Cult of the Lamb + Woolhaven DLC – recenzja po latach [STEAM DECK]

Cult of the Lamb to jedna z najsłodszych i równocześnie najmroczniejszych gier, w jakie zagrałem. Jakim cudem to połączenie pasuje!?

Wydana w 2022 r. produkcja Massive Monster zyskała z miejsca niemałą popularność. Był to okres, w którym gatunek roguelike doszedł już do perfekcji dzięki takiemu Hadesowi i ciężko jest obecnie coś innego wymyślić. W tym samym roku zadebiutował jednak Vampire Survivors, który pokazał, że się da oraz osadził kierunek na nowe tory. Kult Baranka wszedł na scenę z pomysłem, jak połączyć stareńki system pamiętający The Binding of Isaac z całkiem unikatową rozgrywką, jak i również z odważną tematyką. W której innej grze możemy uśmiercać naszych wyznawców za pomocą zup z łajna? Albo poświęcić ich w rytuale bestii niczym ze świata Lovecrafta? Przy takim mrocznym klimacie nie mogłem uwierzyć, że gracze publikują swoje pięknie udekorowane obozy oraz fanarty z uroczym barankiem. Dlatego zdecydowałem się po raz pierwszy odpalić grę (wraz z DLC Woolhaven, o którym również opowiem) w 2026 i sprawdzić, co jeszcze ten tytuł ma do zaoferowania.

Kod otrzymaliśmy dzięki Welcome to GOG.com | best PC games DRM-free

Świat

Naszą przygodę w odmęty okultyzmu zaczynamy… śmiercią głównego bohatera — baranka. Nie po myśli temu jest Ten, Który Czeka, demoniczna istota, która postanawia uratować go z rąk oprawców oraz powierzyć rolę guru. Celem staje zbudowanie kultu i zemsta na czterech Biskupach Starej Wiary.

Świat, po którym będziemy się przemieszczać, wyjęty jest niczym z jakiejś kreskówki. Spotkamy tu humanoidalną rybę uprawiającą wędkarstwo, grzyba będącego wiecznie na haju, czy nikczemnego węża. Każda postać jest więc parodią i zawsze wprowadza humor do tego dość brutalnego świata, w którym fanatyczna religia gra pierwsze skrzypce. Kontrastów tu dużo, ale całość sprawia wrażenie miłej, nawet cozy gry.

Cult of the Lamb

Rozgrywka

Ciężko jednoznacznie powiedzieć, czym jest Cult of the LambRoguelikem, a i owszem, ale równocześnie symulatorem, grą strategiczną oraz logiczną. Uproszczę jednak ten zaskakująco złożony ekosystem do dwóch filarów: rogalikowej walki oraz strategicznej warstwy tworzenia kultu. Zacznijmy od tego drugiego.

Nasz obóz służy jako baza wypadowa. Stąd wybierzemy się na następną potyczkę i sprzedamy lub kupimy łup. Tutaj również odblokujemy nowe bronie czy umiejętności. Jednak na tym kończy się jakikolwiek roguelikeowy element — albowiem w Cult of the Lamb można grać jak city buildera. Obóz można dobrowolnie urządzać, budując namioty, ołtarze, farmy czy cmentarz. To wszystko jest wymagane, by zaspokoić wymagania naszych kultystów. Muszą oni spać, jeść (i to nie byle co, bo w grze są dziesiątki przepisów), gdzieś się załatwiać, modlić się i pracować. Wszystko w imię demonicznego baranka. Twórcy odważnie podeszli do zarządzania naszymi obozowiczami — nigdy wcześniej nie widziałem aż tak zaawansowanej interakcji z NPC w podobnej gatunkowo grze. Możemy ich błogosławić, dawać prezenty czy głaskać (sic!), przez co zwiększy się ich lojalność. Dużo również zależy od leczenia ich z chorób oraz wykonywania prostych próśb. Z drugiej strony, jeśli będziemy im przeszkadzać w rozmowach, nie wysłuchiwać albo robić czegoś, czego nienawidzą (każdy ma zdefiniowane zalety i wady) to stracą do nas zaufanie. Gdy do tego dojdzie, mogą zachęcać innych do bluźnierstwa. Takich jegomości możemy zakuć w dymy i wyedukować, w co mają wierzyć bądź po prostu się poprawić.

Zarządzanie kultem idzie jednak w jeszcze mocniejszy ton. Bowiem nasze owieczki są naszym najważniejszym towarem, którym handlujemy. Możemy ich poświęcić, by zdobyć punkty doświadczenia (szczególnie warto tych najstarszych, bo każdy może umrzeć ze starości), zaoferować grzybki halucynogenne, które zaślepią ich miłość w nas, a także dzięki nieszczęśnikowi wskrzesić się podczas walk w ramach za jego życie. Wiele razy zdarzyło mi się poświęcić nie tego członka, którego chciałem albo ugotować zupy zrobione z odchodów (!), które zabiły mi połowę obozu. Jednakże nigdy nie czułem, że gra czegoś mi nie powiedziała albo że zrobiłem duży błąd. Wszelkie straty i rebelie da się szybko naprawić znajdując kolejnego wyznawcę i dalej wymyślać potworne pomysły, jak wykorzystać nasze owieczki. Ta gra jest chora, ale w niepokojąco przyjemnym i relaksującym klimacie.

Cult of the Lamb

Drugim filarem jest standardowy dla gier tego typu zaliczanie runów”. Celem gry jest pokonanie biskupów, potężnych istot, którzy również zbudowali wokół siebie grono wrogich nam wyznawców. Aby do delikwenta dotrzeć, musimy czterokrotnie przejść przez zestaw całkiem krótkich wyzwań. Działa to identycznie w podobnych grach od czasu The Binding of Isaac — wchodzimy do pokoju, walczymy, idziemy dalej i tak do końca bossa. Roguelikowość” czuć tu przede wszystkim w generowanych losowo broniach, pomieszczeniach oraz kartach. Te ostatnie to perki zdobywane u handlarzy poukrywanych w lochach”. Nie jest to deck builder, jako że nie jesteśmy w stanie wybrać najlepszych skilli przed walką. Wśród nich znajdziemy dodatkowe serce, szybsze atakowanie czy większe obrażenia zadawane nocą (czas gry nie zatrzymuje się podczas eskapad, przez co warto dobrze zaopatrzyć obóz w jedzenie przed wyprawą). Te lepsze karty trzeba odblokować, czy to kupując je w różnych miejscach w grze, otrzymując z zadań czy pokonując bossów. To samo tyczy się dekoracjom; ozdoby i inne bajery do naszego obozu musimy wpierw odkryć, by je umieścić w świecie gry. Wszelkich znajdziek jest w bród, przez co miną długie godziny, zanim odkryjecie wszystko, co gra ma do zaoferowania.

Rozbudowa kultu i walki bardzo mądrze się zazębiają. Podczas runów pozbieramy dużo jedzenia i surowców potrzebnych do rozwoju wioski. Natomiast dzięki wbijaniu poziomu naszej wiary odblokujemy wiele dodatkowych ulepszeń, tj. dodatkowe obrażenia czy serca (zostają na zawsze). Przez to żaden z tych dwóch filarów nie jest tylko dodatkiem, a integralną częścią gry. Nie uważam jednak, że roguelike’owe potyczki są interesujące. Niestety Cult of the Lamb nie udało się mnie zachęcić do odpalenia tej przysłowiowej jeszcze jednej rundy”. Potyczki przelatuje się praktycznie z automatu, anihilując wszystko, co się rusza, aż do całkiem przyjemnych starć z bossami. Walka sprowadza się do — jak to niektórzy nazywają — dodge slopów, czyli klikania klawisza uniku non-stop. Sprawdziłem raz przejść etap bez używania spacji i zginąłem szybko, co nie zdarzyło mi się to ani razu, gdy cały czas doskakiwałem do wrogów. Tak nie powinny wyglądać walki — Wiedźmin 3 jest tego dowodem. Dochodzą też co prawda ataki silne, dystansowe za pomocą specjalnej broni oraz relikty, czyli umiejętności specjalne, ale nie grają tu ważnej roli — wszelkie skille używałem dopiero na bossa, który bardzo szybko padał. Nie nazwałbym potyczek baranka za nieprzyjemne, wszystko w tej grze jest na dobrym poziomie, jednak znacznie bardziej wolałem po prostu zostać w obozie i ze spokojem ją rozbudowywać. A jak nie, to zostaje jeszcze wiele aktywności pobocznych, takich jak łowienie ryb czy granie w prostą grę w kości.

Cult of the Lamb

Grafika i dźwięk

Nietypową atmosferę akompaniuje równie ciekawa warstwa audiowizualna. Cult of the Lamb przypomina pięknie animowaną kreskówkę 2D, jednak w pełnym trójwymiarze. Twórcom bardzo dobrze wyszło zbalansowanie tych dwóch światów, przez co postacie nie wyglądają jak wzięte z Paper Mario. Efekt ten bierze się zakrzywionej kamery — trzeba do niej się przyzwyczaić, ale pełni swoją funkcję. Gorzej wypada dla mnie ostrość samej oprawy, wydawała mi się ona przytłumiona kolorami i momentami zbyt pstrokata. Może to przez filtr albo po prostu za słaby sprzęt? W każdym razie w ruchu wygląda świetnie, a większość roboty robią tu fantastyczne animacje i sam klimat.

Klimat buduje tu też muzyka i dźwięk. Usłyszymy tu bardzo nietuzinkowe utwory, raz niepokojące, a raz wręcz wyjęte niczym z sympatycznej kreskówki. Głosy przyjaznych postaci również brzmią niczym z bajek, niekiedy tylko podbite głębokim filtrem. Nawet jeśli nie zamierzacie zagrać, sprawdźcie sobie gameplay bez komentarza — warto ujrzeć nietypowy kunszt autorów.

Cult of the Lamb

Jakość

Kult Baranka przeszedł od swojej premiery długą drogę, przez co naturalnym jest niewielka ilość błędów. Mogę co najwyżej psioczyć na dziwną optymalizację i błędy graficzneGrając na Steam Decku trudno było utrzymać stałe 60 FPS; klatki szalały w zależności od sytuacji. Podczas dynamicznych starć można spokojnie grać bez zacinek, jednak chodzenie po obozie już takie przyjemne nie było. Różnica między tymi obszarami to aż 30 klatek! A gdy otwieramy jakieś drzewko ulepszeń, to już w ogóle. Mówimy tu o ustawieniach wysokich i ultra, na niskich tego aż tak nie doświadczycie. Jeśli planujecie grać na ekranie full HD, to zdecydowanie sięgnijcie po Lossless Scaling. Nie uświadczyłem przy nim żadnych błędów i opóźnień, a obraz stał się bardzo stabilny. Winą braku optymalizacji jest fatalne zarządzanie rdzeniami procesora, czego twórcy nie byli w stanie naprawić od premiery. Warto też wspomnieć, że tytuł nie ma spolszczenia. Na plus zdecydowanie jest dodany po premierze tryb kooperacji, dzięki którym rozgrywka dostaje kolorytu.

Cult of the Lamb

Woolhaven DLC

Teraz parę słów o dodatku Woolhaven wydanym w zeszłym roku. W sklepie znajdziecie również parę innych DLC, jednak są to głównie skiny i mniejsze duperele (może oprócz Pilgrim Pack dodającym jedno dłuższe zadanie). Akcja rozgrywa się w zupełnie nowej, mroźnej krainie rządzącej przez Yngya, Matkę Baranków. Prosi nas, abyśmy odnaleźli jej dziesięć sługusów zagubionych gdzieś w WoolhavenWyruszamy więc w drogę walcząc z nowymi przeciwnikami, eksplorując różne biomy oraz wyposażając się w nowe bronie. Pomimo że schemat rozgrywki pozostaje bez zmian, DLC zaoferuje naprawdę sporo nowości. Od zadań pobocznych, w których odblokujemy naprawdę potężny osprzęt, po wcześniej nieobecne zagadki środowiskowe, skończywszy na bardziej zróżnicowanych bossach, które są też znacznie trudniejsi od Biskupów z podstawki.

Zmieniają się również lokacje z podstawki. Dla przykładu tam, gdzie kiedyś łowiliśmy ryby, zamarzło jezioro, przez co możemy odkryć co znajduje się na drugim brzegu. Cięższe życie będą mieli nasi podopieczni, którzy od teraz mogą zamarznąć. Musimy postawić piecyki, a farmy przestają być nielimitowanym źródłem pożywienia. Dodajmy do tego burze śnieżne czy wilki napadające na kult, a otrzymamy nieliche wyzwanie. Zdecydowanie Woolhaven jest przeznaczone dla graczy, którzy zakończyli podstawkę.

Do gry dodano również nowe, oddzielne drzewko ulepszeń. Aż szkoda, że nie możemy ich kupić w podstawce, bo stacja zadań automatyzująca zarządzanie kultem czy możliwość poszerzenia jego granic to spore nowości. Otrzymujemy również nową walutę — wełnę — oraz dostęp do wielu zwierząt hodowlanych. Nowości jest o wiele więcej, jednak gdzieś trzeba się zatrzymać w tej recenzji. Woolhaven to obowiązkowy zakup dla każdego, któremu podstawka się jeszcze nie znudziła. To prawdziwe i bogate rozwinięcie barankowej przygody. Tak dodatki do gier powinny wyglądać — warto!

Cult of the Lamb | Woolhaven Release Trailer

Ocena

Kończąc tę recenzję trochę zastanawiam się, czy przytłaczająco pozytywne na Steam nie są aby trochę na wyrost. Potwierdzam, że Cult of the Lamb jest grą bardzo dobrą; można zachwalać piękną grafikę wraz z unikatowym klimatem, sporo zawartości i przyjemną rozgrywkę, tego jej nieodbieram. Gra jest jednak  najwyższej klasy fastfoodem, mieszającym wiele mechanik i gatunków gier, jednak szybko się nudzącym. W ostatnio granym przeze mnie Ball x Pit cykl jest uzależniający, a każdy ukończony run zawsze daje satysfakcję oraz wizję postępu. Kult Baranka za to mami — wzbogaconą, ale jednak — rozgrywką z 2011 r. oraz city builderem, który jest minimalistyczny, przez co nie zachęca do grania w dłuższych sesjach. Ostatecznie jednak bawiłem się dobrze i jest to gra warta poznania… choć tylko przelotnie.

Serious Sam: Tormental – recenzja [PC] – Sam w formule The Binding of Isaac

Cult of the Lamb: The Fate of the Lambs
8/10
  • Świat: 8/10
  • Rozgrywka: 7/10
  • Grafika: 9/10
  • Dźwięk: 9/10
  • Jakość: 7/10
Zasiadając do Cult of the Lamb raczej niezakładałem, że zerwę przy niej nocki. Okazało się, że znudziła mnie jeszcze szybciej, choć ciężko mi powiedzieć dlaczego. Gra zachwyca stylem i klimatem, który bardzo trudno znaleźć gdzie indziej, oraz przyjemnymi mechanikami. Nie da się jednak stworzyć grę dla każdego, w tym przypadku dla fana roguelike’a oraz coś w rodzaju Stardew Valley. Jest to gra bardzo dobra, jednak niezachęcająca do jej odpalania – niezwykły paradoks.

Platforma testowa SD

  • Steam Deck 64 GB
      • +Nietypowy i uzależniający klimat pełen groteski
      • +Sporo zawartości
      • +Uroczo-straszna grafika i dźwięk
      • +Duże możliwości zarządzania kultem
      • +(Świetny Woolhaven)
      • Nuży przy dłuższych posiedzeniach
    • Wytarte lub nieangażujące mechaniki
    • Problemy technicze i brak wersji polskiej

    Jak oceniamy gry?

Rembus

Humanista, pasjonat historii i języków obcych (przede wszystkim angielskiego) oraz j. polskiego. "Pececiarz" od urodzenia, choć posiada obydwie kieszonsolki Sony. Spokojny człowiek, który lubi pisać to, co czytacie :P.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *