fbpx

RETROMANIAK#20 – KNIGHTS & MERCHANTS

Dawno, dawno temu za górami, za lasami, w czasach grafiki izometrycznej, raczkujących napędów CD-ROM, oraz skromnych początków akceleratorów 3D powstała jedna z lepszych, trudniejszych, ale dzisiaj także zapomnianych gier strategicznych w historii. W 20 odcinku mojego cyklu ja — Don Mateo herbu Zielona Pietruszka i mój gość specjalny — Emilia Wyciślak wrócimy do legendarnych wręcz wieków ciemnych i przypomnimy klasyczną grę z 1998 roku – Knights and Merchants.

BALLADA O KUPCACH I RYCERZACH

Jak wszyscy wiemy, figura średniowiecza jest bardzo silna w kulturze. Mity arturiańskie, pomimo tysiąca lat na liczniku nadal umieją inspirować i być rekonstruowane w filmach, książkach, a może co ważniejsze dla nas — grach komputerowych. Liczba tytułów, które opisywałyby taki okres, jest niezliczona, niemniej branża zawsze lubiła zakładać przyłbicę i zakuwać graczy w zbroje wysyłając na pola chwały. Nie inaczej było z tym produktem, który jest dziełem TopWare i dosyć niespodziewanie wkroczył na wielkie salony RTS-ów.

Jedna z najśliczniejszych okładek w historii growego biznesu

 

„No dobrze, królu złoty, mój Wielki Retromaniaku, ale o czym była ta gra?”- zapytacie. Wyobraźcie sobie najlepszego władcę w historii – króla Karola (obviously…), który swoją silną, ale sprawiedliwą ręką zarządza jednym z bardziej szczęśliwszych i wspaniałych królestw w historii. Idylla nie trwa jednak długo – roszczeniowy potomek władcy knuje spisek, który zmusza króla do ucieczki, a państwo – niegdyś wielkie i potężne, staje się podzielonymi, zbuntowanymi prowincjami. Tutaj zjawiamy się my, rycerz na białym koniu, który stoczy nierówną i ciężką walkę o byt swojego królestwa…

… i od razu palą mu wioskę. The Shattered Kingdom to prawdziwa jazda bez trzymanki. Istna gra o tron, szlachta kombinuje jak koń pod górę, a my – mierni, ale wierni – musimy wszystko naprawić.

ŚWINIE LĘGNĄ SIĘ W SŁOMIE

Knights and Merchants jest przede wszystkim – przynajmniej pod pewnymi względami – bardzo mediewistycznym tytułem. Jako dziecku uświadomił mi, że w średniowieczu mięso było towarem luksusowym. Czwarta klasa podstawówki, dziesięć lat, trzeba było uczyć się matematyki, ale krok po kroku odkrywało się nowe zawiłości tego tytułu. Był pierwszym takim RTS-em. Demo, dołączone do CDAction, zagrywało się na śmierć. Rzecz to niby prosta: włócznicy kontra konnica, łucznicy do tyłu, tarcze do przodu. Kiedy do moich rąk trafiła pełna wersja… granie w nią okazało się za trudne! Była zwyczajnie zbyt skomplikowana na moje niedoświadczone wtedy gusta.

Państwo to ja!

Przejść ją udało się mi dopiero jakiś czas później. Kto grał, ten wie, jaką potwornością była misja numer sześć, istna orka na ugorze. Obeszło się ją jakimiś alpejskimi kombinacjami, podmieniając pliki w katalogu głównym gry. Jednak, co poradzić? W Knights and Merchants najbardziej podobało mi się budowanie. Tworzyło się tam naprawdę idealny system chlewików i gospodarstw, bo jak wiadomo, świnia się rodzi od pocierania jednego snopka o drugi.

Warto tutaj zaznaczyć czym była ta gra. Prócz swoich opcji bitewnych, była jednym, wielkim symulatorem państwa. Ile to trzeba było dołożyć starań, żeby zapewnić naszym jednostkom trochę jedzenia. System był bardzo realistyczny, a dbanie o zależności między konkretnymi dziedzinami funkcjonowania bytu prowincji dodawało też nam, biednym, umęczonym graczom dodatkowe obowiązki. Nie tak łatwo być dobrym królem, a ta gra dobitnie to podkreśla.

BÓJ TO JEST NASZ (NIE) OSTATNI

Jak ważne są racje żywieniowe w tej grze? Niekiedy bardziej, niż powietrze.  Samo budowanie dodatkowych obiektów ciągnie się w nieskończoność, przez wielkie apetyty naszych budowniczych, którzy robią sobie przerwy na posiłek. Niby dodaje to autentyczności, ale też wydłuża rozgrywkę na cale godziny, co może być trochę męczące, ale ta gra w żadnym aspekcie nie starała się iść na skróty. Nawet armia, która nie zostanie nakarmiona może zginąć w trakcie obrony, bądź też ataku z czystego, ludzkiego głodu. Knights and Merchants wymaga od Ciebie, mój miły graczu, pełnego zaangażowania i gotowości do działania. Jakby tego było mało, głodni ludzie wcale nie mają ochoty pracować. Źle zaplanowane żywienie poddanych oznacza całkowity paraliż osady.

“Roland wali krzepko i Oliwier takoż; i arcybiskup wali więcej niż tysiąc razy, i dwunastu parów też nie zostaje w tyle ani Francuzi, którzy biją wszyscy naraz.”

A wróg nie śpi. W trakcie kampanii musimy sobie radzić z problematycznymi podjazdami wrażych grabieżców. Oddziały nigdy nie chcą się rozstawić tak, jak my byśmy chcieli, kręcą się, chodzą gdzieś na bok w trakcie bitwy. Mimo to, poziom satysfakcji po tym, jak przeżyjemy kolejne starcie, jest ogromny. Kiedy już zbudujemy odpowiednio mocną armię, możemy się odpłacić pięknym za nadobne. Ale najpierw, a potem. Z początku trzeba poradzić sobie z tym, co mamy, a na początku zawsze jest wszystkiego za mało. Kto grał, ten wie. Kolejność oczywista: szkoła, karczma, kamieniarz, drwal, cieśla, a potem byle szybciej zaplecze żywieniowe i dopiero wtedy zaczynamy szkolić armię.

JESTEŚMY NA DWORZE – GRAJ, BARDZIE

Chociaż format .midi już dawno odszedł do lamusa, to jednak Knights and Merchants pokazywało, że dało się z niego wyciągnąć coś ładnego. Posłuchajcie zresztą sami:

Ładne, prawda? Bo to 11 sonata fortepianowa Mozarta. Twórcy wiedzieli, w jakie gusta graczy uderzyć. Wyżej wymienioną melodię zanucić umie chyba każdy, kto chociaż raz miał tę grę w ręku. Przyjemnie się słucha, jeszcze przyjemniej zapamiętuje. A to przecież nie jedyny kawałek z całej rozgrywki.

Gra jest już dosyć leciwa, ale jej fani zapewne ucieszą się z faktu, że cierpliwi gracze (polscy, a jakże – tytuł ten popularny był przede wszystkim w naszym kraju oraz w Niemczech) stworzyli bardzo przystępny remake, który dobrze sprawuje się na co lepszych komputerach. Pobrać go można stąd.

JEDNO, ZASADNICZE ALE…

Wszystko wydawałoby się piękne, maksymalnie grywalne i świetne, gdyby nie grafika. Jak wyglądały gry komputerowe z poprzedniego stulecia raczej wszyscy wiemy i dużych fajerwerków spodziewać sie raczej nie ma co. Niemniej, TopWare Interactive samo strzeliło sobie samobója serwując w 1998 przestarzałe opcje graficzne, w postaci grafiki izometrycznej. Pod koniec XX wieku akceleratory 3D były już w powszechnym użyciu projektantów gier, więc takie rozwiązanie z dzisiejszej perspektywy wydaje się co najmniej nielogiczne. Nawet czytając recenzje gry z tamtego okresu, ówcześni gracze nie byli zachwyceni minimalistyczną i ekonomiczną wizją studia.

,,And dying in your beds many years from now, would you be willing to trade all the days from this day to that for one chance, just one chance to come back here and tell our enemies that they may take our lives, but they’ll never take our freedom!!!”

Kolejnym aspektem jest dosyć ubogi wybór, jeśli chodzi o wybór opcji gry. Kampania i gra przez internet to jedyne, co twórcy mieli nam do zaoferowania… a szkoda. Mechanizmów rozgrywki i rozwiązań jest tak dużo, że spokojnie można było zainwestować w tryb “swobodnej rozgrywki”, który byłby ciekawym urozmaiceniem i tak wielkich potyczek w single player. Autentycznie, brakuje tego rozwiązania, które wtedy było praktycznie w każdej strategii i RTS-ie.

PODSUMOWANIE

Czy warto, jest wrócić po 20 latach do gry od TopWare? Jeśli szukamy wielogodzinnej, trudnej, ale zarazem wciągającej rozgrywki znajdziemy tutaj wszystko to, czego potrzebujemy. Idealny system ekonomiczny i wybitna symulacja działania średniowiecznego państwa sprawia, że tytuł jest nadal grywalny i wciągający, jak też gwarantuje dosyć wysoki poziom trudności. Knights and Merchants może być dzisiaj traktowane, jako rodzaj odskoczni od prostych gier strategicznych. Jak umiecie przymknąć oko na dosyć przestarzałą oprawę wizualną, to ten tytuł jest waszym “must-playem”, a odświeżona edycja gry, którą znajdziecie na GOG.com zagwarantuje wam całe godziny rozgrywki.

I to tyle na dzisiaj. Bardzo dziękuje mojemu serdecznemu gościowi – Emilii (koniecznie sprawdźcie jej teksty!) i zapraszam was na naszego Facebooka, YouTube i do zobaczenia za tydzień.


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubksrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.

Avatar

Mateusz "Don Mateo" Wysokiński

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.