RETROMANIAK #66: Spider Man: The Movie – recenzja [PC]

Można powiedzieć, że gry tworzone na potrzeby promocji popularnych blockbusterów nie są najlepszym, co możemy liczyć od branży growej. Takie tytuły często są kolejnym źródłem dochodu filmu, a ich jakość jest niekiedy nieproporcjonalnie gorsza od tego, co możemy zaobserwować na ekranie kinowym.

Na szczęście od każdej zasady bywają wyjątki. Tym chlubnym jest omawiany dzisiaj tytuł. W 66. odcinku prawdopodobnie najlepszej serii retro w polskim internecie przeniesiemy się do 2002 roku i przy okazji najnowszej premiery przygód Człowieka Pająka przypomnimy sobie tytuł, który powstał na podstawie pierwszego, fabularnego filmu z Toby Maguierem w roli głównej. Zapraszam do lektury!

ŚWIAT

EKRANIZACJE, JAKICH JESZCZE NIE BYŁO

Żeby zacząć naszą dzisiejszą historię, warto cofnąć się do początku opowieści, czyli okolic roku 2000. Wtedy to podupadające, pełne kryzysów zarówno personalnych, jak i finansowych wydawnictwo Marvel zdecydowało, że sprzeda prawa do wizerunków swoich najbardziej popularnych superbohaterów i zacznie zarabiać na produkcjach filmowych. Musicie bowiem wiedzieć, że gatunek superhero movie dopiero się rodził, owszem były wyjątki (filmy o Supermanie i Batmanie), ale w porównaniu do dzisiejszych warunków, w których tak naprawdę co 2-3 miesiące mamy kolejną premierę blockbustera z ekranizacją przygód komiksowych ulubieńców, to tamtejsze dni były ciemne i dopiero nadchodzące milenium miało odwagę coś zmienić. Pierwszymi, którzy doczekali się debiutu na salach kinowych byli X-Meni. Jak się okazało, publiczność dopisała, a rynek zweryfikował całość pozytywnie. Kolejne miały być przygody Petera Parkera i tutaj tak naprawdę zaczyna się geneza naszego tytułu.

Spider Man: The Movie jest przede wszystkim adaptacją grową tytułu z 2002 roku, która została wydana w formie gry akcji z elementami zręcznościówki. Naszym zadaniem będzie pokonanie złego i opętanego Zielonego Goblina, pokonywanie przestępców na ulicach Nowego Jorku, oraz ocalenie Mary Jane z rąk szaleńca.

ROZGRYWKA

PAJĄK NIE DO KOŃCA POGRZEBANY

Tak jak wspominałem akapit wcześniej, realia oraz same przygody Pajączka są dostosowane do narracji, jaką prezentuje film. Zanim jednak wskoczymy w obcisły strój „Przyjaciela z Sąsiedztwa” musimy zapoznać się ze sterowaniem. Mamy menu, w którym możemy dostosować każdy aspekt poruszania się Peterem Parkerem, co jest dosyć mądre, bo jak się później okazuje, jest to kwestia, która może nam skutecznie przeszkodzić w przejściu kampanii.

Czemu? Ponieważ styl oraz realizacja tego aspektu jest bardzo archaiczna. Otóż: mamy do wyboru dwie kamery, które pozwolą nam śledzić ruchy naszego bohatera. Jedna jest automatyczna, druga pozwala nam samemu zarządzać perspektywą w grze. Ta pierwsza jest zepsuta i reaguje z kilkusekundowym spowolnieniem, natomiast bramka numer 2… no cóż, wyobraźcie sobie, że dodatkowo do kontrolowania postaci musicie także sami nadążać ruchem kamery. Nic dziwnego, że nikt ani wcześniej, ani później nie zdecydował się na tak kuriozalne rozwiązanie. Przejdźmy jednak do tego, co powinno być solą gry o Spider Manie, czyli do walki i używania pajęczych zdolności.

I tak sekwencje, w których używamy przemocy są naprawdę dobre. Oprócz tradycyjnej szkoły perswazji za pomocą pieści i kopniaków, możemy także rzucać w naszych przeciwników przedmiotami, używać do ich likwidacji elementów otoczenia, a nawet skradać się i eliminować zagrożenia po cichu.

Oczywiście ikoniczne strzały z pajęczej sieci też są jak najbardziej mile widziane. Super moce naszego bohatera też moim zdaniem są wykorzystane dobrze: możemy wspinać się po budynkach, używać sieci w formie transportu, oraz robić spektakularne uniki i combosy z użyciem naszych zdolności. Jednak aby w pełni cieszyć się Spider Man: The Movie, to polecam wybranie raczej „średniego” poziomu trudności. Produkcja sama w sobie jest dosyć łatwa, a na najłatwiejszym możliwym wyborze po prostu infantylna, chociaż ma mechanikę, która mogłaby ucieszyć wszystkich sadomasochistów – otóż *SPOILER ALERT* pod koniec każdej misji mierzymy się z bossem. W momencie przegrania walki musimy przechodzić poziom raz jeszcze. Jest to tak niemożebnie irytujące w momencie grania na najcięższych levelach trudności, że niejeden pad i klawiatura zapłakały będąc skatowanymi.

Wracając jednak to całość wachlarza rozgrywki jest mocno satysfakcjonująca, chociaż nie różni się w zasadzie mocno od materiału źródłowego, jakim był film. Co prawda brakuje balastu między poziomami trudności, a kamera zdaje się być naszym największym przeciwnikiem, to sam klimat rozgrywki, oraz dokładność i różnorodność rozwiązań daje nam naprawdę ciekawy, nieliniowy produkt.

GRAFIKA

ŚLICZNE ULICE NOWEGO YORKU

Co tutaj dużo mówić, grafika w grze jest po prostu rewelacyjna. 3D, które nie było jeszcze dobrze opanowaną technologią, tutaj wypada wzorcowo. Wszystkie modele są na licencji, więc nie brakuje bohaterów znanych z filmów, a sama szata stara się imitować fotorealizm tak dobrze, jak to tylko możliwe (chociażby próbuje naśladować odbijające się refleksy słoneczne w oknach budynków, prezentować odmienną pogodę itd.). Sama produkcja wygląda najładniej oczywiście w wersji na PlayStation 2, ale szczerze uważam, że i pecetowa ma sobą dużo do zaoferowania do tego stopnia, że o ile w tym miejscu narzekam najczęściej nad tym, jak to szata się nie zestarzała, to teraz jestem ukontentowany i wszystkim stanowczo polecam.

 

DŹWIEK

TAK JAK PAN FILM POWIEDZIAŁ

Tutaj nie będę się długo i namiętnie rozpisywał. Wszystko jest tak naprawdę soundtrackiem do filmu. Na wielkie wyróżnienie zasługuje zaangażowanie wszystkich aktorów z filmu w projekt, co pozwoliło stworzyć ciekawe i wiarygodne linie dialogowe brzmiące dokładnie tak, jak w kinie. Może to i dobrze, że całość nie siliła się na oryginalność, bo wszystko jest tak, jak należy.

JAKOŚĆ

STARY, ALE JARY

Pomimo tego, że gra jest już wiekowa, to nadal całkiem nieźle działa na współczesnych komputerach, a nawet spotkałem możliwość kupna jej w wersji pudełkowej. Moim zdaniem poważnym błędem jest za to dosyć krótka, chociaż satysfakcjonująca kampania, brak multi, oraz trudności w przyłączaniu współczesnych padów do rozgrywki. Sterowanie bowiem pomimo wspomnianej, osobistej konfiguracji i tak będzie niewygodne, a Pajączek czasem na ekranie zrobi coś zupełnie przeczącego prawom logiki. Na padzie/joysticku jest potencjalnie trochę lepiej, więc jeśli macie, to polecam.

OCENA

PODSUMOWANIE

Spider Man: The Movie to niewątpliwie twór swojej epoki, w której egranizacje stawały się powoli standardem rynku zarówno growego, jak i filmowego. Jednak oprócz tradycyjnego „zdzierania kasy” tytuł oferuje nam nawet przyzwoitą grę akcji z piękną grafiką, dobrze wykorzystaną licencją, wciągającą przygodą i satysfakcją z bycia Peterem Parkerem.

 

Spider Man: The Movie (2002)
7.2/10
  • Świat: 7/10
  • Rozgrywka: 5/10
  • Grafika: 10/10
  • Dźwięk: 7/10
  • Jakość: 7/10
Spider Man: The Movie nie jest tytułem idealnym, ba, nie brakuje w nim kardynalnych pomyłek. Pomimo tego klimat, grafika, dobrze wykorzystana licencja i ogólna radość z bycia Peterem Parkerem sprawia, że jest to jedna z lepszych egranizacji w historii, która jest nie tylko bardzo grywalna, ale także estetyczna, przyjemna i wciągająca.

Platforma testowa PC

  • Procesor: Intel Core i5-6400 2.70 GHz
  • Grafika: NVIDIA GeForce GTX 960
  • Pamięć: 8 GB RAM
  • System: Windows 10 Home
  • +Bardzo dobre wykorzystanie licencji
  • +Świetny system walki, oraz korzystania z supermocy
  • +Niesamowita ówcześnie grafika
  • +Oryginalne głosy i wizerunki aktorów z filmu
  • Nieodpowiedni balans poziomów trudności
  • Brak multi
  • Praca kamery i sterowanie to bardzo kiepski żart

Jak oceniamy gry?

I to tyle na dziś! Do zobaczenia za tydzień, trzymajcie się ciepło; ja zapraszam na naszego Facebooka, YouTube’a, a także do udziału w dyskusji na naszej portalowej grupie. Na razie!

A imię moje 40 i 4…. witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak”.Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.

Mateusz "Don Mateo" Wysokiński

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.