fbpx

RETROMANIAK#19 – KANGUREK KAO

Gdy w dyskusji ze znajomymi padnie hasło „gra komputerowa z Polski”, to często jedyną rzeczą, jaką mamy na myśli to ponure i pokaleczone oblicze Geralta z Rivii, który jest kojarzony jako sukces twórców z kraju nad Wisły. Nie pamiętamy jednak o pewnej historii sprzed 17 lat, gdy jedyny na świecie kangur rodem z Rzeczypospolitej podbijał zachodnie rynki i był naszą odpowiedzią na najbardziej legendarne platformówki w historii.

Dzisiaj w 19 części naszej przygody po świecie produkcji starszych, chciałbym zabrać was na spotkanie z grą, którą swego czasu miało każde dziecko w Polsce – Kangurkiem Kao.

ZARYS HISTORYCZNY

Ach te słynne lata 90. „Macarena”, „Randka W Ciemno”, mocna w piłkę nożną Brazylia, istnienie takich legend muzyki jak Nirvana i Alice In Chains. Czas wielkiego rozwoju techniki i pojawiania się nowinek jak internet, telefon komórkowy, czy może najważniejszego dla graczy – PlayStation 1, które z miejsca stało się hitem na całym świecie. Przy szarym, niepozornym pudle gromadziły się tłumy miłośników elektroniki i z zapartym tchem oglądało zmagania na sprzęcie od Sony.

Były to czasy wielkiej popularności bardzo kolorowych platformówek. Każdy, kto miał w tamtym czasie tę legendarną konsolę, bez problemu wyrecytuje takie tytuły jak: Crash: Bandicoot, Spyro, czy Rayman. Te barwne i wciągające produkcje zyskiwały wielkie grono fanów, a co za tym idzie – zarabiały krocie. Zachęcone takim stanem rzeczy, nasze rodzime studio, Tate Interactive,  za punkt honoru wzięło sobie stworzenie bohatera i gry, która mogłaby konkurować z wielkimi produkcjami ówczesnego przemysłu. W takich oto okolicznościach 23 listopada 2000 roku na świat przyszedł on, bohater dzieciństwa, o żółtym futrze i w rękawicach bokserskich – Kangurek Kao.

Gość każdego, polskiego domu

Gra w momencie premiery sprzedawana była w bardzo okazyjnej, jak na dzisiejsze standardy, cenie 49 złotych. Jeśli dodamy do tego fakt, że KAO pojawił się nie tylko na PC, ale też na konsole GameBoy i SEGA Dreamcast, możemy uznać, że developerzy albo byli przekonani o potencjalnym geniuszu swojego tytułu, albo byli ryzykantami, którzy nie bali się skrzyżować rękawic z wielką, istniejącą wtedy,  konkurencją. Ambicje były wielkie – gra dystrybuowana była nawet na rynek amerykański, który, mogłoby się wydawać, widział już wszystko. Jakie więc musiało być zdumienie, gdy okazało się, że Polacy mają w kieszeni hit, który sprzedał się w nieprawdopodobnej i niemożliwej wtedy,  dla polskiego wydawcy, ilości. Czym i kim jednak był tak naprawdę Kangurek Kao?

Z ZIEMI POLSKIEJ, DO MELBOURNE

Przygodę z naszym sympatycznym, boksującym jegomościem, zaczynamy w Australii, gdzie nasz torbacz wiedzie udany i nieskomplikowany żywot Kangura. Wszystko zmienia się jednak z przybyciem kłusowników. Antagonista – Myśliwy, porywa naszego Kao, separując go od rodziny. Torbacz jednak nie poddaje się i po znalezieniu wielkich, czerwonych rękawic bokserskich rusza w niebezpieczną drogę po całym świecie do domu. Fabuła jest więc bardzo prosta i w samym założeniu zapowiada wiele przygód.

Gra podzielona była na etapy, w których nie brakowało elementów platformowych, walk z bossami poszczególnych światów, w których znajdował się Kao, czy etapów bardziej zręcznościowych, takich jak chociażby jazda na skateboardzie. Po włączeniu gry naszym oczom ukaże się piękna, ale dzisiaj już bardzo przestarzała grafika 3-D, która jest bardzo barwna, kontrastująca i zapadająca w pamięć. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że wyglądała idealnie tak, jak gry rodem z PlayStation 1, co wcale nie było tak proste i oczywiste w tamtych, kanciastych dla warstwy wizualnej, czasów. Jednak z biegiem czasu i lat, dostrzegam tutaj pewne nieścisłości w wersji na PC, które te dobre 17 lat temu mi nie przeszkadzały, ale teraz trochę jednak rażą. Developerzy byli tak zapatrzeni na konsole od Sony, że próbowali skopiować, a raczej powielić rozwiązania dla pracy kamery, które owszem, sprawdzały się dla takiego Crasha. Tutaj jednak kamera często się gubi i nie jest zbyt wygodna, ale kto by na to zwracał uwagę, skoro tyle przygód po drodze.

Tak jak każda platformówka, Kao oferował bogatą i różnorodną liczbę przeciwników i trudnych bossów, występujących w każdym obszarze gry. Powiem szczerze, że nawet dzisiaj, przechodząc tę grę po latach, niektóre poziomy były dla mnie po prostu ciężkie, a tytuł lubi karcić. Żeby jednak nie zniechęcać dzieci i nie tworzyć „dziecięcych Soulsów”, to bardzo dobrze rozwiązany jest mechanizm zbierania monet, gdyż za ich określoną liczbę dodatkowe życie się regenerowało. „Kangurek” miał też świetne tempo rozgrywki; na ekranie cały czas coś się dzieje, animacje i zróżnicowane otoczenie budzi radość i wciąga nawet dziś.

Na pochwałę zasługuje też soundtrack, który może i trochę nie pasuje do gier tego typu, ale dzięki swojemu bardziej wyciszonemu i stonowanemu brzmieniu nie zestarzał się tak mocno, jak produkcje na PS1, jak też nie przeszkadza w emocjonującej rozgrywce. Polska scena elektronicznej rozgrywki, po raz pierwszy znalazła się na salonach, z których niestety, dosyć szybko wyszła…

Upadek z tej wysokości byłby ostatnim, w życiu Kao

ALE TO JUŻ BYŁO

O ile w Polsce gra spotkała się z gorącym i serdecznym przyjęciem, o tyle na rynku światowym poradziła sobie średnio. Pomimo odnotowania dobrego wyniku finansowego w USA, to za oceanem takie rzeczy, już po prostu były. Gra, pomimo wielkiego podobieństwa do klasyków gatunku, nie była w stanie wybić się ponad konkurencje. Była tak dobra, jak wszystkie inne gry, ale nie wniosła swoją obecnością nic. W dużej mierze sukces na rodzimym podwórku podyktowany był niską ceną, w trakcie premiery. Niespełna 50 złotych za tytuł, który wchodził do sklepów, zawsze był okazyjną ceną. Wówczas, gdy samo PlayStation, dla przeciętnego Kowalskiego było wielkim wydatkiem, a produkcje na sprzęt Sony zawsze dużo kosztowały, o tyle Kangurek Kao, który był kilkukrotnie tańszy i oferował, w generalnym zarysie wszystko to, co taki, chociażby Spyro, okazywał się całkiem niezłym i sympatycznym zamiennikiem.

Po wielkim sukcesie pierwszej części twórcy zdecydowali się na kontynuacje, która była całkiem niezła i w pewnym procencie powtórzyła sukces poprzedniczki, jednak żeby być szczerym, była niemalże kopią trzeciej części RayMana. Duży problem zaczął się jednak przy trójce, widać było już wtedy brak pomysłów, jak też fakt, że wtedy platformówki dla dzieci zaczęły się powoli przejadać całemu światu. Pomimo dużego wsparcia ze strony polskich mediów, a może przede wszystkim magazynu Cybermycha, który zawsze pisał pochlebnie o naszym torbaczu, a nawet zamieścił w ciągu swojego życia wszystkie trzy gry z naszym torbaczem, to tytuł bezpowrotnie upadł w 2005 roku. Sprzedaż, która kiedyś była bardzo wysoka, pikowała w dół, a publiczność, która kochała pierwszego Kangurka, zestarzała się i była już zbyt dojrzała na kolejną przygodę z tym kultowym bohaterem.

PODSUMOWANIE

Patrząc na historie gry, można powiedzieć, że jest ona smutna. Może gdyby twórcy szybciej wymyślili Kao, to dzisiaj byłby to tytuł porównywalny do klasyki? Według mnie jednak, Kangurek to bohater dzieciństwa, do którego z wielką nostalgią powróciłem pisząc tego Retromaniaka. Bardzo bym chciał, żeby i on doczekał się remastera i mógł oczarować nowe, młode pokolenia graczy. Jak jednak będzie? Czas pokaże.

Dziękuje wszystkim za dzisiaj, do zobaczenia w następnym tygodniu, gdzie będziemy świętować dwudziesty odcinek retro-cyklu i z tego powodu zaproszę do niego gościa specjalnego. Teraz się z wami żegnam i zapraszam na naszego Facebooka, gdzie jak zawsze dużo się dzieje, jak też na kanał na YouTube. Do zobaczenia!


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubksrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.

Avatar

Mateusz "Don Mateo" Wysokiński

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.