Felieton Growy #4: W podróży i w poczekalni, czyli kilka słów o mobilnym graniu

Dzisiaj będzie nieco historii, trochę wspomnień, a i przemyśleń też nie zabraknie. Nuda w podróży czy długa kolejka w poczekalni to coś, z czym wiecznie się mierzymy. A gdyby tak umilić sobie ten czas? W końcu komu nie zdarzyło się okazyjnie zagrać w węża na telefonie…

Prywatnie nie uważam, że kiedyś dzieciaki lepiej bawiły się bez elektroniki. Najwidoczniej jestem w mniejszości, ale z bólem głowy wspominam okropną nudę podwórkową. Na moim osiedlu panowały wieczne pustki – nic dziwnego, skoro całą infrastrukturę tworzyły dwa bloki, trzepak, piaskownica i jedna ławka. Nawet nie było gdzie kopać w piłkę. Przyznam, że w tamtych czasach nieraz wolałem pograć w domu, niż nudzić się z rówieśnikami z okolicy. Pamiętam, jaką popularnością cieszył się wtedy GameBoy! Koledzy mieli te z kolorowymi wyświetlaczami, ja musiałem zadowolić się starszym, monochromatycznym. I tak był genialny!

Jest coś wyjątkowego w tej konsolce

Granie w plenerze kiedyś nie było tak popularne, bo i urządzeń, które to umożliwiają, było nieporównanie mniej. Dzisiaj żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości, w której mamy dostępne całe spektrum urządzeń do grania poza domem. Nigdy wcześniej nie mieliśmy aż takiego wyboru, więc warto rzucić okiem na choćby kilka z nich. Multum możliwości może jednak sprawiać nam pewną trudność – jak w całej palecie dostępnego sprzętu znaleźć coś, co sprawdzi się w naszym przypadku? W końcu każdy z nas ma inne oczekiwania wobec gier. Z jednej strony gry mobilne mają umilić nam kilkanaście minut z życia, a nie porwać nas na kilka godzin, nie oczekujemy więc od nich wciągających historii, tylko solidnego gameplayu, który nie wymusza na nas pełnej koncentracji. Z drugiej – wciąż lubimy przesiąknąć klimatem danej gry, a możliwość zagrania w świetny tytuł dosłownie wszędzie jest niemal na wagę złota!

Jeżeli mówimy o graniu mobilnym, na przenośnym urządzeniu, to mamy przede wszystkim możliwości:

  • konsole przenośne
  • Nintendo Switch
  • smartfony
  • chińskie konsolki
  • Steam Deck.

Oczywiście nie są to wszystkie dostępne nam opcje. Do tej kategorii należałoby jeszcze zaliczyć wszelkie prastare gry Nintendo Game & Watch (szerzej znane u nas jako „Ruskie jajka”), tamagotchi, Tetrisy, stare telefony obsługujące Java J2ME itp. Łatwo zauważyć, że część ze wspomnianych sprzętów to tak naprawdę zabawki; przenośne gry w pewnym sensie właśnie z nich wyewoluowały.

Nintendo Game & Watch (po lewej) oraz jego radziecka podróbka (po prawej). Te zabawki są protoplastami konsol przenośnych

W 1980 roku Nintendo wydało Game & Watch; były to ich pierwsze kroki, wtedy jeszcze na rynku zabawek właśnie. Dziś są to koszmarnie archaiczne relikty przeszłości, ale warto wiedzieć, od czego to wszystko się zaczęło. Do dziś nikomu nie udało się zepchnąć Nintendo z mobilnego podium, chociaż wiele firm próbowało.


Konsole przenośne

Przenośne konsole, handheldy czy kieszonsolki – do tej kategorii należy cała masa sprzętu, którego największymi i najbardziej rozpoznawalnymi producentami są Nintendo i SONY. Wielkie N słynie z wieloletniej tradycji wydawania przenośnych konsol: do rodziny Nintendo zaliczają się oryginalny GameBoy, Color, Advance; późniejszy DS oraz 3DS. Wszystkie te sprzęty mają bogate biblioteki gier, a każda z tych konsol w jakimś stopniu oferuje wsteczną kompatybilność! To bardzo miły dodatek!

Nintendo 3DS miał przełącznik, który uruchamiał stereoskopowe 3D na ekranie. Dzięki niemu uzyskiwaliśmy efekt głębi obrazu

Sony na tym tle wypada nieco biedniej, ale wciąż imponująco: PlayStation Portable zrobiło niezłe zamieszanie na rynku handheldów, dając graczom pierwsze w pełni trójwymiarowe gry w kieszonkowym formacie. To również pierwsza konsola, która starała się dostarczać graczom gameplay rodem z naszych salonów; gry wielokrotnie przypominały wydania na sprzęty stacjonarne. PlayStation Vita natomiast… była zbyt dobra. W moim odczuciu sprzęt miał wszystko to, co powinien mieć, a nawet znacznie więcej! Niestety, zabrakło jednego – niewyczerpanego źródła gier. Vita ujrzała światło dzienne w zupełnie innych czasach niż PSP, przez co nie mogła odnaleźć się na rynku. Miała potencjał, ale gracze widzieli w niej drogą konsolkę z jeszcze droższymi, dużymi grami. Era smartfonów przypieczętowała jej los, czyniąc z niej urządzenie do strumieniowania gier z PS4.

Wspomniane handheldy (poza Vitą) mogą pochwalić się naprawdę imponującymi katalogami gier, a tytuły zazwyczaj dostępne są na aukcjach za grosze! Ponadto w wielu przypadkach możliwe jest emulowanie innych sprzętów, dzięki czemu znacznie rośnie liczba tytułów do ogrania. Warto jednak pamiętać, że zakup takiej konsoli to loteria. Nowego sprzętu już nie kupimy, a używany może być już wyeksploatowany. Szukanie odpowiedniego egzemplarza może zająć sporo czasu. Padnięta bateria to nie koniec świata, ale uszkodzony przycisk czy pęknięta obudowa to subtelny sygnał, że konsola nie posłuży zbyt długo.

 

Oczywiście nie są to jedyne przenośne konsole. Jednak mało kto miał zaszczyt doświadczyć zabawy z np.: Atari Lynx czy Sega Game Gear. Sprzęty te piekielnie trudno jest zdobyć i raczej nie rekomendowałbym poszukiwań; zostawmy je dla prawdziwych koneserów grania retro.

Nintendo Switch

Nintendo Switch umieściłem w osobnej kategorii z kilku istotnych powodów. Po pierwsze, jest to jedyny „aktualny” sprzęt na liście konsol. Aktualny, czyli dostępny w sprzedaży: nowy, wciąż produkowany, w pełni wspierany przez producenta. Oznacza to, że na konsolę nadal będą pojawiały się nowe tytuły. Po drugie, Switch w zamyśle powstał jako konsola hybrydowa; wszystkie jego wersje (z wyjątkiem Lite) mają możliwość podłączenia do telewizora i umożliwiają granie w gry „po domowemu”. Switch gwarantuje nam pełnoprawne tytuły czy konwersje z innych konsol, a nie zubożone i okrojone wersje, jak to miało miejsce w przypadku wielu starszych handheldów. Na sprzęcie Nintendo zagramy w Wiedźmina 3, Skyrima czy The Legend of Zelda: Breath of The Wild. Na innych konsolach tytułów zrobionych z takim rozmachem raczej nie znajdziemy. A na deser mamy multiplayer na świeżym powietrzu za sprawą odczepianych Joy-Conów!

Wysuwane Joy-Cony w Switchu mogą służyć za małe gamepady

Niestety, Switch ma także swoje wady. Koniec końców jest całkiem sporych rozmiarów – do kieszeni raczej nie wejdzie. Minusem tutaj są również ceny gier. W tym miejscu warto wspomnieć o pewnej niepisanej zasadzie, która funkcjonowała przez lata: powszechnie przyjęło się, że wydania przenośne są tańsze od wersji pełnoprawnych (czyt. na domowe konsole). W tym przypadku mamy do czynienia ze sprzętem hybrydowym, a ceny gier są „adekwatne”, czyli stosunkowo wysokie. Switch sam w sobie również do najtańszych nie należy. Oczywiście nikt nie każe nam kupować tytułów w dniu premiery, ale… Nintendo ma to do siebie, że ich najlepsze gry nigdy nie tanieją! Moim zdaniem „pstryczek” jest wyjątkowo uniwersalnym urządzeniem, które z powodzeniem może posłużyć za główną konsolę w domu, którą w razie czego spokojnie zabierzemy ze sobą!

Smartfony

A co ze smartfonami? Urządzenia te są już na tyle popularne, że dziś właściwie każdy ma w kieszeni jakiś smartfon. Te natomiast często należą do jednych z najmocniejszych urządzeń przenośnych na rynku. Ponadto Sklep Play czy App Store aż pękają w szwach od gier, a wiele z nich jest całkowicie darmowych! Nawiasem mówiąc, smartfony są wręcz stworzone do grania! Tylko że nie… w obecnej postaci. Wszystko sprowadza się do komfortu i wygody użytkowania. Sterowanie na takim sprzęcie często jest prawdziwym koszmarem! Każdy, kto chociaż raz próbował zagrać w jakiś poważniejszy tytuł na telefonie, wie, że to droga przez mękę. Ekran dotykowy, chociaż bardzo czuły i precyzyjny, kiepsko radzi sobie w grach opartych na akcji.

Teoretycznie możemy zaopatrzyć się w nakładany pad. Sam kiedyś zakupiłem ramkę mocującą na DualShocka od PS4, ale to nie rozwiązało wszystkich problemów. Ba! W sporej części gier urządzenie w ogóle nie zadziałało! Tak na pewniaka mogę powiedzieć, że sprawdzi się to z wszelakiej maści emulatorami, ale i tu też jest pewien haczyk – gabaryty. Urządzenie z podłączonym padem bywa kapryśne, a i rozmiarem też do małych nie należy. Nie schowamy go do kieszeni, a w plecaku będzie luźno latać i obijać wszystko wokół. Ze wszystkich pięciu możliwych scenariuszy na granie „pod chmurką” ten smartfonowy z pewnością jest najmniej intuicyjny. Od biedy zostają nam jeszcze smartfony gamingowe, które mają zintegrowane przyciski (najpopularniejszym modelem ostatnich lat była Xperia Play). Dostępność takich urządzeń jest jednak znikoma, a import z Chin… cóż, nie napawa optymizmem.

Xperia Play wyglądem przypominała PSP Go

Smartfon w domyśle jest urządzeniem służącym do komunikacji. Ciągle wyskakujące powiadomienia potrafią irytować i dekoncentrować, odrywając nas co chwilę od grania. Inną kwestią jest fakt, że gry na smartfonach często są zwykłymi dojarkami, mającymi na celu wciągnąć gracza i zachęcić do kupowania rzeczy za prawdziwe pieniądze. Nie to żebyśmy nie spotykali takich praktyk na konsolach stacjonarnych, ale skala tego zjawiska w przypadku telefonów jest znacznie większa! Znalezienie jakiegoś sensownego tytułu do pogrania może zająć nam całkiem sporo czasu. Przy okazji często musimy oglądać setki okropnych reklam! A kysz!

Myślę, że smartfonom wciąż brakuje jednolitej platformy gamingowej, która odsiewałaby badziew od gier wartych naszej uwagi. Mimo wszystko smartfon ma swoje plusy – zawsze jest pod ręką. Jest też gotowy do akcji w kilka sekund. Można sięgnąć po niego w pociągu czy na przystanku autobusowym. Wszystkie pozostałe sprzęty często zostają w domu, bo nie myślimy o tym, czy dziś się przydadzą.

Chińskie konsolki

Wylęgarnią tego typu urządzeń jest w głównej mierze Aliexpress, ale i na naszym rodzimym Allegro znajdziemy całą masę sprzętu nieznanego pochodzenia. Począwszy od chińskich konsolek do grania w gry z różnych sprzętów, przez urządzenia bazujące na Androidzie, po coraz popularniejsze handheldy retro. Wspólnym mianownikiem są tutaj jakość i wsparcie – a te nigdy nie dorównują „prawdziwym” konsolom. Popularność takich zabawek jest znacznie mniejsza, toteż ilość informacji na temat urządzeń i gier, recenzji czy forów dyskusyjnych poświęconych tej tematyce jest ograniczona. Albo co gorsza – wcale ich nie ma!

X12 wygląda jak PS Vita połączona z Nintendo Switchem, a na dodatek oferuje 10.000 Gier! Omijać szerokim łukiem!

