INDYK NA PARZE #18: Lost and Found Co. to najlepszy hidden object, ale nie dla mnie

Już od dłuższego czasu szukam naprawdę dobrego przedstawiciela gier hidden object. I być może właśnie takiego znalazłem.

Na łamach tej serii przetestowałem kiedyś mocno zwyczajne Sophia the Traveler. Od tamtego momentu zagrałem w parę dem gier z tego gatunku, jednak żadna z nich nie wyróżniała się niczym. Lost and Found Co. zdecydowanie to robi… Jednak nie wiem, czy na dobre.

Dziękujemy Bit Egg Inc. za dostarczenie klucza od gry do recenzji.

Dużo we wstępie niedomówień i wymijania, bo ciężko stwierdzić, czy ten tytuł spodoba się fanom znajdywania ukrytych rzeczy. Lost and Found Co. jest jedną z najlepszych, jak i najgorszych gier hidden object, z jaką miałem przyjemność się zapoznać. Wina takiego stanu rzeczy leży tu po stronie… opowiedzenia fabuły.

Lost and Found Co. Launch Trailer

W grze wcielamy się w Ducky’ego, kaczkę zamienionego w człowieka przez boginię Mei. Razem z nią przyjdzie nam pomagać potrzebującym oraz wyszukiwać przedmiotów, które zgubili. Właśnie aspekt fabuły jest tu niezwykle wyeksponowany. W przeciwieństwie do innych gier tego typu, tutaj duża część to dialogi. Sama historia nie należy do rozbudowanych, a jednak pitolenie postaci bardzo męczy. Gra jest po prostu przegadana i to największy mój zarzut. Całe szczęście gaduły można przewijać i skupić się na samej rozgrywce (historia jest na tyle prosta, że nawet idąc na oślep ją zrozumiecie).

Barierą może być również estetyka i tematyka gry. Mamy tu mieszankę azjatyckich motywów i kultur, nawiązań do anime oraz przaśny klimat. Młodzieżowo-japońskie klimaty brzmią jak koszmar, ale w praktyce da się określić grę jako współczesną bajkę. Niektóre pomysły czy sceny mogą wydawać się dziwne, jednak jeśli uznamy, że jest to gra dla młodszych — jest w porządku. Taka też jest grafika — kolorowa i do tego naprawdę dobrze wyglądająca. Animacje i interakcyjność map robią duże wrażenie. Praktycznie każdy obiekt na planszy można kliknąć, a który to wyda inny dźwięk i inaczej się poruszy. Sporo tu ukrytych smaczków, szafek czy innych piekarników do otwarcia, ale też rzeczy do odkrycia, jako że trudniejsze etapy mają nawet kilka warstw oraz pomieszczeń, do których możemy wejść. Słowem: to bardzo ładna i szczegółowa gra, z toną ręcznie narysowanych assetów.

 Lost and Found Co.

Jak w każdym hidden object, na dole ekranu otrzymujemy listę rzeczy, które musimy znaleźć na danej planszy, najczęściej związane tematycznie. Dodatkowo jednak możemy wykonać zadania opcjonalne. Te są całkiem różnorodne i niekiedy nie mówią nam wprost, czego mamy poszukać. Poziomy są podzielone na te fabularne oraz na Prośby. Związane są daną fabułką; dla przykładu przyjdzie nam przyszykować rodzinę do szkoły i pracy, znajdując pudełka śniadaniowe czy dokumenty. Te zadania zdecydowanie są najprzyjemniejsze. Są one porozdzielane na cztery poziomy trudności — najtrudniejsze etapy są faktycznie bardzo wymagające i nie raz sporo mi zeszło, by wykonać je na 100%. Niestety podpowiedzi nad przedmiotami często nic nam nie mówią. W grze jest system otrzymania dodatkowej wskazówki za znajdźkę, jednak nie można ich wykorzystać na cele poboczne. Przez to jednak rozwiązywanie łamigłówek trochę męczy.

Co zaskakujące, gra ma również drugie dno. Po zakończeniu etapu, wracamy do naszego huba. Tam możemy, oprócz dodatkowych porcji dialogów, odkryć zupełnie poboczną zawartość. Z wykonywanych zadań otrzymujemy monety, te natomiast wydajemy w sklepiku z elementami otoczenia. Działa to tak, że między misjami możemy udekorować pokój Ducky’ego. Proste to i słodkie, choć nie wiem, na ile ten system was przyciągnie.

Z technicznych rzeczy, tytuł działa bez zarzutu na Steam Decku. Tylko jaki wariat chce wpatrywać się w małe grafiki na małym ekranie? Ogólnie nie pogardziłbym możliwości jeszcze większego przybliżania. Największą wadą jest zdecydowanie brak polskiej wersji językowej. Niby można olać fabułę, a fatalne podpowiedzi pominąć, ale jednak jest to gra dla młodszych, i to z sporą porcją dialogów.

Lost and Found Co.

Lost and Found Co. jest bardzo dobrze zrobioną grą, pomimo że kierunek artystyczny i sposób przedstawienia rozgrywki może być ciężkostrawny nawet dla fanów gatunku. Ostatecznie trudno nie pogratulować twórcom naprawdę ładnej grafiki czy potężnemu dopracowaniu rozgrywki. Jest to też gra całkiem długa i zróżnicowana, próbująca odświeżyć hidden object dopowiadając jakąś tam historyjkę i wprowadzając parę miłych mechanik. Jeśli graliście już w Hidden Through Time i inne podobne tytuły, dajcie szansę Lost and Found Co., bo możecie odkryć w niej perełkę.

Całą serię Indyk na Parze znajdziecie w tym miejscu.

INDYK NA PARZE #2: Sophia the Traveler, czyli Wally Wally’emu nierówny

Rembus

Humanista, pasjonat historii i języków obcych (przede wszystkim angielskiego) oraz j. polskiego. "Pececiarz" od urodzenia, choć posiada obydwie kieszonsolki Sony. Spokojny człowiek, który lubi pisać to, co czytacie :P.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *