fbpx

FILMOGRANIE #3 – MORTAL KOMBAT

Mortal Kombat- seria bijatyk, która nie tylko jest klasykiem gatunku, ale nieodzownym symbolem gier komputerowych w ogóle. Powstający, od 1992 roku tytuł już niejedno miał imie i zawsze skupiał na sobie uwagę graczy, stając się swoistym fenomenem. Branża filmowa także dosyć szybko wyraziła swoje zainteresowanie Mortal Kombat, a może bardziej pojemnością portfeli fanów produkcji i już w 1995 zaprosiła nas do kin na „egranizacje”. Jak wyszło? Zapraszam na trzeci odcinek Filmogrania!

Rys Historyczny

Za najsłynniejszą w historii bijatykę odpowiada dwóch ludzi – Ed Boon i John Tobias, dwóch pracowników Midway Games, którzy szukali konkurencji dla Capcomu – twórców wiecznego dla Mortal Kombat rywala – Street Fighter. Sukces, jaki osiągnęli panowie był wielki — automaty z grą rozchodziły się w zawrotnym tempie po salonach gier i stawały się hitem, do którego ustawiały się kolejki. Kolejna decyzja twórców o przeniesieniu tytułu na najpopularniejsze wtedy platformy – Sega Genesis, Amigę, PC, jak też SNES-a przyniosła Midway miliony dolarów, a marka stała się rozpoznawalna na całym świecie. Nawet polskie, kultowe i niestety nieistniejące już pismo „Secret Service” rozpływało się nad Mortal Kombat dając mu ocenę bliską maksimum.

Istna klasyka gatunku

Co było głównym powodem sukcesu gry? Przede wszystkim przemoc i krwawość. Legendarne „Fatality”, czyli sekwencja ciosów, która dobijała przeciwnika w bardzo brutalny i niekonwencjonalny sposób. Niekonwencjonalne wyrywanie kręgosłupa było tylko jednym z wielu sposobów na widowiskowe zadawanie śmierci i właśnie ta kontrowersja porywała graczy, którzy jeszcze czegoś takiego nie widzieli. Edycja na Super Nintendo Entertainment System starała się wyrzec tych rozwiązań i cenzurowała co bardziej krwawe fragmenty rozgrywki. Ambicje nie zostały jednak spełnione. Studio chciało zarabiać coraz więcej i więcej i sprzedało licencje New Line Cinema.

FILMALITY

Za reżyserie filmu wziął się Paul W.S. Anderson, dla którego „Mortal Kombat” było początkiem przygody z reżyserią, co mogło być bardzo ryzykownym rozwiązaniem. Nad scenariuszem, na szczęście, aktywnie czuwali twórcy oryginalnego tytułu, co gwarantowało pełne wsparcie w kwestiach merytorycznych. Do samej produkcji nie udało się jednak zaprosić żadnych znanych nazwisk, chociaż zatrudnione miały być takie tuzy jak Jean Claude Van Damme, Johnny Deep, czy Cameron Diaz. W zamian za nich, mamy zapomniane i najszczerzej mówiąc nieistotne postaci dla historii kinematografii, które w swojej karierze grały wyłącznie niewielkie epizody. Film był więc dla nich wielką szansą na wykazanie się w bardziej poważnych rolach.

FINISH HIM!

Fabuła jest sprowadzona do banału. Ot, złowrogi Imperator, który ma chęć zdobyć Ziemie organizuje tajemne turnieje walk, zwane „Mortal Kombat”, z największymi wojownikami na planecie, wygranie dziesięciu z nich sprawi, że stanie się włodarzem całego, naszego świata. Wybrańcami, którzy zawalczą o losy Ziemian zostają postaci dobrze znane z cyklu — Sonia Blade, Johnny Cage i Liu Kang. Pomagać trójce naszych bohaterów będzie także kanoniczna księżniczka Kitana oraz Lord Rayden. Po przeciwnej stronie barykady staną takie legendy jak Reptile, Sub-Zero, czy Scorpion.

Liu Kang w aktorskiej interpretacji Robina Shou

Jednak to nie wątek fabularny jest najważniejszą kwestią, jaką oferuje nam obraz.

EVERYBODY IS KUNG FU FIGHTING

Walka to główne danie Mortal Kombat, także nic dziwnego, że w filmie jest jej bardzo, ale to bardzo dużo. Same sceny bitewne starają się naśladować te, które znamy z kultowego kina rodem z Azji z lat 70. Nawiązań do takich tytułów jak „Wejście Smoka”, czy „Pijany Mistrz” nie brakuje. Jedną z głównych ról miał zagrać nawet Brandon Lee, czyli syn legendy sztuk walki – Bruce’a, jednak jak wszyscy wiemy, umarł postrzelony na planie filmowym. Do realizacji samych ujęć wzięto aktorów, którzy idealnie wpisywali się w postaci wykreowane na pikselowym ekranie – umięśnione, atletyczne i znające się na akrobatyce. Żeby nie być gołosłownym, był to na przykład wcielony w rolę Scorpiona – Chris Casamassa, czyli twórca systemu bezpiecznego odchudzania dla dzieci pn. „KickNFit Kids”, który zawiera elementy wschodnich sztuk walki, kick-boxingu czy elementów jogi. Z takiego pokroju specjalistami, film zyskał bardzo dużo w warstwie wizualnej, jak też był bardzo widowiskowy.

 

Samo tempo akcji umie mocno zainteresować i nie pozwolić widzowi na znudzenie wydarzeniami na ekranie. Jest szybko, gwałtownie, brutalnie i z dosyć dużym rozmachem.

Na wielkie pochwały zasługuje także dobranie strojów, które zostały wykonane z wielką fantazją i pieczołowitością, której nie powstydziłby się żaden cosplayer. Detale, kolory i różnorodność ubioru naszych bohaterów idealnie wpisuje się w konwencje obrazu i tutaj ma swój bardzo mocny punkt. Muzyka, która nadaje ton całej narracji, też jest taka, jakiej oczekiwałbym po kinie akcji- głośna, budująca napięcie i agresywna, oscylująca w takich gatunkach jak metal, rock, elektronika.

Problemy zaczynają się dopiero przy grze aktorskiej, która do najlepszych nie należy. Jest to poprawne wykonane rzemiosło, ale jeśli ktoś oczekuje po tym filmie większej głębi i wyeksponowania charakterów, to nie będzie w pełni zadowolony. Najlepiej zbudowany jest moim zdaniem Johnny Cage, który wnosi trochę poczucia humoru do scenariusza, jak też idealnie portretuje postać, jaką znamy z gry. Film posiada jednak jeden element, który jest przysłowiowym psem pogrzebanym – efekty specjalne

EFEKTY SPECJALNE ANNO DOMINI 1995

Jak wszyscy wiemy, zrobienie efektów specjalnych w filmie, który pretenduje do bycia kinem akcji w świecie fantasy to zabieg konieczny do osiągnięcia sukcesu. Owszem, często te efekty wyglądają dobrze tylko przez moment, jednak historia pamięta kilka chwalebnych wyjątków od reguły,  w postaci Parku Jurajskiego, czy Gwiezdnych Wojen. Jako że New Line Cinema spieszyło się z wypuszczeniem egranizacji, zaserwowało nam festiwal wpadek w montażu. Pamiętacie smoka z „Wiedźmina”? To obejrzyjcie tę walkę:

https://www.youtube.com/watch?v=Ku_i0XiKmlg

Bieda aż wylewa się z ekranu i zamiast dobrej realizacji, mamy tutaj koślawe modele wykonane z dużą niedbałością w CGI. Nie wiem, czy to robiło wrażenie na widzach w 1995, ale dzisiaj wywołuje to smutny uśmiech, a momentami aż zażenowanie.

PODSUMOWANIE

Czy „Mortal Kombat” jest dobrym filmem? Jeśli lubisz nieskomplikowane kino akcji, to nie zawiedziesz się. Film jest szybki, nie zmusza do refleksji i po prostu miło się go obejrzy na wieczorze z kumplami. Szacunek przede wszystkim za próbę stworzenia czegoś więcej w tym uniwersum. To tutaj poznajemy origin story naszych ulubionych bohaterów, jak też dostajemy, przynajmniej w bardzo uproszczonym zarysie, ich relacje. Film cieszył się całkiem niezłą popularnością i oglądały go nawet osoby, które z grą nie miały nic wspólnego, co przełożyło się na komercyjny sukces oraz produkcje części drugiej, o której jednak innym razem.

I to tyle na dziś Moi Drodzy, zapraszam na kolejne Filmogranie, naszego Facebooka, YouTube i do zobaczenia!


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubksrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.

Avatar

Mateusz "Don Mateo" Wysokiński

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.