fbpx

Mad Max: Na Drodze Gniewu – recenzja filmu

Rok 2019 jest wyjątkowy dla serii Mad Max. Od dwóch tygodni na Netfliksie dostępna jest część czwarta kultowego cyklu. Co więcej, już za dwa miesiące minie 40 lat od debiutu oryginalnej odsłony; a za równy kwartał przypada nie tylko czwarta rocznica kinowej premiery Fury Road – recenzowanego filmu – któremu zawdzięczamy grową adaptację w wykonaniu Avalanche Studio, ale także wejście na półki sklepowe gry Rage 2, inspirowanej Mad Maksem właśnie.

W niniejszym tekście skupię się jednak na najnowszej filmowej odsłonie przygód “bezimiennego człowieka pustyni”. Po uprzednim maratonie oryginalnej trylogii – oraz seansie najmłodszego tytułu z serii – jestem w stanie dostrzec różnice pomiędzy tymi filmami, które akurat nie zawsze wychodzą na dobre Drodze Gniewu, ale po kolei.

Już przeglądając same fotosy czy trailery, można dostrzec znaczącą przepaść między trylogią a recenzowanym tytułem. O ile klasyczne odsłony były wyprane z kolorów, o tyle w Fury Road barwy są przesycone, przejaskrawione, z dominującymi elementami pomarańczu i błękitu. Za to szybka akcja, która wcześniej współgrała ze światem oraz historią bohaterów, teraz zaczęła wysuwać się na pierwszy plan, w ostatnich 30 minutach recenzowanego filmu rozkręcając się na maksa. Niemniej, gdyby spróbować porównać część czwartą do trylogii, to najbliżej jej do drugiej odsłony cyklu, o podtytule Wojownik Szos.

mad max na drodze gniewu recenzja
fot. Warner Bros.

Poza wyżej wymienionymi elementami, Na Drodze Gniewu nie redefiniuje zbytnio niczego, z czego zasłynął Mad Max. George Miller – ojciec klasycznej trylogii – zadbał o to, by duch marki pozostał w jego nowym dziele. I tak oto mamy wymarłe pustkowia, ludzkie osady rządzone przez szaleńców, żądnych krwi zmotoryzowanych gangsterów, bezwzględną brutalność oraz poszukiwanie lepszego miejsca do życia. Oraz, oczywiście, bohaterem ponownie jest tułający się po świecie “Mad” Max Rockatansky (tutaj Tom Hardy, zastępujący Mela Gibsona) – którego dręczą duchy przeszłości, i który po raz kolejny jest zmuszony, wbrew własnej woli, pomóc uciemiężonym ludziom. Tym razem gnębioną grupą są niewolnice władcy Cytadeli, które postanawiają uciec wraz z Cesarzową Furiosą (Charlize Theron). Co ciekawe, w rolę Wiecznego Joe – władcy Cytadeli – wcielił się Hugh Keays-Byrne, który zagrał Obrzynacza w Mad Maksie z 1979.

mad max na drodze gniewu recenzja
fot. Warner Bros.

Pod kątem wizualnym, omawiany obraz to jest po prostu dzieło sztuki. Charakteryzacja i scenografia stoją na najwyższym możliwym poziomie, uwydatniając bogaty w detale postapokaliptyczny świat. To, do czego przyzwyczaiła nas druga i trzecia część w kostiumach, pojazdach i w ogóle kreacji świata – i co nieraz było wyjątkowe, a nawet absurdalnie pokręcone – w najnowszej odsłonie zostało podniesione do kwadratu, jeśli nie sześcianu. Sceny akcji natomiast zapierają dech w piersiach i otwierają usta ze zdziwienia, odsłaniając profesjonalizm kaskaderów i ludzi od efektów specjalnych. Dynamiczne ujęcia, choć pełne adrenaliny i wypełniające sporą część projekcji, na szczęście zostawiły trochę miejsca spokojniejszym fragmentom, przez co fotogenni epileptycy oraz inne osoby “uczulone” na przesadną skoczność i szybkość ujęć nie powinny narzekać. Trzeba jednak wiedzieć, że brak pełnego wypełnienia filmu werwą bywa tu bronią obosieczną, bo lżejsze sceny sprawiają, że film nieprzyjemnie się dłuży – a metraż tytułu wynosi równe dwie godziny.

Powyższy fragment jest wyjęty z Wojownika Szos – ale nasycona kolorystyka i odpowiedni dobór dźwięków są w stanie oszukać widza, że ma do czynienia z częścią czwartą, lub w ogóle współczesnym filmem.


Wstrzymałbym się jednak z poleceniem tego filmu każdej osobie, nawet fanowi opus magnum George’a Millera. Na Drodze Gniewu to taki trochę kot Schrödingera, zdradzający paradoks i oksymoron: Fury Road ma w sobie dużo Mad Maksa, a jednocześnie go nie ma. Mnie bardzo brakowało świetnej, dynamicznej sceny pościgowej otwierającej film; również, moim zdaniem, poczucie tragizmu i katastrofizmu gdzieś wyparowało. Moje największe zastrzeżenia jednak dotyczą postaci Maksa: czołowy protagonista często umyka kamerze i widzowi, pozwalając wyjść na prowadzenie pozostałym bohaterom, a Rockatanksy w interpretacji Hardy’ego – choć na swój sposób uroczy w tym całym jego egoizmie – już nie ma takiej charyzmy jak ten u Gibsona. Serio, momentami miałem wrażenie, że tytułowy bohater jest postacią drugoplanową!

mad max na drodze gniewu recenzja

Mad Max: Na Drodze Gniewu mógłby być bardzo dobrym, jeśli nie nawet wybitnym filmem, gdyby potraktować go jako spin-off, a nie pełnoprawny sequel serii. Jestem jednak w stanie dostrzec wiele zalet, do których bez wątpienia należą pozostali aktorzy, którzy spisali się na (złoty) medal, a także wizualna warstwa artystyczna, muzyka i dźwięki (szczególnie polecam odsłuchać kawałek o nazwie Brothers in Arms) oraz efekty specjalne w scenach akcji. Film z Tomem Hardym to miły dla oka i pełen szaleństwa festiwal wybuchów, żywych kolorów, efektownych strzelanin oraz widowiskowych kraks i stłuczek – ale jako dramat post-apo trochę zawodzi. Niemniej, Fury Road zmył plamę na honorze, jaką była część trzecia z Tiną Turner. Jeśli wzrostowa tendencja się utrzyma, to Mad Max: The Wasteland – który pierwotnie był zaplanowany na końcówkę tego roku – ma szansę nawet przebić fenomenalną “dwójkę”.


Na moim blogu za to przeczytacie recenzję pierwszej odsłony Mad Maksa.

Z wykształcenia politolog i dziennikarz, z zamiłowania bloger. Oprócz grami, interesuje się także kinem i astronomią. Propagator krytycznego myślenia i poprawnej polszczyzny – czy też, pisząc z duchem języka internetowego: gramatyczny nazista – tak dobry, że może sprawdzić Twoją pracę dyplomową lub inny tekst, a także udzielić korepetycji z WOS-u. Swoje felietony na temat historii, problemów społecznych i memów internetowych publikuje na blogu bednarskiprzemyslaw.pl – tam też można znaleźć szczegóły oferty usług korektorskich i korepetytorskich.

Przemysław Bednarski

Z wykształcenia politolog i dziennikarz, z zamiłowania bloger. Oprócz grami, interesuje się także kinem i astronomią. Propagator krytycznego myślenia i poprawnej polszczyzny – czy też, pisząc z duchem języka internetowego: gramatyczny nazista – tak dobry, że może sprawdzić Twoją pracę dyplomową lub inny tekst, a także udzielić korepetycji z WOS-u. Swoje felietony na temat historii, problemów społecznych i memów internetowych publikuje na blogu bednarskiprzemyslaw.pl – tam też można znaleźć szczegóły oferty usług korektorskich i korepetytorskich.