ćwiczyliśmy różne komendy w LOGO Komeniuszu, ale najczęściej mogliśmy od razu zająć się graniem.

Moja szkoła miała małą salę informatyczną, w której było raptem kilka komputerów w dwóch rzędach. Do każdego z nich siadaliśmy w parach, czasem nawet i w trójkę. Nietrudno się domyśleć, że były to leciwe sprzęty z odzysku. Z tego, co kiedyś słyszałem, pochodziły one z jakiegoś kółka informatycznego, w którym wymieniano stare komputery. Tak czy inaczej, lata świetności miały już za sobą. W latach dziewięćdziesiątych był to jednak pewien rodzaj luksusu – w mniejszych miejscowościach wciąż wiele szkół w ogóle nie miało pracowni komputerowych! Takie czasy.

nc.exe

W sali stały komputery, którym obcy był Windows. Zapytacie – CZEMU?! Może był tam Linux? Nic bardziej mylnego! Doprecyzuję, że ja przygodę z informatyką na lekcjach zacząłem już w pierwszej klasie podstawówki, a był to zamierzchły rok 1997. I choć królowały już wtedy „okienka” w wydaniu 95 oraz NT 4.0, to jednak same komputery były nawet jak na drugą połowę lat 90. archaiczne. Dokładnej konfiguracji sprzętowej nie pamiętam, ale pewnie były na tyle archaiczne, że ledwo co uciągnęłyby 32-bitowy system operacyjny Microsoftu – czego dowodem może być ich wygląd. Kineskopowe monitory stały na jednostkach centralnych, których obudowy były ułożone w pozycji poziomej, nie pionowej, zapewne obsługujące płyty główne w starym standardzie MicroATX bądź jeszcze starszym AT.

Ale wracając do oprogramowania: tylko komputer nauczyciela miał zainstalowane „okienka”. Na naszych królował natomiast MS-DOS, wyposażony w słynną nakładkę – Norton Commander. Bez niego zapanowałyby ciemność i chaos. Dosłownie. Norton Commander był czymś, bez czego żaden komputer obyć się nie mógł! W późniejszych latach pojawiły się tutaj również sprzęty z zainstalowanym Windowsem, ale zostawmy to na inną okazję. Czarny ekran DOS-a wzbudzał u nas mieszane uczucia; nie wyglądał ani odrobinę zachęcająco. Dopiero po uruchomieniu NC zaczynaliśmy cieszyć się z zabawy przy komputerze.

Stare gry DOS
Po lewej pusty (niemal) ekran MS-DOSa, po prawej interfejs Norton Commandera.

W tamtym okresie mało kto miał w domu własny komputer – jeśli już ktoś go miał, to na ogół dlatego, że służył on rodzicom do pracy. Ten zwykle miał też wgranego Windowsa 95, który nijak miał się do MS-DOS-a, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z tego powodu nikt z nas nie wiedział, jak się go obsługuje! Nasz nauczyciel z anielską cierpliwością tłumaczył każdemu, jak ma uruchomić niebieski ekran NC, komputer po komputerze, uczeń po uczniu. Jak trzeba było, powtarzał to wielokrotnie. Nauczycielowi zawdzięczaliśmy możliwość obcowania z komputerem, a starszym rocznikom gry, które trafiały na dyski wspomnianych komputerów. A było w co grać! Nic dziwnego, że każdy czekał na lekcje informatyki. Przejdźmy zatem do meritum, czyli do samych gier wideo, które kiedyś królowały na lekcjach informatyki w polskich szkołach. A przynajmniej w mojej szkole.

skyroads.exe

SkyRoads to futurystyczna zręcznościówka, w której sterowaliśmy kosmicznym pojazdem, jeżdżącym po torze złożonym z licznych luk, ścian czy tuneli. Naszym celem było bezpieczne ominięcie napotkanych przeszkód i dotarcie do końca danego etapu. Mogliśmy poruszać się na boki, kontrolować naszą prędkość oraz, w razie potrzeby, podskakiwać, na przykład nad przepaściami. Sterowanie w tym tytule było wyjątkowo proste, toteż każdy szybko opanował je niemal do perfekcji. Prawdziwa zabawa w SkyRoads zaczynała się wraz z późniejszymi etapami, których trudność gwałtownie wzrastała. Tutaj potrzebny był nie tylko refleks, ale i wyczucie rytmu – niektóre sekwencje musieliśmy klepać w odpowiednich odstępach czasowych. Przyznam szczerze, że poszukiwania tej gry sprawiły mi niemałe kłopoty, ale w końcu, po kilku latach, udało mi się znaleźć upragniony tytuł.

Stare gry DOS

wolf3d.exe

Pamiętam, że na ostatnim komputerze po prawej można było znaleźć prawdziwe diamenty. Jednym z nich był Wolfenstein 3-D. Strzelanie do Niemców było wciągające jak mało która gra. Tak po prawdzie to nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, do kogo właściwie celujemy, ale sami dopowiadaliśmy sobie różne historie. Pamiętam wieczne batalie, aby tylko dostać się do tego jednego peceta. Kto usiadł do niego, był wręcz zobowiązany zagrać w Wolfa. Zawsze w pobliżu był ktoś, kto znał początkowe etapy na pamięć, a i tak nigdy nie starczało czasu, aby dojść w tej grze gdzieś dalej. Ciekawość podsuwała nam przeróżne pomysły, jakie przygody czekały naszego chojraka z giwerą.

Od strony gameplayowej gra prezentowała dosyć wciągającą mieszaninę strzelania i eksploracji. Charakterystyczne korytarze bunkrów stanowiły prawdziwy labirynt, w którym mieliśmy znaleźć wyjście. Na każdym poziomie napotykaliśmy paru wrogich żołnierzy, którym należało wpakować kilka kulek na uspokojenie. Wolfenstein 3-D szybko stał się reliktem przeszłości, kompletnie zaoranym przez późniejszego Dooma czy Duke Nukema 3D. Warto zauważyć, że obie wspomniane gry czerpały pełnymi garściami z Wolfa, windując przy okazji poziom przemocy, krwi i ordynarności.

Stare gry DOS

harald.exe

Pełna nazwa tej produkcji to Harald Hårdtand: Kampen om de rene tænder, ale my zwykliśmy mówić na nią Colgate. Wszystko za sprawą ogromnego loga na ekranie głównym. Była to prosta platformówka, w której celem było eliminowanie krążących po ekranie bakterii i drobnoustrojów. Nasz ząb (?) wyposażony był w tytułową pastę do zębów, którą strzelaliśmy do przeciwników. Mogliśmy też zdobyć specjalne power-upy, dzięki którym strzelaliśmy większą ilością pasty. Na kolejnych poziomach pojawiały się też trudniejsze odmiany przeciwników. Od czasu do czasu przyszło nam zmierzyć się z jakimś bossem w postaci anginy lub innego tałatajstwa. „Colgate” to gra, która nie miała może najbardziej wciągającego gameplayu tamtych czasów, ale zdecydowanie sprawiała frajdę i cieszyła za każdym razem. Gra o paście do zębów na MS-DOS-ie wcale nie była taka straszna, jak myśleliśmy.

Stare gry DOS

wrms.exe

Worms (1995) to jedna z tych gier, która nie cieszyła się u nas zbytnią popularnością. Głównie z powodu jej wysokiego poziomu trudności, dosyć okrojonego arsenału służącego eksterminacji oraz czasu rozgrywki. Ujmując jaśniej – w tę grę trzeba było umieć grać, a sala i godzina lekcyjna dawały stanowczo za mało czasu na naukę. Rozegranie pełnej partyjki potrafiło zająć nam całą lekcję!

Pierwsze robale stanowczo różniły się od późniejszych, znacznie popularniejszych odsłon; te pierwotne były o wiele mniej zabawne. Próżno było szukać w naszym uzbrojeniu Świętego Granatu Ręcznego czy wybuchowej owieczki bądź staruszki. Wszystkie te cudeńka pojawiły się dopiero w późniejszych częściach. Worms to jedna z tych gier, które przeszły ogromną metamorfozę na przestrzeni kilku lat. Gdy nieco później w moje ręce trafiła płyta z Worms Armageddon na PlayStation, aż ciężko było mi uwierzyć w to, jak wielki postęp poczyniono w kwestii rozgrywki i nie tylko.

Stare gry DOS

mk.exe

Czasami zdarzało się, że sala informatyczna była czynna w czasie przerwy. Podglądaliśmy wtedy, jak starsi rocznikiem koledzy katowali w legendarną już [grę] Mortal Kombat. Łamane karki, krew, przemoc i brutalne Fatality! Ach, co to były za widoki! Dzięki digitalizowanym bohaterom gra wydawała się taka (foto)realistyczna. Wybór postaci nie powalał na kolana, ale wszyscy mieli swoich ulubieńców. Każdy dzieciak marzył o tym, żeby jako Sub-Zero albo Scorpion popisowo obić japę innemu wojownikowi.

Starsi koledzy młócili w MK niemal jak zawodowcy, ale i my z czasem doszliśmy do pewnej wprawy. Jak ktoś dotarł do walki z Goro czy Tsungiem, to automatycznie zyskiwał szacunek wśród kolegów. Popularność gry sprawiała, że do komputerów z Mortal Kombat zawsze ciężko było się dostać. Film z 1995 roku tylko podkręcał nasze chęci grania we wspomniany tytuł. Co ciekawe, jest to jedna z tych gier, w które nie powinniśmy grywać z racji wieku, a właśnie z tego powodu graliśmy jeszcze chętniej.

Stare gry DOS

Jak ponownie zagrać w te tytuły?

Dzisiaj możemy korzystać z dobrodziejstw takich programów jak DOSBox, który jest świetnym środowiskiem emulującym system MS-DOS. Możemy także postawić wirtualną maszynę czy też na prawdziwy sprzęt, ale często okazuje się to kłopotliwe i niezmiernie męczące. Archaiczny system od Microsoftu zdecydowanie nie był przyjazny jego użytkownikowi, serwując mu częste bóle głowy. Brak lub niedziałający sterownik, problemy z portem drukarki, wybiórcza obsługa dźwięku, czy też akcelerator graficzny, który działać nie chce – to tylko kilka z napotykanych bolączek. Linia komend i mrugający „znak zachęty” potrafią skutecznie zniechęcić niejednego retro-fana.

Innym, łatwiejszym sposobem jest zdobycie tych gier w cyfrowej, internetowej dystrybucji – a większość z wyżej wymienionych jest dostępna w legalnej sprzedaży. Zaletą tego rozwiązania jest już przystosowanie tych tytułów do współczesnych sprzętów i systemów, więc nie trzeba się bawić w żadne sztuczki czy kombinacje. Sklepów i klientów gracza jest co najmniej kilka, ale prym wiodą tutaj Steam oraz GOG.com. Ja preferuję pierwszego dostawcę, ale nasz rodzimy sklep też ma sporo niemałych zalet.

Mimo to – jak na prawdziwego RETROMANIAKA przystało – rekomenduję DOSBoksa, który minimalizuje wiele problemów do przyzwoitego minimum. Ponadto, wystarczy raz zaimplementować odpowiednią konfigurację montowania napędów i już możemy wziąć się za wgrywanie starych gier. Polecam skorzystać ze wspomnianego tutaj Norton Commandera – ten program zdecydowanie ułatwia obsługę takiego starocia jak MS-DOS.

A wy w co graliście na lekcjach informatyki? Pochwalcie się na łamach naszej oficjalnej grupy fejsbukowej!


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubskrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.

One thought on “RETROMANIAK #93: Stare gry, MS-DOS i lekcje informatyki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *