Yakuza 0 okiem nowicjusza oraz fana. Dlaczego warto zagrać?

Są takie serie gier, które przez poglądy czy przysłowiową „inność” nie mogą przebić się do wszystkich krajów świata. Chyba najgorzej ma właśnie Japonia, w której powstały niezliczone ilości świetnych tytułów – które niestety przez bariery kulturowe (lub po prostu brak tłumaczenia) nie wylatują poza wyspę.

Jedną z takich serii jest Yakuza – powstała w 2006 r. marka w jej rodzimym kraju sprzedaje się rok rocznie w niemałych liczbach. Do nas trafiła dopiero niedawno, a za genezę jej rozkwitu w Europie uważa się czasy omawianej Yakuzy 0 (wydawanej z ogromnymi lukami – od 2015 do 2020 roku). Dziś z moim redakcyjnym kolegą Łukaszem spróbujemy zachęcić was do zapoznania się z tą serią. A warto!

Zanim zaczniemy, kilka słów o autorach tekstów. Ja nie jestem fanem dalekowschodnich dzieł; praktycznie jedyne anime, jakie polubiłem, to Bakugan z 2007 r., oraz gra Ni no Kuni II (mangi nigdy nie polubiłem). Zupełnym przeciwieństwem jest mój dzisiejszy gość – Łukasz to pasjonat wschodniej kultury i wszelakich animacji, filmów czy gier, w tym zwłaszcza z Japonii. Macie więc opinie dwóch osób z dwóch różnych światów. Bardzo polecam zajrzeć do jego wypowiedzi (zaznaczone kolorem zielonym i kursywą), bo zafundował nam niemałą porcję ciekawostek o Kraju Kwitnącej Wiśni.


#1 Hollywodzka fabuła

Rok 1988, Japonia, a dokładnie podtokijskie miasteczko Kamurocho. Poznajemy tutaj Kazumę Kiryū, młodego członka klanu Tojo, który dorabia jako „poborca ​​pożyczek” (i to niezbyt miły, trzeba dodać). Podczas jednego ze zleceń okazuje się, że zwykłe obicie twarzyczki służyło jako wrobienie głównego bohatera w zabójstwo pewnego nieszczęśnika. Od teraz Kiryū i jego znajomi zostają wmieszani w wojnę o tzw. Empty Lot, a sam bohater ma tylko kilka dni na oczyszczenie siebie z zarzutów oraz wyjście z tej bitwy cało. Co ciekawe, Kazuma nie jest jedynym protagonistą tej odsłony. Poznany po kilkunastu godzinach gry Gorō Majima to były yakuza, który pod przykrywką menadżera klubu nocnego stara się powrócić do łask swoich dawnych pracodawców.

yakuza 0 czy warto zagrać
Kazuma Kiryū to niezwykle charyzmatyczny bohater. Dawno nie widziałem tak ciekawie napisanej postaci w grach wideo.

Cały czas słyszę, że „Yakuza to takie GTA w Japonii”. Otóż niekoniecznie, historia Kiryū cechuje się przede wszystkim bardzo mocno przyziemną fabułą (a przynajmniej przez większość gry). Dajmy tego GTA jako kontrprzykład. Tam, choć policja jest największym przeciwnikiem, trudno ją brać na poważnie. Tutaj za to od początku gra jasno pokazuje – jeśli mundurowi dojdą do naszego bohatera, nie ma zmiłuj. (A doprowadziło to „tylko” do zabójstwa jednego cywila). Widzicie więc, że to, co GTA robi jako element gameplayu i swobody dla gracza, tu jest częścią świata przedstawionego. Zapomnijcie tutaj o pojazdach, strzelaninach z wojskiem, ogromnym otwartym świecie czy otwartej strukturze wyboru misji. To liniowa, ale rozbudowana historia o honorze, zemście, dążeniu po trupach do celu.

