Kingdom Come: Deliverance – From the Ashes – recenzja [PC]

Byliście kiedyś w takiej sytuacji, że Wasze super-inteligentne dziecko nagle zaczyna robić głupoty? Ja też nie, ale właśnie do tego można porównać ostatnie poczynania studia Warhorse.

Nie jest oczywiście aż tak źle, jednak najnowszy dodatek do Kingdom Come: Deliverance, patrząc przez pryzmat podstawki, tym właśnie jest – głupotą! Twórcy zasypali graczy lawiną innowacyjnych rozwiązań i nietypowych systemów tylko po to by stworzyć DLC, które jest… typowe.

Z racji tego, że dodatek nie oferuje graczowi niczego nowego w sekcji GRAFIKI i DŹWIĘKU, postanowiliśmy nie poruszać tych kategorii w recenzji. Notowania liczbowe są identyczne, jak przy ocenie podstawowej wersji.

Darmowa kopia recenzencka została dostarczona przez serwis GOG.com.

świat

Zarys fabularny, jak i cała produkcja, nie odznacza się niczym wyjątkowym ani odkrywczym. Akcja dodatku rozpoczyna się w momencie, w którym Henryk odbija wieś Przybysławice z rąk bandytów – czyli bezpośrednio nawiązuje do wątku głównego znanego z podstawki. Zrujnowaną miejscowość wypada odnowić w taki sposób, by zaczęła generować konkretne zyski. Najodpowiedniejszą do tego osobą okazuje się być główny bohater, który wraz z tytułem Rządcy otrzymuje zadanie polegające na odrestaurowaniu długo okupowanej wsi.

Wszelka działalność gracza związana z DLC praktycznie nie wychodzi poza obszar wioski (z wyjątkiem prostych wypraw w poszukiwaniu surowców i rzemieślników). Wszystko zamyka się w dwóch zadaniach głównych i jednym pobocznym, które ogólnie rzecz ujmując bardziej pełnią funkcję “rejestratora postępów”, niż pomocnika w ich dokonywaniu.

Witamy w syfie!

Wydawałoby się, że Henryk, jako rządca, będzie stanowił ikonę wspaniałości w całym rejonie! Nic bardziej mylnego – w rzeczywistości za tym tytułem nie podążają żadne korzyści (prócz oczywiście potencjalnych dochodów z wioski), a protagonista traktowany jest tak samo jak dawniej. Strażnicy Przybysławic zatrzymają go za każde, nawet najdrobniejsze przewinienie. Cóż z tego, że to właśnie on pełni rolę najwyższego sędziego?

rozgrywka

System rozbudowy wsi jest typowy i znacząco nie odbiega od tego, do czego gracze zdążyli się przyzwyczaić w przypadku innych produkcji tego typu (np. dodatek Hearthfire do The Elder Scrolls V Skyrim). Pseudo-tycoon’owa mechanika opiera się o proste zasady i tak samo została graczowi zaprezentowana – specjalna księga zawiera informacje o bilansie dziennych zysków i strat oraz spis wszystkich możliwych do wybudowania obiektów (wraz z wymaganym kapitałem i surowcami oraz skutkami ich postawienia). W przypadku spełnienia wszystkich wymagań, budowla może zostać wzniesiona. To wszystko!

Wszystko jasne i bez ogródek.

Od czasu do czasu (a dokładniej od budynku do budynku) gracz, jako rządca, ma możliwość sądzenia skłóconych bądź nieusłuchanych chłopów. Tego typu urozmaicenie, mimo iż stanowi przyjemny “smaczek”, nie jest niczym obciążającym. Typowa mechanika “zero-jedynkowa” sprowadza się do wyboru między moralnością, a potencjalnym zyskiem. Poważnych konsekwencji nie widać, a wskazanie drugiej opcji wydaje się być sensowniejszym rozwiązaniem.

Jedyną trudnością, z którą może borykać się gracz, jest konieczność uzbierania odpowiedniej ilości gotówki na start – tak by wieś nie przynosiła samych strat. W tym momencie warto zwrócić uwagę na bardzo ważną zależność. Jeśli gracz rozpoczyna zabawę z dodatkiem w trakcie tzw. endgame’u, to prawie pewnym jest, że spotka się z wielką falą frustracji i irytacji – sytuacja, w której wszystkie zadania (będące potencjalnym źródłem dochodu) zostały ukończone poważnie przeszkadza w uzbieraniu odpowiedniej puli groszy. W tym wypadku gracz zmuszony jest do żmudnego polowania na bandytów i spieniężania ich sprawnego ekwipunku.

Własna rezydencja – cóż z tego, że zabrane z niej przedmioty uznawane są za kradzione…

jakość

Szczęśliwie za niskim poziomem skomplikowania mechanik idą pozytywne aspekty – brak drażniących błędów, które były nieodłącznym elementem Kingom Come’a. Prócz wynikających ze specyfiki silnika problemów z przemieszczaniem się różnych obiektów, bug’ów praktycznie nie ma, co sprawia że proces rozbudowy Przybysławic przebiega wyjątkowo spokojnie i bez niepożądanych zjawisk (przynajmniej od strony technicznej).

Miejscowość powstaje również na samej mapie.

ocena

To w jaki sposób dodatek został wykonany znacząco przeczy temu w którym kierunku zmierzało studio Warhorse przy produkcji Kingdom Come: Deliverance. Innowacja i próby zaprezentowania znanych mechanik w nieco inny sposób w podstawce, nijak mają się do typowego, nic nie wnoszącego do świata gier dodatku.

Mimo to pseudo-tycoonowa mechanika, znana z podobnych gatunkowo produkcji, trzyma odpowiedni poziom. Rozgrywka jest całkiem satysfakcjonująca i (jeśli tylko odbywa się równolegle z wątkiem głównym) stanowi sympatyczne uzupełnienie przygód Henryka ze Skalicy.

W gospodzie wytwarzane jest specjalne, Przybysławickie piwo, które zwiększa szanse pijącego w grze w kości.

Fabularnie tytuł jest ściśle powiązany z wydarzeniami znanymi z podstawki, dzięki czemu produkcja okazuje się być bardzo spójnym elementem całości i integralną częścią gry.

Mimo tego fabuła dodatku jest bardzo uboga, co w połączeniu z niezbyt ambitną mechaniką i kilkoma dysonansami ludonarracyjnymi sprawia, że tytuł praktycznie nic nie wnosi do produkcji. Pojawienie się dodatku From the Ashes równie dobrze można potraktować jako pojawienie się nowego sposobu na regularny zarobek w świecie Kingdom Come: Deliverance.

KC:D – From the Ashes [DLC]
6.8/10
  • Świat: 3/10
  • Rozgrywka: 5/10
  • Grafika: 10/10
  • Dźwięk: 8/10
  • Jakość: 8/10
Pierwszy fabularny dodatek do tytułu studia Warhorse, w przeciwieństwie do podstawki, nie wyróżnia się niczym spośród podobnych produkcji. Pseudo-tycoon’owa mechanika została wykonana w sposób standardowy i nie oferuje graczowi nic ponad to. Do tego dochodzi niezbyt ambitny aspekt fabularny, który (mimo iż bardzo spójny z wydarzeniami znanymi z podstawowej wersji) jest bardzo płytki i wykonany “na siłę”, o czym świadczą m.in. niespójności scenariusza z gameplay’em. DLC można potraktować bardziej jako dodatkowe źródło dochodu w średniowiecznych Czechach, niż pełnoprawną zawartość.

Platforma testowa PC

  • Procesor: Intel Core i5-6400 2.70GHz
  • Grafika: NVIDIA GeForce GTX 960
  • Pamięć: 8 GB RAM
  • System: Windows 10 Home
  • +Ścisła spójność fabularna z podstawką
  • +Dodatkowe źródło zarobku w świecie gry
  • +Pewne urozmaicenie rozgrywki
  • Płytka, pełna dysonansów ludonarracyjnych fabuła
  • Nic nie wnosząca, pseudo-tycoonowa mechanika rozgrywki
  • Niezbyt ambitny gameplay, przeczący założeniom, z których wychodziła podstawka

Jak oceniamy gry?

Weteran gier wideo, mający styczność z praktycznie każdym gatunkiem. RPG’owy ekspert, scenariuszowy wyjadacz, growy znawca. Wszędzie dostrzega alegorie, nawiązania do ogólnopojętej kultury i głebokie przesłania egzystencjalne. Prywatnie fan dobrego horroru, niegardzący ambitną parodią. Hip-Hopowy słuchacz, preferujący klimaty oldschoolowe.

Kamil Wiechnik

Kamil Wiechnik

Weteran gier wideo, mający styczność z praktycznie każdym gatunkiem. RPG'owy ekspert, scenariuszowy wyjadacz, growy znawca. Wszędzie dostrzega alegorie, nawiązania do ogólnopojętej kultury i głebokie przesłania egzystencjalne. Prywatnie fan dobrego horroru, niegardzący ambitną parodią. Hip-Hopowy słuchacz, preferujący klimaty oldschoolowe.