fbpx

Głębia i przyjaciele, czyli recenzja We Need To Go Deeper

Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi! 

Pamiętacie to z liceum? Nie szkodzi. Jest to cytat Adama Mickiewicza z “Dziadów” ks. trzeciej. Kto by pomyślał, że 160 lat po jego śmierci będzie można za pomocą jego cytatów nie tylko opisywać nastroje Polaków, ale i gry?

Szczęśliwy, kto siły postrada

Gra o której mowa, to oczywiście We Need To Go Deeper. Została ona udostępniona w polityce tzw. early access na początku tego roku. Jeśli ktoś nie wie czym jest early access, śpieszę z wyjaśnieniem: jest to tak naprawdę płatny udział w beta-testach gry. Wielu sprzeciwia się takiemu procederowi i mają rację – to trochę jak gra w rosyjską ruletkę. Niektóre gry, takie jak na przykład opisywane We Need To Go Deeper czy ostatnio bardzo popularne Player Unknown’s Battlegrounds, są prawdziwymi perełkami.

Słońce krwawo zachodzi, z nim reszta nadziei

Grę rozpoczynamy od stworzenia postaci. Gra została wyposażona w mało rozbudowany, ale przyjemny kreator. Szybko też orientujemy się o obecności sklepu z przedmiotami do kupienia za gotówkę zdobytą w grze.

Początek zabawy może być problematyczny. Gra wprawdzie ściąga się szybko, ale samo menu główne lekko się zacina. Po chwili pojawia się kolejny zgrzyt: gra jest możliwa jedynie w trybie kooperacji. Na szczęście miałem dwóch zapalonych do gry znajomych, założyliśmy szybko lobby i… nic. Kompletnie. Nie mogliśmy się połączyć. Z pomocą przyszło nam Hamachi i udało nam się założyć grę w formacie LAN. Wybraliśmy wyposażenie (na początek jedyne dostępne narzędzie to klucz francuski służący do naprawiania kadłuba i posiadający niewielkie obrażenia, a inne rzeczy można nabyć w sklepie). Od tamtej pory nie mieliśmy żadnych problemów z grą, jest to jednak element, który może zniechęcić potencjalnych graczy.

Głosy trwożnej gromady, pomp złowieszcze jęki

WNTGD ma bardzo proste założenie: dotrzeć do jak największej głębokości wśród zmieniających się biomów i coraz to nowszych zagrożeń. W momencie pisania tekstu rekord światowy to ok. 35000 fathomów (1 fathom = 1,8288 m). Na czym polega fenomen tej gry?

Na tym samym, co fenomen LoLa czy CSa – pozornej monotonii i zabawie z przyjaciółmi.

Twórcy jak na razie oddali nam do dyspozycji trzy łodzie – Crevette, Requin oraz Perle, z których każda jest przystosowana do innej ilości graczy – największa, Requin, przewidziana jest na 3-4 uczestników zabawy. Z doświadczenia jednak wiem, że do sugerowanej liczby śmiałków należy dodać co najmniej jedną osobę.

Każda z łodzi dysponuje działem, sterownią oraz maszynownią, w której możemy zmieniać prędkość łodzi, rodzaj wystrzeliwanych pocisków czy wzmacniać tarcze. Najmniejsza z łodzi, Perle, może być swobodnie obsługiwana przez 3 osoby, z których każda pełni jedną funkcję.

Jak żołnierz szturmujący w połamane mury

Ale zaraz, po co nam tarcze i działo? Skąd miecz na wyposażeniu?

Morskie głębiny pełne są potworów, które trzeba unieszkodliwiać, aby nie zniszczyły naszej łodzi. Cały czas trzeba odpędzać się od ławic rekinów, orek i pingwinów. Od czasu do czasu trafiają się silniejsi przeciwnicy.

Czasem kreatury mogą dostać się na pokład, na szczęście nie dotyczy to każdej. Wtedy jednak od swoich zadań oderwać się muszą czasem wszyscy, co wystawia łódź na obrażenia. Śmierć towarzysza nie oznacza końca gry dla niego, gdyż da się go wskrzesić. Karą jednak za nieostrożność jest spadek maksymalnego poziomu życia o 2 za każdym razem.

Jeśli jednak nie będziemy dawać sobie rady, zawsze istnieje rozwiązanie awaryjne, czyli użycie EMP. Zabija ono atakujące nas z zewnątrz stwory, ale na chwilę traci się całkowicie zasilanie. Zużywa to też dość dużo paliwa, więc należy tego używać z rozwagą, choć koniec paliwa wcale nie oznacza końca gry – nasza łódź jedynie zauważalnie zwolni.

W grze występują również jaskinie, do których da się wpłynąć. Wtedy główną rolę odgrywa nasza postać, a nie łódź. Jaskinie są niebezpieczne i wymagają współpracy drużyny, jednak możliwość znalezienia nowych części wyposażenia (które potem pojawią się w sklepie u wszystkich biorących udział w rozgrywce) lub ulepszeń statku (które są aktywne jedynie w trakcie danej sesji) stanowi wystarczającą zachętę do odwiedzania każdej napotkanej groty.

Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłonie

Gra kończy się w momencie śmierci wszystkich członków załogi lub zniszczenia łodzi. Wyświetlane jest wtedy podsumowanie danej rozgrywki, a gra powraca do menu.

Warto wspomnieć, że WNTGD jest kolejnym przedstawicielem gier dziejących się pod wodą. Czyżby developerzy odkryli w końcu, że nie tylko kosmos jest ciekawy? Wszak temat był zgłębiony wcześniej jedynie przez (genialną) Subnauticę, Somę i pierwszego Bioshocka. Liczę na więcej tak ciekawych gier utrzymanych w tej konwencji!

Moim zdaniem, We Need To Go Deeper była warta każdej wydanej na nią złotówki. Dostaliśmy coś prostego, ale zarazem zajmującego i wciągającego. Nawet nie spostrzegłem, kiedy przy grze zleciał mi i dwóm znajomym cały wieczór. Pozostaje jedynie zamknąć właz i ruszyć całą naprzód w morskie głębiny!


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubskrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.
Jan Kalinowski

Jan Kalinowski

Student Computer Games Programming na DMU, zakochany w Ameryce, fan FPSów, RTSów, RPGów i MOBA. W wolnych chwilach uwielbia podróżować, gotować i uprawiać sport, ale przede wszystkim - grać ze znajomymi!