fbpx

Shing! – recenzja [PS4]

Cios, unik, skok, cios, unik, skok, cios, spóźniony unik, śmierć. Tak zapewne wyglądać będzie wasza rozgrywka w Shing!, jeżeli tak jak ja jesteście masochistami przechodzącymi grę na najwyższym dostępnym poziomie trudności. Na szczęście, i tak warto w nią zagrać.

Dziękujemy wydawcy Mass Creation za dostarczenie klucza do gry.

Kiedy me oczy ujrzały pierwsze screeny z Shing! – produkcji polskiego studia Mass Creation – nie byłem jakoś specjalnie podekscytowany. Ba, można by rzec, że byłem gotów po grę nawet nie sięgnąć, ale wewnętrzny głos mówił mi: „Robert, no zagraj, zrób to!”. I bardzo cieszy mnie, że się go posłuchałem!

Świat

Krainę, którą przyjdzie nam zwiedzać, ciężko jest jakkolwiek określić. Ot, zaczynamy naszą przygodę w momencie ataku demonów wyciągniętych wprost z japońskiej kultury na wioskę z ewidentnie staromodną azjatycką zabudową. I to tylko po to, by zaraz przenieść się do tajemniczego lasu, głębokich kopalni, śnieżnych szczytów gór i mocno trącającej egipskim klimatem pustyni. Jedno jest pewne – na brak różnorodności narzekać nie można. Każda z dostępnych w grze lokacji została przygotowana w świetny sposób. Pierwszy plan, po którym się poruszamy, jest przejrzysty i czytelny, dzięki czemu z łatwością możemy dostrzec nadciągające w naszą stronę ataki. Drugi oraz trzeci plan stanowią ślicznie wykonane plansze, a także elementy trójwymiarowe. Tła nie należą co prawda do najżywszych, ale pieczołowitość i dbałość o detale, z jaką zostały wykonane, sprawia, że patrzeć możemy na nie non stop i nie znudzą się nam one przez całą rozgrywkę.

Shing screen 1
Trzech na jednego, to banda…

Jednakże chwila, co z tymi demonami? Co one tam w ogóle robią? Wedle przedstawionej nam historii, demony Yokai poszukują różnorodnych źródeł energii, w tym także jednego należącego do nas – Gwiezdnego Ziarna. Wyruszamy więc czwórką bohaterów w pościg za potworami, aby odzyskać co nasze. Po co potrzebna jest im taka energia? Cóż, tutaj wchodzimy już na terytorium spoilerów, dlatego odpowiedź na to pytanie poznać będziecie musieli sami.

Fabuła? No jakaś jest.

Fabuła w Shing! nie stanowi najmocniejszego elementu tytułu. Niestety, nie została skrojona na miarę choćby Yakuzy, jednakowoż jest ona miłym dodatkiem do rozgrywki; nie zapadnie na pewno w pamięć u zbyt wielu graczy. Na szczęście też, nie będzie przeszkadzać nam w trakcie zabawy z tytułem. Jest to po prostu miła, momentami zabawna historyjka. Nic na minus, ale też nic na plus.

Jak jest natomiast z bohaterami, którymi przyjdzie nam pokierować? Tutaj również nie ma rewolucji. Każdy to utarty w popkulturze archetyp herosa. Mamy cwaniakowatego i nieco zbyt pewnego siebie ninję imieniem Tetsuo, dwie siostry, które są jak yin i yang (jedna zresztą nazywa się Bichiko, co dość mocno sugeruje jej charakter i styl bycia) oraz wikinga – osiłka Wilhelma, który zdecydowanie więcej czasu spędził na siłowni niż w bibliotece. Nic odkrywczego, jednakże postaci dobrze się dopełniają, a dialogi między bohaterami potrafią niejednokrotnie wywrzeć niewielki uśmiech pod nosem.

Shing screen 2
W przerwie od rąbania dobrze jest czasami usiąść.

Na szczęście to nie fabuła stanowi o sile Shing!

Rozgrywka

Shing! z założenia jest chodzonym beat’em up’em, czyli przedstawicielem nieco już zapomnianego gatunku, który swoje lata świetności celebrował jakieś dwadzieścia lat temu. Co w takim razie wyróżnia Shing! na tle leciwej konkurencji? Sposób sterowania! Rozgrywka opiera się w głównej mierze na dwóch gałkach analogowych w przypadku konsoli. Lewy analog odpowiada za ruch kierowanej przez nas postaci, prawą natomiast wyprowadzamy ciosy dostępnym orężem. I jest to super!

Na początku może wydawać się to nieco uciążliwe lub męczące, jednakże już po chwili wszelkie negatywne przemyślenia znikają, a zastępuje je radocha z precyzyjnego cięcia demonów na kawałki. Nasze ataki – dzięki zastosowaniu gałki – powędrują na dół, naprzeciwko nas, bądź w górę. Do naszej dyspozycji jest również kopniak odrzucający naszych przeciwników do tyłu. Sam osobiście kompletnie o nim zapomniałem i skupiałem się jedynie na cięciu, unikach i blokowaniu. A z uników i blokowania korzystać trzeba często. Niejednokrotnie przeciwnicy na ekran wysypią się gęsto, więc unik będzie naszym najlepszym przyjacielem, zwłaszcza że dzięki niemu możemy przenikać przez przeciwników. Blok natomiast przyjdzie nam z pomocą, gdy wróg pośle w naszą stronę pocisk lub zechcemy skontrować jego atak. Dzięki odpowiedniemu wyczuciu czasu pocisk odbijemy w stronę wroga, a atak blisko dystansowy skontrujemy, ogłuszając nieprzyjaciela i umożliwiając nam wyprowadzenie śmiertelnej kontry.

Shing screen 5
Zdjęcie zrobione na moment przed tragedią.

Sama walka natomiast urozmaicana jest przez różnorakie wzmocnienia wypadające z pokonanych wrogów. Niejednokrotnie więc walczyć będziemy za pomocą ognistego miecza, bomb pozostawianych pod naszymi nogami w momencie uniku, bądź samemu posyłając śmiercionośne pociski z każdym cięciem. Wszystko to sprawia niesamowitą frajdę, dzięki czemu rozgrywka nie nudzi się przez całą przygodę z tytułem.

Przeciwnik? Jest! Śmierć? Jest…

Nieco gorzej niestety wypada różnorodność przeciwników. Pierwsze etapy na każdym kroku wprowadzają coraz to nowych niemilców, jednakże po czwartym poziomie nie uświadczymy już żadnych nowości. No, chyba że nowością nazwać możemy reskin jednego z podstawowych przeciwników. Wytknąć natomiast nie można ilości adwersarzy na ekranie. Niejednokrotnie czułem się przytłoczony nieubłaganie maltretującą mnie masą wrogiego mięcha, oraz błyskawicznie spadającym poziomem zdrowia bohatera. Na szczęście śmierć jednego herosa nie oznacza końca gry. W każdym momencie rozgrywki zmienić możemy się w dostępne, pozostałe przy życiu postaci oraz spróbować wskrzesić padłego towarzysza. Niejednokrotnie ratowało mnie to przed koniecznością wczytania ostatniego punktu kontrolnego. Te na szczęście rozsiane są gęsto, więc nie musimy się martwić dużą utratą potencjalnego progresu w razie śmierci.

Shing screen 3
No całkiem duży szkielet. Dobrze, że nie muszę walczyć z jego właścicielem. Jeszcze.

Warto również wspomnieć, że Shing! posiada także tryb lokalnej współpracy dla maksymalnie czterech graczy. Oznacza to, że grę przejść możemy w całości ze znajomymi, co bardzo mocno polecam. Sam bawiłem się znacznie lepiej w towarzystwie.

Grafika i Dźwięk

Szata graficzna Shing! utrzymana jest w kolorowej, przywodzącej na myśl komiksy stylistyce, dzięki czemu wszelakie efekty gore – a znajdziemy ich tu wiele – nie wywołują w graczu obrzydzenia. Wszelakie elementy, które możemy ujrzeć na ekranie w trakcie rozgrywki, pasują do siebie zarówno stylistycznie jak i estetycznie. Projekt postaci, jaki i przeciwników nadaje grze oryginalnego klimatu, który podtrzymywany jest przez dobrze dobraną i skomponowaną muzykę. W tle – w zależności od etapu – przygrywa nam orientalna kompozycja oparta na bębnach lub też mocna elektronika podobna do tego, co serwował nam pierwszy kinowy John Wick.

Jakość

No i tutaj niestety nieco pomarudzę. Kopia, którą przypadło mi recenzować, borykała się z niejednym problemem: od zacinających się ekranów ładowania po kompletne nieodczytywanie wciskanych na padzie przycisków. Zacznijmy jednakże od początku. Ekrany ładowania w Shing! nie należą do najkrótszych, ale narzekać na nie zbytnio też nie można; a przynajmniej wtedy kiedy działają. Dwukrotnie zdarzyło mi się, że ekran ładowania po prostu się zaciął, a ja zmuszony byłem resetować grę.

Innym razem po otrzymaniu trofeum na PS4 i sprawdzeniu, za co je dostałem, gra przestała odpowiadać na jakiekolwiek przyciski. Jedyne co działało, to odłączenie się od gry jako host i ponowne dołączenie. Nie naprawiło to jednak błędu i ponownie zmuszony byłem grę resetować. Co ciekawe, udało mi się go powtórzyć przy kolejnej okazji.

Problemy zdarzają się również z lokalizacją. Nie każdy tekst w grze został przetłumaczony, przez co niejednokrotnie zobaczymy takie smaczki jak “Enviromental kill”, zupełnie jak w screenie poniżej.

Shing screen 4
Enviromental Kill, powiadasz? A nie zgubiliście w tym słownie może “n”?

Tymczasem pod sam koniec gry napotkał mnie niewielki, ale wciąż, bug. Od ostatniego etapu dialogi odtwarzane były jedynie w formie audio, a nie tak jak dotychczas również z napisami na dole ekranu. Mnie rozgrywki to nie utrudniło, jednakowoż grać mogą również osoby niesłyszące bądź z poważną wadą słuchu. Dla nich będzie to spore utrudnienie. A słuchanie w końcówce jest bardzo ważne, gdyż może nas doprowadzić do alternatywnego zakończenia.

Ocena

Shing! mimo paru mankamentów technicznych jest zdecydowanie tytułem, któremu warto poświęcić chociaż chwilę. Każdy fan gier gatunku beat’em up powinien polskiej produkcji dać zasłużoną szansę, gdyż bardzo możliwe, że zaskoczy się równie pozytywnie jak ja. Tytuł nada się również jako świetny zjadacz czasu w momentach, gdy nie ma w co grać ze znajomymi.

Jeżeli interesują was tytuły beat’em up, to o jednym z przedstawicieli tego gatunku możecie przeczytać tutaj!

Shing! dostępne jest na PC oraz PlayStation 4, także w wersji demo!

Shing!
7.6/10
  • Świat: 8/10
  • Rozgrywka: 8/10
  • Grafika: 8/10
  • Dźwięk: 8/10
  • Jakość: 6/10
Shing! zdecydowanie jest tytułem, który warto ograć. Każdy fan gatunku beat’em up odnajdzie się w grze jak ryba w wodzie, a osoby niezaznajomione z tym typem gier mogą śmiało stawiać w nim swoje pierwsze kroki.

Platforma testowa PS4

    • Model: PS4 Slim
    • Telewizor: Samsung 32″
      • +Świetnie zaprojektowane lokacje i tła
      • +Różnorodna muzyka
      • +Rozgrywka bawi co niemiara
      • Cienie potrafią zakłuć w oczy
      • Fabuła nie należy do najciekawszych
      • .
      • .
      • .
    • .

Jak oceniamy gry?


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubskrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.
Avatar

Robert Pytlak

Konsolowiec z dziada pradziada. Grę uznaje za skończoną, dopiero gdy wbije platynę. Pisał już o wszystkim oprócz modzie. Git Gud and Praise the Sun!