Battlezone: Combat Commander na PC [recenzja]

Co jakiś czas ludzie z growej branży wpadają na pomysł tworzenia takich tytułów, które łączą wiele gatunków ze sobą. Czasami są to produkcje udane (Rocket League i wyścigowo piłkarski styl) albo mniej udane (Fallout 4, który nie wiedział do końca, kim chce zostać, więc założył na siebie edytor miejscówek i nazwał siebie RPG shooterem).

Zawsze podczas grania w strategie (oraz grania w FPS-y) miałem chęć bycia po drugiej stronie. Chciałem być jednym z żołnierzy w Wargame i bronić wioski podczas szturmu wroga, albo ustawiać punkty lokalizacyjne w Medal of Honor: Allied Assault i móc szybko przejść do trybu głównego, żeby w razie potrzeby skorygować plany.

W latach 90. ktoś wpadł na pomysł zrobienia takiej mieszanki. Battlezone II: Combat Commander to produkcja studia Pandemic, która swego czasu była bardzo popularną grą, choć początkowo była krytykowana z powodu wielu problemów. W ostatnim czasie doczekała się remastera (pozbawionego rzymskiej dwójki w tytule), który jest właśnie przedmiotem niniejszego testu. Dzięki uprzejmości gog.com, zapraszam do naszej recenzji zremasterowanej wersji. A jest o czym czytać.

Świat

Witajcie w drugiej połowie XX wieku. Ziemia przegrała wyścig w kosmos, Stany Zjednoczone i Związek Radziecki zmuszone są do współpracy w celu pokonania wrogów. W tym celu tworzone jest International Space Defence Force, w którego szeregach będziemy walczyć przeciwko kosmicznej rasie Scionów. Poznajemy ich zaraz na początku gry, kiedy wykonujemy rutynowy patrol w celu sprawdzenia bazy na Plutonie. W dalszych misjach będziemy mieli więcej swobody działań oraz będziemy, przykładowo, śledzić uciekające pojazdy wroga, by walczyć z oponentem na innych planetach.

Rozgrywka

Battlezone: Combat Commander jako dowódca mamy kilka możliwości dowodzenia jednostkami. Możemy wejść do specjalnego interfejsu kierowania bazą i wówczas, z poziomu widoku z góry, możemy władać jednostkami po całej mapie. Nasi podwładni sami znajdą punkt i udadzą się do niego najoptymalniejszą drogą, czasami wpadając w zasadzkę, ponieważ ignorują ataki wroga. W tej sytuacji przydaje się drugi tryb, czyli – jak go nazywam – „terenowy”. Wówczas możemy wskazywać jednostkom dokładnie co mają zrobić z poziomu widoku pierwszej osoby i trzymać je przy sobie albo używać ich do ściągania wroga, kiedy my dokonujemy flankowania, dzięki czemu możemy robić większe zniszczenia i jednocześnie samodzielnie kontrolujemy sytuację na polu walki. Bardzo często korzystałem z trybu terenowego, głównie na początku batalii, kiedy nie ma jeszcze wielu jednostek na planszy, ale wrogów jest wielu.

W początkowych fazach walki, nasza baza nie jest imponująca; rozbudowa jest dość powolna, ale przyspiesza stopniowo.

Środków walki mamy wiele. Od własnych nóg i rąk noszących broń (możemy ją zamawiać w zbrojowni podczas walki i zmieniać w razie potrzeby), po myśliwce, czołgi i mechy. Każdemu z pojazdów możemy zmieniać uzbrojenie w razie potrzeby. Czołg może stać się szybkim moździerzem, a zwykły ślizgacz zwiadowczy niszczycielskim przecinakiem z działkami przeciwlotniczymi. Mamy też z kim walczyć. Początkowo stajemy naprzeciw zwykłym jednostkom zwiadowczym przeciwnika, ale później atakują nas myśliwce i specjalne pojazdy bojowe, więc czasami musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Oczywiście możemy również po prostu bawić się w zwyczajnych starciach z komputerem na osobnych planszach, których gra oddaje nam dużą ilość z wieloma możliwościami modyfikacji.

Battlezone: Combat Commander z perspektywy pierwszej osoby robi wrażenie w wielu miejscach, zwłaszcza dzięki masywności obiektów.

Plansze są ciekawie skonstruowane, choć mam wrażenie, że czasami są za wielkie, a także mam wrażenie wielkiej pustki, czasami przerywanej pojawieniem się wroga. Powodowało to, że początkowo trudno mi było wejść do gry na dłużej niż jedną misję, ale po jakimś czasie się przyzwyczaiłem i spodobało mi się to. Grawitacja pomaga nam robić sztuczki, które kojarzą się z Quake albo superfilmów z Battlefielda. Dalekie wybicie korzystając ze słabszej grawitacji i prędkości pojazdu, z którego wysiadamy, by szybko zmienić na inny pojazd (do pojazdów wsiadamy po prostu wchodząc w nie, dopiero wychodzenie wymaga użycia klawiszy) i ruszyć w bój innym typem jednostki, było dobrym przeżyciem.