Powiedzmy to sobie jasno – wszystkie minikonsolki opierają się na emulacji innych, wiekowych sprzętów. W miażdżącej większości przypadków skazani jesteśmy na piractwo. Teoretycznie moglibyśmy pokusić się o zgranie całej naszej biblioteki gier na komputer, ale zwykle wymaga to oprogramowania i odpowiedniego osprzętu i bądźmy szczerzy – mało kto to zrobi. Zresztą sama emulacja nieraz ssie, dławiąc się przy egzotycznych rozwiązaniach programistów. Ogółem nie polecam; szkoda nerwów i pieniędzy.

Steam Deck itp.

Steam Deck czy Logitech G Cloud to przykładowe urządzenia, które mają zupełnie inne zastosowanie niż minikonsolki wspomniane wcześniej. Przede wszystkim celują w dostarczenie nam gier z pecetów. Niektóre z nich mają mocarne podzespoły, inne działają na podstawie rozwiązań w chmurze lub łączą oba te systemy. Działanie tych urządzeń zazwyczaj oparte jest na dedykowanym systemie operacyjnym, jak np.: SteamOS czy Android. Niestety nie jest to Windows, który dawałby z pewnością więcej możliwości personalizacji. Na drodze stoją tutaj licencja i bezpieczeństwo oprogramowania.

Rozwiązania oparte na chmurze mają z kolei jedną wadę, która moim zdaniem poważnie ogranicza owe urządzenia. Jest nią konieczność posiadania szybkiego i stabilnego dostępu do Internetu. W domu nie ma z tym raczej problemu, ale życzę powodzenia w podróży. W większych miastach jeszcze stosunkowo łatwo znaleźć miejsce z niezłym zasięgiem, ale wystarczy kilka chwil i nici z grania.

Steam Deck to mocarne urządzenie do grania w gry komputerowe

Ale żeby nie było, że widzę tylko wady, bo zalet też jest od groma. Przede wszystkim mamy dostęp do naszych ukochanych gier PC tam, gdzie tego chcemy. Baza gier jest przeogromna, więc nie zabraknie nam tytułów do ogrania, a na dodatek wciąż pojawiają się nowe. Ich różnorodność także jest większa niż w przypadku pozostałych omawianych systemów grania mobilnego. Warto również zaznaczyć, że urządzenia typu Steam Deck pozwolą nam również na grę sieciową! Dla wielu osób jest to bardzo istotne.


Słowo na koniec

Wciąż lubimy grać w czasie podróży, w parku czy po prostu w łóżku. Zmierzając do puenty – granie na telefonie może być przyjemne, ale ciężko tutaj mówić o doświadczeniu konkurującym z prawdziwą konsolą. W takim razie, jaką konsolę kupić? Oto jest pytanie! Wybór właściwego urządzenia w sporej mierze zależy od naszych oczekiwań wobec gier – czy chcemy grać w coś, co nie wymaga od nas ogromu uwagi i skupienia, czy może wolimy dać się wciągnąć do rozgrywki, mając nieco więcej czasu do dyspozycji.

Jako wieloletni gracz uważam, że dwie pierwsze omówione tu opcje są w moim mniemaniu najlepsze (chociaż nie ukrywam, przyszłość widzę w piątej). Przede wszystkim przemawia za nimi wygoda, a to właśnie o nią chodzi najbardziej. Granie ma być przyjemne, a sprzęt powinien pewnie leżeć w rękach. Długotrwałe napięcie mięśni może przekładać się na nieprzyjemne bóle, zwłaszcza gdy dłonie są w nienaturalnym ułożeniu. W końcu wszyscy lubimy czerpać jak najwięcej przyjemności z grania. Moim zdaniem handheldy świetnie się tutaj sprawdzą. Telefon natomiast dobrze uzupełni ten wybór.

Sam nieraz lubię spędzić niezobowiązujący kwadrans czy dwa na graniu, a czasami odczuwam, że pograłbym w coś dłużej. Przy okazji pisania tekstu stałem się świeżym posiadaczem dobrze zachowanej konsoli PlayStation Portable. Biblioteka gier pełna jest pozycji, które trafiają w moje gusta, a przy okazji spełniłem swoje młodzieńcze marzenie o rąbaniu w Tekkena podczas podróży.


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubskrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.

One thought on “Felieton Growy #4: W podróży i w poczekalni, czyli kilka słów o mobilnym graniu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *