fbpx

RETROMANIAK #11: HISTORIA GIER LEGO CZ. 2 (2005-2017)

Ostatnią część historii o grach wzorowanych na naszej ulubionej marce z dzieciństwa skończyliśmy na 2005 roku, kiedy LEGO powoli wycofywało się z rynku. Głównym powodem takiego wyjścia były pieniądze, które nie zwracały się w kolejnych produkcjach, jak też kryzysu firmy w zakresie jej głównego przedsięwzięcia, jakim są klocki – które też wtedy miały problemy, a Duńczycy zaczęli miewać pomysły, które nie wnosiły dużo do ich portfela (seria Lego Galidor) i powodowały, że gigant mógł stać się kolosem o glinianych nogach.

Z pomocą przyszło Traveller’s Tale i ich LEGO STAR WARS: The Video Game, które okazało się być wielkim hitem, i które zmieniło nie tylko cały model biznesowy korporacji, ale też dało rynkowi growemu rzecz, która zdominowała wręcz segment elektronicznej rozrywki dla dzieci. Jak do tego doszło? Postaram się wyjaśnić w kolejnym już odcinku Retromaniaka; zapraszam do lektury.

ANNO DOMINI 2005

Rok 2005 to czas premiery Epizodu III Gwiezdnych Wojen o podtytule Zemsta Sithów. Każda nowa część uniwersum George’a Lucasa przyciągała do kin miliony fanów, w tym wypadku było podobnie. LEGO chciało wykorzystać ten moment, prezentując swoją interpretację trylogii prequeli i wbić się w rynek gadżetów filmowych, które zawsze pojawiały się przy okazji każdej nowej części Star Wars. Grę poznałem dzięki magazynowi Cybermycha, w którym to dema były niekiedy ważniejsze od pełnych wersji. I od razu się zakochałem!

Ludzie z Traveller’s zaprojektowali i przedstawili odbiorcom szkielet, na którym po dziś dzień bazują przy tworzeniu kolejnych produktów ze swojej stajni. Mieliśmy więc kolorową grafikę, bardzo znośny multiplayer, który można było uruchomić na klawiaturze numerycznej, przez co mogliśmy się bawić wspólnie z kolegą albo z rodzeństwem. Oprócz tego znane postacie, system znajdziek, jak też możliwość odblokowywania bohaterów, którzy przewijali się w fabule produkcji i filmu. Sama gra zachęcała też do więcej niż jednego podejścia, gdyż w momencie osiągnięcia maksymalnego wyniku odblokowywaliśmy dodatkową misję, którą była pierwsza scena z Nowej Nadziei.

Oprócz tego, dyskretne poczucie humoru, ładna grafika 3D, dostępność, która przejawiła się w intuicyjnym sterowaniu; jak też fakt, że była to jedna z pierwszych produkcji, która mogła zainteresować zarówno gracza młodszego, jak i tego starszego. Elementy walki nie były brutalne, ale za to widowiskowe i wciągające. Gra zgarnęła dużo nagród i cieszyła się dobrą sprzedażą, co zachęciło twórców do zmierzenia się z tematem jeszcze raz, tym razem w stylistyce Epizodów IV-VI.

Tyle lat minęło, a ten poziom nadal potrafi śnić mi się po nocach.

Rok później na rynku kolejna część, która okazała się być tak dobra jak pierwsza, co było dużym wyzwaniem, zważając na to, iż oczekiwania były wielkie. Po pierwsze, większość osób woli klasyczną trylogię, po drugie trzeba było jakoś urozmaicić grę, żeby nie pojawiły się oskarżenia o powtarzalność. Z zadania wywiązano się fenomenalnie: graczom pozwolono na tworzenie własnych bohaterów z klocków, jak też mogliśmy wsiąść za stery pojazdów lądowych. W 2007 objawiło się LEGO Star Wars: The Complete Saga, które spinało w sobie całość filmów, co pozwoliło zagrać ludziom, którzy ominęli poprzedniczki. Jednak tutaj nadal mamy fazę raczkowania produkcji, w 2008 roku wyszły one w zupełnie inny wymiar.

To są te gry, których szukacie.

NOWE LEGO? NOWA GRA

Na półkach sklepowych pokazały się nowe zestawy z LEGO: Batman, jak też z LEGO: Indiana Jones. Samo kupienie licencji do tych kultowych postaci mogło ucieszyć zbieraczy klocków, ale nie samymi zabawkami człowiek żyje, a Duńczycy, widząc, że złapali kurę, która znosi złote jaja, zamierzali czerpać z niej tyle pieniędzy, ile się tylko da. Przy premierze zestawów pojawiły się więc także gry, które promowały owe zestawy. LEGO Indiana Jones: The Original Adventures nie był dużym wyzwaniem.

Wystarczyło zaadaptować przygody kinowe słynnego archeologa i zrobić małą kalkę z poprzedniego dzieła studia. Z Batmanem jednak firma stanęła już przed wyzwaniem. Interpretacji przygód Mrocznego Rycerza mieliśmy dużo, zarówno w wersji komiksowej, jak i tej z wielkiego ekranu. Zamiast jednak przetwarzać produkcje Nolana czy Burtona, postanowiono napisać własną wersję historii, co wyszło w sposób genialny. Klimat nadal został zachowany, a teraz, by wykonywać zagadki logiczne, Nietoperz musiał zmieniać swój strój, dopasowany do okoliczności. Żeby gra nie opierała się tylko na drugim życiu Bruce’a Wayne’a, Traveller’s zaproponowali możliwość rozgrywania kampanii fabularnej, także ze strony przeciwników naszego bohatera, dzięki czemu wchodziliśmy w skórę Jokera, Killer Croca, Harley Quinn czy Pingwina. Bardzo udana gra i słusznie zaryzykowano pisanie własnego scenariusza.

Rok kolejny zaczął się mocnym przytupem i uderzeniem plastikowych gitar i perkusji. Developerzy, widząc ówczesne duże zainteresowanie produkcjami muzycznymi pokroju Guitar Hero, sami chcieli mieć podobną perełkę w swojej stajni i zaprezentowali LEGO: Rock Band, które było grą rewelacyjną. Piosenki oczywiście musiały być dopasowane do uszu młodocianego gracza, ale i tak nie zabrakło takich tuz rockowej muzyki jak Queen, Bon Jovi czy Korn. Gra ominęła trochę polski rynek z jednej przyczyny – była dostępna wyłącznie na konsolach. 8 lat temu to komputery PC były dominującymi platformami growymi, przez co dystrybucja tytułu w Polsce była utrudniona. I pomimo bardzo fajnego gameplayu, gra przepadła na rynku. Winne jest temu za późne podjęcie przez LEGO decyzji w sprawie tej gry, wtedy bowiem na rynku było już przesycenie takimi tytułami i, pomimo najlepszych intencji twórców, gra przepadła. Szkoda.

Nadmienić też trzeba o bardzo dużej ilości licencji do wizerunków. Na obrazku Freddy Mercury i ,,We Will Rock You”.

Potworkiem za to okazała się kontynuacja przygód Indiany Jonesa. Raz, że mieliśmy znowu przechodzić poziomy bliźniacze do pierwszej części, co wpędziło fanów w konsternacje i wylewane żale w kierunku producentów, a po drugie, że etapy z Królestwa Kryształowej Czaszki były prawie tak złe, jak sam film. Od tej pory Lego cały czas będzie posądzane o robienie dokładnie tej samej gry co rok.

PRZEBŁYSKI

Okres lat 2010-2017 należy traktować jako spadki i wzrosty formy studia. Z jednej strony, mieliśmy bardzo udany rok 2010, w którym pojawiły się Lata 1-4 Harry’go Pottera, o których pisałem tutaj, a z drugiej bardzo udana próba wkrocznia na rynek online, poprzez LEGO Universe. Możliwość budowania i bycia w świecie złożonym z klocków i zestawów, które przewijały sie przez 75 lat zabawkowej historii, pobudziła graczy i sprawiła, że Universe po dziś dzień pozostaje jedną z lepszych, jak nie najlepszą produkcją w tym stylu.Pomimo dobrych pomysłów, studio nie było zadowolone z jej finansowych wyników i w 2012 roku zrezygnowało z rozwijania tytułu. MMO, plus wykorzystanie bardzo starych patentów z Creator, zaowocowało bardzo dobrą grą.

Grafika nie powalała, ale grywalność jak najbardziej.

Choroba tworzenia odtwórczych egranizacji jednak przeważała. Dowodami tego są wydane na przestrzeni lat Lego: Piraci z Karaibów, Park Jurajski, Hobbit i Władca Pierścieni; wszystkie dosyć wtórne, oparte na starym schemacie. Zanim poświęcać czas im, zajmiemy się grami, które wniosły trochę świeżości. Pierwszym tytułem, który bym w ten sposób wyróżnił, była trzecia część LEGO: Star Wars o podtytule The Clone Wars, która skierowana była do fanów serialu Wojny Klonów.

Sama seria była dosyć popularna i odnosiła się do wątków usytuowanych między Atakiem Klonów a Zemstą Sithów. Gra odnosiła się bezpośrednio do odcinków serialu, ale zawierała w sobie bardzo ciekawe rozwiązania względem strategii, jak też oddania hołdu starym już produkcjom spod znaku tower defence. W niektórych etapach mieliśmy więc połacie terenu, które musieliśmy przeznaczyć pod budowę broni czy rekrutowania jednostek, które miały zdobywać teren przeciwnika. Firma już nigdy nie wróciła do tych rozwiązań, a szkoda, bo prezentowały się okazale i pokazywały całkowicie nowe rozwiązania, które przełożyły się na jeszcze bardziej interesującą rozgrywkę.

Kolejną dobrze napisaną grą była kontynuacja przygód najlepszego detektywa na świecie. LEGO Batman 2: DC Super Heroes nie opierało się bowiem wyłącznie na przygodach Człowieka Nietoperza i jego wiernego Robina, ale zaangażowano całą Ligę Sprawiedliwych i niezliczoną ilość bohaterów spod loga Detective Comics. Jeszcze lepsza grafika, jeszcze większe poczucie humoru, więcej możliwości, samo pojawienie się w grze Supermana z motywem przewodnim z klasycznych filmów o Człowieku ze Stali to moim zdaniem najlepszy moment w całej historii gier LEGO.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie trzecia część trylogii, która okazała się wtórna i najzwyczajniej najsłabsza ze wszystkich.

Trzecia gra, którą chciałbym nagrodzić byciem na tej zaszczytnej liście, jest niewątpliwe LEGO CITY: Undercover z 2013 roku. Gra, chociaż pierwotnie wydana tylko na Nintendo Wii, doczekała się w roku 2017 edycji na PlayStation 4, XBOX One i komputery PC. Było to zrealizowanie gry pokroju GTA, ale w świecie uwielbianej i od lat wypuszczanej na zabawkowy rynek serii CITY. Wcielaliśmy się w role policjanta Chase’a McCaina, który jako policjant zaprowadzić miał ład i porządek w LEGO CITY. Był to pierwszy, ale nie ostatni sandbox studia i od razu zadziwił. Pomimo widocznej inspiracji serią Rockstara, gra jest w bardzo przyjemnej, familijnej otoczce, powiela najlepsze wzorce zaczerpnięte z poprzedniczek, ale – może co ważniejsze – jest całkowicie autorska, co pokazuje siłę studia w tworzeniu bohaterów i pisania historii. Polecam z całego serca, zważając na to, iż dostępność tej gry na każdej platformie stała się faktem.

Tym razem nie ulice Los Santos, ale LEGO City dostarczają wysokich doznań estetycznych.

Świetnym dziełem było także wydane w tym roku LEGO: World, które wykorzystywało bardzo stare patenty z LEGO: Creator, jak też z Minecrafta. Dobrze wydana, fajna, kolorowa rozgrywka niesie dokładnie tyle samo radości, no i jest o wiele fajniejsza i oferująca niekiedy więcej niż kultowa kwadratura. Zebranie wszystkich zestawów LEGO (prócz tych licencjonowanych) w historii i zaimplementowanie ich w jeden tytuł dało niesamowicie udany eksperyment.

No i jak tu się nie zakochać od pierwszego wejrzenia?

PODSUMOWANIE

Zbierając całą historię tych gier, wyłania się obraz progresu, jak też szukania drogi. Początkowe produkcje, pomimo większej różnorodności sprzedawały, się gorzej i jakościowo ustępowały tym, na które cała masa fanów narzekała, iż są wtórne. Ważne jednak do odnotowania jest to, że to właśnie gry Traveller’s Tale pokazały, że klocki nadal mogą dobrze bawić i wyciągnęły giganta z wielkiego dołka. Dzisiaj serce LEGO pompuje krew z dwóch aort, z jednej strony mamy zabawki, które stanowią trzon, jak też gry, które podnoszą zainteresowanie klockami, jak też wpływają bezpośrednio na produkcje kolejnych zestawów. Pomimo istnienia od lat 90. i burz na zmąconej wodzie przemysłu rozrywki wirtualnej, żółte twarze podziwiać możemy nieprzerwanie od 1998 roku i nic nie zapowiada na koniec tej opowieści. Rynek zweryfikował segment rozrywki growej dla najmłodszych i to właśnie Duńczycy jako jedyni patrzą z tronu lidera na przyszłość z pełnym optymizmem zbudowanym na konsekwencji i plastiku.

Ode mnie na dzisiaj to tyle, zapraszam do lektury innych Retromaniaków, na naszego fanpage’a, jak też do lektury tekstów całego kolektywu redaktorów i tradycyjnie zapraszam we wtorek, tym razem z małą niespodzianką, której mało kto się spodziewa. Tymczasem, kłaniam się nisko.


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubksrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.

Avatar

Mateusz "Don Mateo" Wysokiński

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.