Walki są emocjonujące, choć czasami przeciwnicy zdają się nas ignorować.

Grafika

Battlezone: Combat Commander sprawia mi mieszane uczucia. Widziałem porównanie oryginału i remastera, ale nie czuję gigantycznej różnicy, choć prawdopodobnie dlatego, że sam pierwowzór z 1999 dobrze wygląda. Wiem, że poprawiono wiele w kwestii oświetlenia i modeli (przemodelowano wiele jednostek i to bardzo dobrze wykonano). Niestety czasami mam wrażenie, że przesadzono w tej kwestii w przypadku podłoża i obiektów, bo wszystko się świeci jak wypolerowane złoto. Z jednej strony gra wygląda porządnie i przyciąga, ale z drugiej potrafi czasami bić po oczach oświetleniem i teksturami.

Tutaj chyba najlepiej widać problem „wypolerowanych tekstur”.

Dźwięk

Tutaj Battlezone: Combat Commander wypada świetnie. Dźwięki interfejsu i jednostek sprawiają wrażenie lekko poprawionego oryginału – i to jest fajne. Wyczuwalne jest to w przypadku jednostek mówiących coś więcej niż „OK”. Odgłosy broni są bardzo przyjemne i fajnie jest po prostu strzelać dla samego „bziu-bziu” miniguna.

Jakość

Tutaj mam nieco zarzutów. Gra ma problemy z wydajnością. Niezależnie od ustawień grafiki, zdarzają mi się sporadyczne ścinki i zwiechy nawet na 5 sekund. Nie jest to jakoś wielce częste, ale wyczuwalne i potrafi zirytować. Denerwuje mnie również lekko nieintuicyjne sterowanie i niejasne informacje w niektórych scenariuszach. Sztuczna inteligencja również miewa swoje zaćmienia i to w dość niespodziewanych sytuacjach. Dodatkowo czasami gra potrafi uruchamiać się w trybie okienkowym, choć nie ma takiej potrzeby i musimy restartować grę. Innym problemem są koszmarnie długie czasy ładowania. Prawie minuta ładowania prostego scenariusza to już lekki problem.

Interfejs dowodzenia jest dość prosty, ale nie zawsze wiemy dokładnie o jakim punkcie nawigacyjnym mówi gra, kiedy podaje lokalizację.

Ocena

Przy Battlezone: Combat Commander bawiłem się bardzo dobrze. Scenariusze wymagały lekkiego myślenia, ale też nie wymagały od nas myślenia jak przy ciężkiej łamigłówce, stopniowo podkręcając poziom. Dźwięk, jak wspominałem, jest przyjemny i chce się go słuchać. Graficznie gra wygląda poprawnie, czasami bardzo dobrze. Wsparcie dla modów powoduje, że gra ma szansę na dobre życie po premierze. Czy Battlezone: Combat Commander to dobry remaster niedocenionego klasyka? Na to pytanie musicie sobie odpowiedzieć samodzielnie.

Zapraszam do dyskusji na naszej grupie na Facebooku oraz do przeglądania naszych materiałów na YouTube. Ja się z wami żegnam i życzę miłego czytania naszych artykułów.

Battlezone: Combat Commander
8.8/10
  • Świat: 10/10
  • Rozgrywka: 10/10
  • Grafika: 7/10
  • Dźwięk: 10/10
  • Jakość: 7/10
Battlezone: Combat Commander to interesujący przypadek. Z jednej strony gra jest zremasterowanym klasykiem, z drugiej strony zmiany są delikatne i nie wpływają na odbiór gry. Gra się dobrze, z pominięciem kilku błędów. Polecam fanom ciekawych połączeń gatunków gier.

Platforma testowa PC

  • Procesor: Intel Core i3-2120 3.20GHz
  • Monitor: 19 cali BenQ G925HDA
  • Grafika: Sapphire Radeon HD7850
  • Pamięć: 8 GB RAM
  • System: Windows 10 Pro
  • +Wyśmienite połączenie FPS i strategii
  • +Dobre udźwiękowienie
  • +Różnorodność uzbrojenia
  • +Stopień trudności jest przyjemny i rośnie
  • Miejscowe błędy
  • Nie zawsze logiczny interfejs
  • Koszmarnie długie czasy ładowania
  • Sztuczna inteligencja miewa zaciemnienia

Jak oceniamy gry?


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubskrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.

Adrian Kozicz

Fan gier strategicznych, symulatorów wojennych oraz gier wyścigowych. Z zamiłowania fan początków przemysłu growego i pseudo znawca historii technologii i gier. Gracz konsolowy pecetowy. Do niedawna sprzedawca gier konsolowych. Prywatnie fan seriali i książek z rosyjskiego nurtu Post-Apo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *