
MOUSE: P.I. For Hire – najlepszy polski Doom! Recenzja [STEAM DECK]
Styl noir przedstawiano już w niezliczonych grach i filmach z detektywem w roli głównej. Nikt jeszcze nie wpadł, aby połączyć klimatyczną estetykę… ze strzelanką niczym z DOOM-a.
Choć nie jest to nic nowego, każdy taki projekt, jak omawiany zaraz Mouse, podtrzymuje moje zdanie, że polski gamedev jest jednym z najlepszych na całym świecie. P.I. for Hire jest bowiem najlepszym klonem Dooma, jaki dotąd powstał. Jest to na tyle absurdalne, że mówimy o grze detektywistycznej, a nie grze dziejącej się w piekle. Tytuł ma jednak parę zgrzytów, o których trzeba tu napomknąć. Jednak — zacznijmy od początku.
Dziękujemy wydawcy PlaySide oraz studiu Fumi Games za dostarczenie klucza do gry.
Świat
Jak na grę detektywistyczną w stylistyce noir przystało, wcielamy się w prywatnego detektywa żyjącego w mało przyjaznym mieście Mouseburg. Jack Pepper, bo tak się nazywa, otrzymuje zadanie znalezienia swojego przyjaciela z wojska, magika, który nagle wyparował. Z czasem okaże się, że tajemnica jest o wiele poważniejsza i zachacza o korupcję, mroczne eksperymenty i morderstwa.
Fabuła w FPS-ie nie musi być najważniejsza, jednak w grze detektywistyczna wypadałaby się ładnie przedstawić. Mouse całkiem dobrze poradziło sobie z połączeniem wartkiej akcji i przygody, choć zapomnijcie o rozwiązywaniu łamigłówek. Po stronie detektywa jest łączenie faktów, robienie zdjęć czy rozmowa z podejrzanymi, za to gracz dostaje giwere w dłoń i pokonuje wręcz absurdalną ilość wrogów. Po tych cięższych walkach podłoga wygląda niczym z pola bitwy Doom Guya.
Warto odpowiedzieć na pytanie, w jaki wiek gracza celuje ta gra. Co prawda wytłumaczone jest, że postacie „wypuszczają” atrament, a nie krew, jednak wiele tu lekko brutalnych scen. Całość faktycznie przypomina starsze bajki, które takie grzeczne jak dziś nie były. Mocno jednak powagę balansuje tu sporo dość kiczowatego humoru. No właśnie, dostaniemy tu dużo nawiązań z filmów tamtych lat; parowiec Willie z intra powróci w grze, a nasz detektyw nawet zanuci słynny „utwór” Myszki Miki. Szkoda tylko, że jednak smaczki zrozumieją tylko fani klasyki kina, co raczej nie dziwi. Oprócz nich twórcy postanowili wrzucić również podobieństwa do współczesnych dzieł — Terminatora czy Metal Gear Solid.
Rozgrywka
Twórcy z Fumi Games wzięli na tapet dwa gatunki: grę detektywistyczną i akcji. Pytacie się, jak niby połączyć rozwiązywanie zagadek lub przesłuchania podejrzanych oraz prucie przed siebie z shotgunem pod pachą? Otóż dało się, jednak uczulam, że kluczowych elementów przygód Sherlocka Holmesa tu nie znajdziecie. Owszem, przyjdzie nam tu badać tropy, szukać wskazówek albo robić zdjęcia potrzebnych do rozwikłania układanki przedmiotów, jednak jest to w całości liniowe. Nie ukończymy poziomu, jeśli nie znajdziemy fabularnej notatki czy nie złapiemy bandziora. Nie oszukujmy się, jest to grze na rękę, która przecież jest szybkim FPS-em.
A FPS-em jest genialnym. Twórcy skopiowali z Doom Eternal bardzo dużo pomysłów spłaszczając je do realii lat 30. Akcja jest wartka, dynamiczna i ruchliwa, przyjdzie nam chodzić po ścianach, skakać podwójnie czy gibać się na hakach. Nie wszystkie poziomy na to pozwalają, ale jednak elementy pokoi walk (zniszczalne skrzynie, wybuchowe beczki) dają poczucie otwartych i po prostu ciekawych. Spotkamy tu parę rodzajów wrogów, od strzelców z Tommygunami, przez policjantów z tarczami, na twardych grubasach skończywszy. Nasza gibkość sprawdza się w radzeniu sobie z łotrami, czy to obchodząc wspomniane tarcze, czy przeskakując szarżujących drabów. Do każdego niemilca przyda się też inny arsenał.

Jak na każdą strzelankę przystało, do dyspozycji dostajemy wachlarz giwer, tym razem wzorowanych do tych z lat 30. (znajdą się też i bronie niczym z sci-fi i Dooma!). Z powodu dwuwymiarowego wyglądu broni oczywiste jest, że nie poczujecie takiego „kopa”, jak w przypadku misternie wymodelowanych broni Doom Guy’a, jednak i tak jest bardzo nieźle. Każda broń ma swój rozrzut, nada się na bliski bądź daleki dystans. Do końca gry używałem dosłownie każdej pukawki, bo żadna nie górowała nad inną. Można psioczyć, że Tommygun jest zbyt wszechstronny i ma ogrom pocisków, a Wybielacz likwiduje większość wrogów jednym trafieniem, jednak i inne były bardzo przydatne. W arsenale mamy również dynamit i armatka, a pod koniec gry dojdą bardziej osobliwe narzędzia mordu. Czasami znajdziemy chwilowe power-upy w stylu płonących pocisków czy… strzelania z palca.
Wspominałem, że gra jest liniowa. Nie jest to do końca prawda, bo z czasem kolejnych miejsc, do których mamy się udać, przybywa i możemy dowolnie je zaliczać. Pomiędzy nimi wracamy do naszego biura — tam możemy porozmawiać ze znajomymi, ulepszyć sprzęt czy wydać zebrane podczas misji pieniądze. Odbierzemy tu też zadania poboczne, które jednak ciężko tak nazwać. Tu niestety wchodzi ta nieliniowość — twórcy skrupulatnie chcą, by gracz nigdzie się po drodze nie zatrzymywał. Doprowadza to do tego, że szansę na zaliczenie zadań pobocznych i odkrycie sekretów macie wyłącznie raz. Jeśli coś pominęliście i nawet jesteście w danym etapie, gra zamknie wszelkie drzwi, nie pozwalając się cofnąć. Wyjdziecie z poziomu — już do niego nie wrócicie. Traficie na sejf i nie uda się wam go otworzyć — blokuje się na amen. Dużo na szczęście nie tracicie, bo zadania poboczne opierają się na zebraniu danego przedmiotu, a zgubione można kupić w sklepie (chwała!), jednak dla fanów robienia 100% ta gra to koszmar. Wśród znajdziek mamy: schematy (ulepszenia broni), typowe sekrety niczym z Wolfensteina 3D, figurki skopiowane z nowych Doomów, gazety, komiksy oraz karty do gry. W naszej „bazie” możemy zagrać w bardzo prostą i przyjemną grę karcianą opartą na baseballu. Sprowadza się do wykładania zawodników z lepszymi statystykami niż przeciwnik. Z chęcią wracałem do niej po zaliczonej misji na jedną partyjkę.

Grafika i dźwięk
Dochodzimy do najbardziej przykuwającego elementu Mouse, czyli warstwy audiowizualnej. Nie zdziwię raczej nikogo, że kreska jest fantastyczna. Ręcznie rysowana (ponad 54,000 klatek) grafika w stylu „rubber hose” nadaje grze wyrazistości i charakteru, którego widzieliśmy choćby w Cupheadzie. Odnajdziemy tu od groma nawiązań do Myszki Miki czy Popeye’a, jednak dostosowanych do dzisiejszej jakości — możemy ustawić filtry niczym z oryginalnych kreskówek, ale same postacie mają bardziej ludzki i szczegółowy styl niż te przedwojenne. Wszelkie te elementy są dwuwymiarowe, jednak sama gra rozgrywa się w trzech wymiarach. Wrogowie są więc sprite’ami, którzy są zawsze odwróceni do gracza. Gra zachwyca szczególnie animacjami, bardzo płynnymi i szczegółowymi. Mógłbym zwrócić uwagę za niezbyt ostre tekstury, ale Fumi Games doskonale wiedzieło, że czarnobiała stylistyka dużo może ukryć.
Ważnym aspektem kina noir jest również muzyka. Nie inaczej jest w Myszy, gdzie jazzowa muzyka jest jedną z najjaśniejszych zalet. Utwory nuciłem nawet poza grą, a te bardziej dynamiczne zaskakująco dobrze wpasowują się do rytmu walki. Doom miał mocne brzmienia, więc zaskakuje tu tym bardziej że twórcom udało się ujarzmić jazz, aby nie służył tylko do nastrojowego patrzenia na czarno-białe miasto pełne deszczu. No i nie zapominajmy o aktorach głosowych — w Jacka Peppera wciela się sam guru angielskiego dubbingu, czyli Troy Baker, który idealnie pasuje do klimatu noir. Trudno wymienić jedną najlepszą rolę z ponad 400 (!) w jego karierze, jednak od kilku lat, gdzie go słyszałem, czy to w Stray Gods, czy Indianie Jonesie, gra znakomicie.

Jakość
Największe problemy Mouse: P.I for Hire łączą się bezpośrednio z wizją na rozgrywkę twórców. Wspominałem, że gra nie wybacza pomyłek przy odkrywaniu map, to może cała gra również jest trudna? Właśnie że nie — jest prosta do tego stopnia, że chyba ani razu nie zginąłem podczas starć oprócz walki z ostatnim bossem. Sytuacje podbramkowe się zdarzały, jednak gra sypie leczącymi miksturami na lewo i prawo. Dodatkowo mamy pancerz wzięty z Wolfensteina oraz absurdalną według mnie ilość „apteczek podręcznych”, czyli serów — bodajże 9, a nigdy nie zszedłem poniżej 8. Grałem na poziomie środkowym, czyli Detektywie, więc i na nim polecam zacząć i z czasem przenieść się na trudny. Mówię „z czasem”, ponieważ do gry trzeba się przyzwyczaić. Przeciwnicy są dwuwymiarowi, więc i hitboxy działają tu zupełnie inaczej (plus za to, że w zależności, w którą część ciała strzelimy, załączy się inna animacja!). Kamera za to ma sporo filtrów, w tym coś w rodzaju rybiego oka czy szerokiego obiektywu. Ciężko to opisać, ale czasami trudno było zrozumieć perspektywę i odległość między przeciwnikami. Tutaj muszę zaznaczyć, że twórcy wyszli graczom naprzeciw i udostępnili wiele filtrów oraz wizualnych tricków, które można ustawić wedle uznania. Mówimy tu również o jakości dźwięku, która może naśladować stare winyle!

Poważniejsze problemy miałem z wykonywaniem technicznym. Trochę tu niedoróbek, jednak niekoniecznie z tych męczących. Kilkukrotnie zablokowałem się w teksturach. Zdażyła mi się cutscenka bez głosu (lub ucięty dialog zaraz przed nią), a podczas jednego ze starć dźwięk kompletnie nie dawał rady i niesamowicie się rwał. Czasami jest problem z podniesieniem przedmiotów — postać bierze je automatycznie, jednak niekiedy podejście do nich nic nie robi i trzeba skakać po stołach jak oszalały. Najgłupszy błąd miałem jednak w misji w szpitalu psychiatrycznym. Nic się nie dzieje, sprawdzam zakamarki. Widzę skrzynię, więc naturalnie ją niszczę, podchodzę zebrać loot i… gra wysyła mnie do pomieszczenia poniżej. Skypt musiał coś źle obliczyć. Dostrzegam, że znam to miejsce i przechodzę raz jeszcze tą samą drogą na górę. W korytarzu okazuje się, że drzwi, przez które wcześniej przeszedłem, teraz są zamknięte. Cofam się parę kroków i drugie drzwi, które dosłownie sekundę temu przekroczyłem, również się zamknęły. Tak trafiłem na soft lock, z którego nie dało się wydostać. W jedną minutę doświadczyłem więc obu najgorszych wad tej gry: bugów oraz absurdalnie złego level designu. Twórcy zamykają nas co chwilę w pudełku, w którym obiecują sekrety — tylko że takim sposobem chęć do eksploracji znika, bo jesteśmy karani myszkowaniem. Po co są tu promowane przez powiadomienia skróty, jeśli prowadzą donikąd? Skrypty są tak częste, że strach mi było cokolwiek kliknąć, bo zaraz nagle zawali się podłoga i przelecimy do innej części mapy (spoiler, tak było). Wystarczyło skopiować te piętrowe poziomy z Dooma i można tych problemów było uniknąć…
Jeszcze parę słów o polskiej wersji językowej. Nieczęsto zwracam na nią uwagę, jednak twórcy zdecydowali się tu na bardzo specyficzne użycie „slangowych przekształceń”. Dialogi są bardzo mocno stylizowane i czasami ciężkie do odczytania. Trzeba to docenić, choć nie sądzę, aby aż tak frywolne tłumaczenie było tu potrzebne. Zauważyłem też niekonsekwentność w nazwach postaci — jeden z głównych złych pojawia się pod kilkoma wersjami. Jednakże ogólnie dialogi stoją na bardzo dobrym poziomie i ani razu nie miałem ochoty czegoś pominąć (a czytałem nawet wszystkie gazety i notatki). Nie mam też nic do zarzucenia optymalizacji — ograłem tytuł na Steam Decku, ale na monitorze full HD w niestałych 60 klatkach na ustawieniach nisko-średnich. Grając przenośnie, co też jest bardzo przyjemne, nie uświadczycie żadnych problemów.

Ocena
Grze naprawdę blisko na zostanie perełką tego roku, jednak muszę poczekać z tą pochwałą. Domagam się wręcz, aby twórcy spełnili życzenia fanów i dodali możliwość powtarzania poziomów, wyczyszczenia błędów (łatek trochę już powstało) albo dodania Nowej Gry+. Niezależnie od przyszłych zmian, Mouse: P.I for Hire jest dla mnie wielką niespodzianką: wartą swojej niedużej ceny świetną wariacją nt. Dooma z niezrównanym stylem artystycznym. Nie ważne, czy szukacie wartkiej akcji, ciekawej historii detektywistycznej czy potraktujecie grę jako muzeum z obrazami, tu dostaniecie to wszystko.
- Świat: 9/10
- Rozgrywka: 8/10
- Grafika: 9/10
- Dźwięk: 10/10
- Jakość: 8/10
Platforma testowa SD
- Steam Deck 64 GB
- +Bezkonkurencyjna, świetna grafika i animacje…
- +…z jeszcze lepszym audio i muzyką
- +Staroszkolna, ale równocześnie dla każdego
- +Akcja na najwyższym poziomie: strzelanie, motoryka postaci, bronie
- +Różnorodne poziomy i postacie (także NPC)
- +Od groma nawiązań, sekretów do odkrycia
- +Interesująca fabuła pełna intryg…
- –…choć mało tu gry detektywistycznej
- –Fatalny projekt poziomów, brak możliwości ich powtarzania
- –Drobne problemy techniczne

