fbpx

Top 10 najśmieszniejszych gier

Witajcie moi drodzy! Śmiech to zdrowie, niech każdy, kto o tym nie wie, wnet się o tym dowie! To, że człowiek starał się uśmiesznić sztukę widoczne jest od samego początku kształtowania się cywilizacji, czego dowodem są Chmury Arystofanesa i inne komedie rodem ze Starożytnej Grecji. Poczucie humoru, które obecne było w filmach, książkach i innych dziełach kultury przeniknęło z biegiem czasu do gier komputerowych i właśnie w tym Top 10 przedstawię najśmieszniejsze gry mojego życia, a za jednostkę śmieszności, niczym w fizyce przyjmijmy jedną Drozdę, a za skale 1-10. Nie przedłużając, zaczynajmy ten taniec absurdu.

NUMER 10 – POSTAL 2

Topke zaczynamy od mocnego uderzenia. Tak mocnego, jak branży gier w 2003 roku zadał ten tytuł, a było to o wiele mocniejsze od tego, co Zidane zrobił Matteraziemu. Ociekająca bezsensowną przemocą gra, w której groteska, ironia i agresja mieszają się w jedną spójną całość,która bywała dosyć śmieszna. Mając do wyboru dosyć duży arsenał środków, mogliśmy robić najbardziej absurdalne i najbardziej komiczne kombinacje wykorzystania środków. Poczucie humoru oceniłbym jako dosadne oraz głupie do granic wszystkich możliwości – jak inaczej wytłumaczyć scenę, w której rzucamy pączka na jezdnie, sikamy na niego, a potem przychodzi policjant, je go i wymiotuje? Ja wiem, że w mojej opowieści nie brzmi to wyjątkowo śmiesznie, ale niech pierwszy rzuci cegłą, kto nie roześmiał się na Strasznym Filmie, albo Poznaj Moich Spartan, bo poziom jest dosyć podobny. Produkcja wyśmiewa też bardzo wiele grup i społeczności np. chrześcijan, konserwatystów, a nawet producentów gier. Jak mieć dystans, to do samego siebie też. Grę polecam szczególnie fanom strasznie głupkowatych, amerykańskich komedii, jak też ludziom, których nie razi kloaczny humor. Warte nadmienienia jest to, że ekranizacji gry dopuścił się sam Uwe Boll – niesłynny reżyser najgorszych w historii filmów na podstawie gier, ale to akurat nie było takie złe.

SKALA ŚMIESZNOŚCI: 6.5 DROZDY NA 1O 

Kpiarstwo z samego siebie zawsze na plus

 

 

MIEJSCE 9: FRANKO: THE CRAZY REVANGE

Tym razem gra rodem z Polski, będąca mokrym snem wszystkich Amigowców sprzed 20 lat i moja równolatka. Franko – napakowany niczym bohater filmów akcji lat 80. będący realizacją aspiracji o Chucku Norrisie rodem znad Wisły niósł ból, przemoc i pogardę do wszystkiego, co żywe. Akcja gry działa się w Szczecinie tuż po transformacji ustrojowej. W szerzeniu aktów bezsensownej przemocy pomagał nasz kumpel – Alex. Już same imiona głównych bohaterów budzą respekt i rzeczywiście – była to typowa bijatyka, w której za wrogów mieliśmy przedstawicieli subkultur z pierwszej połowy lat 90 – były wiec punki, skiny, dresiarze, ale nasz bohater nie znał takiego słowa jak litość. Litry pikselowej juchy przelewały się na naszym monitorze. W grze najśmieszniejsze było przerysowanie całego momentu transformacji – ponure, pomazane sprayem bloki, brzydka, szara rzeczywistość i ta rozwałka, przejawiająca się chociażby głupiutką minigierką, w której maluchem tratowaliśmy przechodniów, jak też same dialogi postaci nie raz, nie dwa przyprawiły o uśmiech. Od kilku lat mówi się, że ma powstać druga część legendy, ale ze smutkiem premiera cały czas jest przekładana, a informacje na temat planowanego wejścia gry na rynek są niejasne i niedokładne.

SKALA ŚMIESZNOŚCI: 6.7 DROZDY NA 10

Kapitalizm rodził się w bólach

NUMER 8: STUPID INVADERS

Tak, jak kiedyś pisałem już na potrzeby was moi drodzy czytelnicy, gry przygodowe niejedno miały imię. Od poważnych i sentymentalnych podróży, po głupkowate produkcje. Jakby na to nie patrzeć, to właśnie przygodówki są najbliższe klasycznemu podziałowi antycznego dramatu. W tej liście pojawią się trzy, ale zacznę od najgłupszej, a tą na pewno było Stupid Invaders. Gra była na licencji serialu o tej samej nazwie. Samej kreskówki nie oglądałem, ale jeśli była na poziomie gry, to dosyć żałuję. Samą produkcje poznałem dzięki legendarnej Cybermyszce, gdzie była jako demo dołączone do płyty i wtedy coś we mnie pękło. Ta gra była tak dobra, tak kolorowa i tak oryginalna i niepoprawna, że aż się zdziwiłem, że w piśmie, które piętnowało takie rzeczy znaleźli miejsce na takie rzeczy. Niemniej, grę ściągnąłem z e-mule i zobaczyłem jedno ze śmieszniejszych dzieł mojego ówczesnego życia. Czułem się, jakbym pochłaniał zakazany owoc i poruszał się po dorosłym świecie. Gra jednak w moim dzisiejszym mniemaniu budzi dosyć duże zażenowanie, ale wtedy był to najwyższy laur komedii. Jeśli lubisz się odstresować i roześmiać się rubasznym śmiechem spowodowanym rozwiązywaniem coraz to większych absurdów, to polecam serdecznie.

SKALA ŚMIESZNOŚCI: 6.8 DROZDY NA 10

Im głupsze, tym lepsze

NUMER 7: SERIA LARRY

Skoro już mowa o rubasznym humorze, to nasz kolejny bohater dodaje do tego uzależnienie od seksu i pięknych kobiet. Larry to istna legenda branży, jej niepokorne dziecko, jak też gra, w której nasi ojcowie często chowali rączki pod przysłowiową kołderkę. Przygody tego znakomitego erotomana i seksisty, polegały na podrywaniu atrakcyjnych kobiet, samemu wyglądając jak główny bohater filmu 40-letni prawiczek. Przygodówka miała siedem części, każda kolejna bardziej zboczona i bardziej zaginająca granice dobrego smaku. Niemniej, jeśli lubisz żarty o seksie, dosyć dobrą rozgrywkę z ciekawymi zagadkami i świetne dialogi- ta gra jest dla Ciebie. Szczególnie Siódma cześć cyklu – czyli Miłość na Fali wymaga specjalnych pochwał. Była to bowiem, moim zdaniem najlepsza polonizacja tytułu growego w historii. Jerzy Stuhr w postać naszego bohatera włożył tyle serca i poczucia humoru, że kultowe teksty z produkcji śnią mi się po nocach. Sprawdźcie koniecznie!

SKALA ŚMIESZNOŚCI : 6.9 😉 DROZDY NA 10

Za dużo filmów widziałem, żeby nie wiedzieć jak się to skończy

NUMER 6(66): GHOST MASTER

Kolejny z tytułów poznany w starej dobrej Cybermyszce. Był to dosłownie tytuł, który zwalił mnie z kolan i po dziś dzień pozostaje jednym z moich ulubionych w ogóle. Był to dosłownie symulator straszenia ludzi. Gra, polegała na sterowaniu gromadzie duchów, które płatały straszne figle nieświadomym niczego homo sapiens. Same postacie potworków były istną parodią horrorów – kojarzycie te przestarzałe efekty specjalne w horrorach z lat 50? To właśnie tutaj jest tego od groma. Przerysowane, ale bardzo wyraziste postaci, które były bardzo ironiczne, groteskowe i z wielką dozą czarnego humoru budowały świetny klimat. Co ważne, było ich naprawdę dużo i co poziom odblokowywaliśmy kolejnych straszycieli. Gra od gracza wymagała refleksu, zmysłu logistycznego oraz sprytu w obsadzaniu duchów do straszenia, jak też dużego zrozumienia dla bardzo onirycznego podejścia do śmiechu. Niemniej, ja płakałem ze śmiechu. Gra jeszcze pojawi się na portalu, bo wymaga ode mnie większej analizy, ale jedno jest pewne- wstyd nie znać.

SKALA ŚMIESZNOŚCI: 7,2 DROZDY NA 10

NUMER 5: SĄSIEDZI Z PIEKŁA RODEM.

Wyobraźcie sobie, że jesteście starym, nielubianym przez nikogo zgredem – takim trochę Tadeuszem Drozdą. Prowadzicie życie typowego Janusza, w którym chodzenie w żonobijce, popijanie piwa przy telewizorku i drapanie się w tyłek to rutyna. Nagle jednak, w wasze sielankowe życie wkracza on – śmieszek z telewizji, którego głównym zadaniem jest jak najbardziej uprzykrzyć wam życie poprzez robienie śmiesznych pranków. To właśnie była ta gra. Naszym zadaniem było robienie jak najgłupszych i najbardziej wymyślnych żartów naszemu Sąsiadowi i oglądanie jego reakcji. Wsadzanie jaja do mikrofalówki, dorysowywanie wąsa portretowi Matki, podmianka szamponu do włosów na klej – śmiechu było co niemiara. Żarty musieliśmy jednak tak planować, żeby nasz wróg nas na nich nie przyłapał, bo jeśli zdołał, to bił. Gra napompowana szkolnymi żarcikami wymagała dużego refleksu, planowania i inteligencji. Dużo poziomów, zróżnicowane żarty do wykonania, jak też presja, by ten Janusz nas nie znalazł i wkurzył się jak najmocniej, powodowało, że produkcja była bardzo grywalna. Po sukcesie części pierwszej pojawiła się cześć druga, gdzie robiliśmy psikusy na wakacjach naszego Janusza, ale nie była już tak udana. Niemniej, pierwsza część to klasyk w dziedzinie śmiesznych gier.

SKALA ŚMIESZNOŚCI:7.5 DROZDY NA 10

Kawałek przerwanego kabla, gniazdko i kałuża przed pralką. Brzmi jak śmierć, albo dobra zabawa

NUMER 4: GRIM FANDANGO

To teraz czas na to słynne inteligentne poczucie humoru, a gdy o nim mowa, na scenę wkracza Manuel Cavalera – uroczy, pełen ironii i charyzmy kościotrup-detektyw, który pracuje na zlecenie samej Śmierci, chcąc rozwiązać problemy krainy umarłych. Gra w każdym calu jest arcydziełem- świetna jak na 1998 rok grafika 3D oraz oprawa będąca inspirowana meksykańską kulturą ludową. Produkcja zawiera bardzo dużo odniesień do popkultury i oparta jest o świetne dialogi. Jeśli rozumiesz ironie, noir, oraz lubisz poczucie Humoru z pogranicza Monty Pythona, to nie zastanawiaj się. Niedawno wyszedł remaster Grim Fandango, który odkurza legendę w sposób bardzo dobry i dostępny. Za gierkę odpowiada Lucas Arts, które tym tytułem udowodniło, że może robić rzeczy o wiele lepsze, niż kolejne growe adaptacje Gwiezdnych Wojen.

SKALA ŚMIESZNOŚCI : 7.9 NA 10 DROZDY

Już z samego zdjęcia wylewa się gęsty klimat

NUMER 3: SERIA SAINTS ROW

Gra, która zaczynała jako swoisty klon poczciwego Grand Theft Auto przez cztery części swojej egzystencji, przeobraziła się w jedną z bardziej jajcarskich podejść do tematu gier komputerowych. Nazwać ją parodią gry wyłączną parodią gry studia Rockstar, to trochę tak, jak nic nie powiedzieć- granica absurdu została przesunięta o wiele mocniej. Jak inaczej nazwać grę, w której symulujemy wpadanie pod samochód, żeby wyłudzić odszkodowanie, czy też scenę, w której ratujemy świat przed atakiem terrorystycznym w rytm kiczowatych ballad Aerosmith, niż przejawem najwyższego geniuszu? Gra jest miodna. Po prostu. Świetna grafika, śmieszne bronie (miotacz dubstepu, dildo i wiele, wiele innych), cały czas akcja, rozwałka i bazowanie na kiczu i parodii gatunku sandbox- to nie mogło się nie udać. W każdej z tych gier (no może prócz części pierwszej) scenariusz wciąga Cię od pierwszej, do ostatniej minuty i uderza niczym dresiarz złakniony portfela- niespodziewanie i z całą siłą. Moją ulubioną częścią jest IV i póki co ostatnia, w której wcielamy się w prezydenta Stanów Zjednoczonych, który zostaje porwany przez obcych i musi uratować świat przed ich ekspansją na Ziemie. W tej grze już wszystko jest możliwe. Pojawia się futuryzm, parodia filmów science fiction, latanie odrzutowcem w rytm, Take On Me, jak tez moralny wybór rodem z RPG, Czy dać każdemu człowiekowi na świecie ciastko? Czy jednak uwolnić świat od AIDS? To połączenie humoru kloacznego i intelektualnego to jedno z najlepszych rozwiązań, jakie trafiły się branży. Nie pożałujecie, a ja już czekam na kolejne części tego genialnego tytułu.

SKALA ŚMIESZNOŚCI: 8.2 DROZDY NA 10

No i oczywiście kiczowate wybuchy rodem z lat 80 <3

NUMER 2: DEADPOOL

Ach ten nasz Marvelowy najemnik… nie będzie przegięciem, jeśli powiem, że to jedna z moich ulubionych postaci w komiksach. On, Lobo i masa innych kształtowali moje poczucie humoru już od najmłodszych lat. W zeszłym roku mieliśmy histerię związaną z przygodami Deadpoola, bo film cieszył się dosyć dużą popularnością, ale mało kto wie, że właśnie ten tytuł stoi za całym zamieszaniem. Gra jest mega śmieszna. Przede wszystkim, jest to produkcja, która sama jest świadoma tego, że jest grą komputerową (stąd telefony naszego bohatera do autorów gry, żeby zwiększyli budżet produkcji, jak też odzywki naszego bohatera do samego gracza), jest pełna dosyć seksistowskich żartów, ale też wielkich odniesień do kultury, jak też krytykuje wszystko, co da się krytykować w branży gier. Dostaje się każdemu: producentom, PRowcom, J-RPGom, RPGom, platformówkom, jak też samemu aktorowi dubbingującemu postać. Cały czas się śmiejesz, a to śmieszna cutscenka, a to quick time event, którego byś się nigdy nie spodziewał. Produkcja korzysta też umiejętnie z Uniwersum komiksów Marvela, wiec co niejeden wyjadacz znajdzie bardzo sympatyczny smaczek. Ta gra lubi zaskakiwać, bazować na kontrowersji i wywołać zażenowanie momentami. Niemniej, po skończeniu kochamy naszego Wade’a Wilsona. Całym serduszkiem pokochał tę grę także Ryan Reynolds oraz Tim Miller, którzy postanowili przenieść przygody Deadpoola na wielki ekran. Resztę historii już znamy, Do minusów gry z pewnością należy sterowanie, jak też dosyć krótki czas rozgrywki, ale wszystkie wady rekompensuje wiele godzin śmiechu.

 

SKALA ŚMIESZNOŚCI :9,5 DROZDY NA 10

 

Deadpool z bananem w ręku, chce bym się bał, ja nie czuję leku

NUMER 1: SOUTH PARK: KIJEK PRAWDY

Miasteczko South Park – istna legenda telewizji, najwyższy przebłysk geniuszu Treya Parkera i Matta Stone’a. Dzieło ponadczasowe. Jedni kochają, inni nienawidzą, niemniej, nie można przejść obok tego obojętnie. Nic dziwnego, że ta bardzo rozpoznawalna marka doczekała się gry. Pierwsza z gier sygnowanych logiem tego komediowego dzieła, to straszny crap, który sprawił,że developerzy na długo nie decydowali się wracać do uniwersum. Na szczęście w 2014 roku panowie z Ubisoft zdecydowali się na growe podejście do serialu. To, co zrobili, przerosło oczekiwania wszystkich i stało się fenomenem. Gra jest jak typowy odcinek South Parku, ba, tak nawet wygląda od strony oprawy graficznej. Jest to najprawdopodobniej najbardziej kontrowersyjna gra, w jaką dane mi było grać. Z wielu przyczyn i całkowicie niepoprawnych politycznie żartów, produkcja była zakazywana w wielu krajach, a także cięte były sceny z gry (w tym rewelacyjna misja aborcyjna, w której zabiegu dokonywaliśmy w rytm pieśni religijnej). Jak to w South Parku. Dostał każdy – patologia, mniejszości religijne, katolicy, republikanie, demokraci, ale też twórcy gier. Chłopcy nie szczędzą uwag względem gier, serwując co chwila mniej, bardziej bezczelny komentarz. Humor jest cięty i miesza się z tym kloacznym i intelektualnym. Niemniej gra, która jest parodią starych turowych RPG ze wzorowanymi na legendy arturiańskie bohaterami, sili się też na bycie sandboxem. Możemy spokojnie eksplorować całe miasteczko, poznajemy wszystkich dobrze znanych z serialu bohaterów, zbieramy śmieszne znajdźki (np. dmuchana lalka w kształcie Antonio Banderasa), jak też idziemy do Kanady, oraz mamy możliwość zrobić operację plastyczną, dzięki której będziemy mieli twarz Davida Hasselhoffa. Ta gra jeszcze tu wróci, ale już teraz mówię, warto, w nic śmieszniejszego nie grałem. Spędziłem nad tym 3 dni i nie żałowałem ani minuty. W 2017 roku ma się pojawić druga część gry, premiera jest już przesunięta, ale ja oczekuje.

SKALA ŚMIESZNOŚCI : 10 DROZD  NA 10

 

Cały czas czujemy się jak bohater serialu

PODSUMOWANIE

Robiłem tą topkę z dużym bólem serca. Musiałem odrzucić wiele znamienitych tytułów, wiec proszę o wyrozumiałość, ale ta topka jest najbliższa mojemu sercu. Jak widać, tendencje humorystyczne w grach są różne. Przeważa humor kloaczny, gdyż ten pokazać jest najprościej, ale widać, że developerzy zachodzą w głowę jak urozmaicić graczom śmianie się prosto w ekran. Jeśli macie swoje zestawienie śmiesznych gier, chciałem zaprosić was do komentowania. Zapraszam też do tekstów moich kolegów i do zobaczenia na Good Game Warsaw i Comic Con, gdzie będę. Zapraszam do like’owania, udostępniania i do zobaczenia w następnym tekście.

A imię moje 40 i 4…. witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak”.Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.

Mateusz "Don Mateo" Wysokiński

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.