Call of Duty World War II Open Beta, czyli zawiedzione oczekiwania

FPSy obecnie przechodzą swojego rodzaju renesans w kwestii podejmowanych tematów. Twórcy przestali wymyślać coraz bardziej przerażające wizje przyszłości, jak na przykład wojna amerykańsko-chińska z Battlefielda 4 – a skupiają się na wydarzeniach, które już się odbyły.

Taki też jest Call of Duty: World War II. Kolejna gra z serii traktująca o największym konflikcie zbrojnym w dziejach ludzkości, czyli Drugiej Wojnie Światowej.

Wieczorem, 28 września, Activision oddało nam bezpłatną Open Betę swojej najnowszej gry, o czym możecie przeczytać tutaj. Czy ten CoD wnosi powiew świeżości do serii i przełamuje stereotypy o niej?

Odpowiedź brzmi: nie.

Po pierwsze klasy postaci. Nie ma tutaj raczej żadnej innowacji – lecz w sumie nawet się jej nie spodziewałem ze względu na realia historyczne. Mamy piechotę używającą karabinów z bagnetami i granatów czy starych, dobrych snajperów. Można uznać, że to standard w grach FPS.

Twórcy oddali nam kilka trybów gry, w tym takie klasyki jak Team Deathmatch czy Domination. Nowością jest tryb War Mode, który jest według mnie słaby. Polega on na utrzymaniu dwóch punktów – np. kwatery głównej nazistów oraz – po zdobyciu jej przez aliantów – niedopuszczenie do naprawy mostu, aby nie mógł przez niego przejechać aliancki czołg M4 Sherman (swoją drogą jest to tylko pusty model czołgu, bo jak do niego podbiegłem, to nawet wieży w moją stronę nie obrócił). Cała rozgrywka w tym trybie trwała jakieś 6 minut, speaker krzyknął mi w słuchawkach, że zostało tylko 10 sekund do naprawy mostu przez wrogą drużynę (grałem po stronie nazistów), po czym… wygraliśmy. Nie mam pojęcia jak to się stało, bo alianci twardo trzymali most i nas do niego nie dopuszczali. Przy przejmowaniu punktów w trybie Domination trzeba się wręcz przytulić do flagi, co w większości przypadków wystawia nas na strzał.

Wszystko rozgrywa się na kilku mapach, które są po prostu małe. Obiegnięcie jednej zajęło mi jakieś 20 sekund. Twórcy chyba sztucznie chcieli je powiększyć sprawiając, że nasza postać nie może sprintować dłużej niż przez około 7 sekund. Do tego dochodzi maksymalnie 12 graczy w rozgrywce (po 6 w drużynie). Wszystko to sprawia, że zupełnie nie odczuwamy rozmachu konfliktu, o którym gra opowiada, a raczej mamy wrażenie, że jesteśmy w klatce.

Call of Duty World War II wrażenia

Samą rozgrywkę można opisać słowami „Call of Duty” – przez kilka godzin nie robiłem nic poza bieganiem w kółko i strzelaniem. Okazjonalnie przytulałem się do flagi, po czym znów biegłem, strzelałem, ginąłem i odradzałem się po to, żeby biec i strzelać. Absolutnie nic nowego. Feeling broni jest marny, a odrzutu w tej grze raczej nie uświadczymy. Do tego dochodzi przekłamanie realiów historycznych – pierwsza broń, którą dostajemy w klasie Infantry (to ci z bagnetami) ma… celownik kolimatorowy.

Podsumowując, jedyne co mi się podobało w tej grze to animacje śmierci mojej – lub innych graczy – postaci. Dobrze wygląda jak w pełnym biegu w okopie zostajemy nagle ścięci z nóg serią karabinu. Poza tym ta gra nie oddaje dobrze klimatu (naziści mówiący po angielsku…) oraz nie jest niczym nowym dla serii, ba! nie jest niczym nowym dla graczy. Jeśli tytuł nie będzie miał naprawdę dobrze zrobionej kampanii, która przez co najmniej 40 godzin będzie mnie wyrzucała co chwilę z kapci, to na miejscu Activision, wstydziłbym się taki produkt wypuścić. Dice – robisz to o niebo lepiej!

PS. Activision – jest 2017 rok, naprawdę chciałbym móc spojrzeć na swoje nogi!