Warto zaznaczyć jeszcze dwie rzeczy – niech zabawne gameplaye „In a Nutchell” oraz memy z Baka Mitai na czele niech was nie zwiodą. Yakuza to nie historia o mordercy, który po robocie idzie na karaoke i łowi rekina przy brzegu. Wszelkie aktywności poboczne są… poboczne. Gdy oderwiemy się od nurtu znakomitej historii, możemy zabawić się w co chcemy i odpocząć od problemów „dnia codziennego”. Po drugie – „Zero” jest prequelem pierwszej części gry, a więc jeśli chcecie poznać historię Kiryū i powracającym jako postać drugoplanowa Majimy, to właśnie zacznijcie od tej części.

yakuza 0 czy warto zagrać
W cut-scenkach głównej fabuły dubbing zrobiony jest bardzo dobrze. Gorzej jest z niemymi zadaniami pobocznymi…

Ł.: Gdybym dostawał złotówkę za każdym razem, gdy słyszę „Yakuza to japońskie GTA”, to byłbym milionerem. To nie jest takie proste, gdyż GTA jest tytułem typowo sandboksowym – podczas gdy Yakuza jest bardziej nastawiona na przedstawienie historii. Zarówno głównego wątku, jak i historii pobocznych. Fabularnie Yakuza zawsze stoi wysoko, mamy tu nieraz do czynienia z historią godną ekranizacji w formie jakiegoś gangsterskiego filmu. Jednakże trzeba pamiętać, że sama Japonia jest bardzo kontrastowa jeżeli chodzi o popkulturę. Nieraz bardzo smutne oraz poważne sytuacje przeplatają się z groteskowymi czy wręcz komediowymi losami naszych bohaterów.
To trzeba mieć na uwadze gdyż ten aspekt kontrastu jest ogromnym plusem, który wyróżnia serię na tle innych gier, ale jest też tym, co może skutecznie odrzucić potencjalnych graczy. Oprócz rodzinnych porachunków, będziemy tu też grać w golfa, jeść dobre jedzonko, śpiewać karaoke, obijać komuś mordę, by potem wrócić do handlu nieruchomościami ze swoim zaufanym kurczakiem. Tak, takim prawdziwym. Dowiecie, się gdy zagracie!

yakuza 0 czy warto zagrać
Każdy styl walki jest równie przyjemny, co efektowny (i efektywny). Możemy także skorzystać z elementów otoczenia oraz m.in. mieczy czy broni palnej.

Ł.: No i postacie; o tak Kiryū Kazuma jest typowym przedstawicielem typa, którego nie powstrzyma nawet wichura przed dojściem do swojego celu. Wbrew pozorom jest bardzo spokojnym człowiekiem, spokojnym jak skała. Dosłownie – każdy, kto odważy się mu przywalić, prędzej straci rękę i kilka zębów, gdy tylko Kazuma komuś odda. Czy to pięścią, czy rowerem.
To samo się tyczy postaci Gorō Majimy; ten gangus jest szalony, ma amok w oczach i jest nieprzewidywalny. Nie bez powodu nazywany jest „Mad Dog”. Jednakże pod opaską na oku i całym swoim szaleństwem ukryta jest dość przykra historia.

To właśnie sprawia, że postacie są głębokie i ciekawe. Dlatego jeżeli ktoś zostanie wciągnięty do Kamurocho, to nie poprzestanie, dopóki nie pozna zwieńczenia historii danej postaci. Trzeba też pamiętać, że zarówno Gorō, jak Kiryū są postaciami, które od lat spajają świat Yakuzy. Chodź teraz na pierwszym planie pojawił się Ichiban. Ale o nim może kiedy indziej.

yakuza 0 czy warto zagrać


#2 Realne, żywe Kamurocho

Wspomniane już Kamurocho to jedne z najbardziej realistycznych miast ukazanych w grach wideo. Oczywiście GTA robi to też bardzo dobrze, jednak Yakuza mami nas najdrobniejszymi szczegółami. To żywe miasto, z – zazwyczaj – naturalnie zachowującymi się ludźmi: możemy zauważyć, że np. wychodzą z domów czy spotykają się ze znajomymi. Co krok możemy znaleźć najróżniejsze restauracje (jedzenie lokalne, włoskie czy dopiero raczkujące fast foody), hotele, urzędy, parki, czy sklepy z luksusowym towarem. Gdy mamy wolną chwilę, możemy zagrać w rzutki, bilard, kręgle, pójść na dyskotekę, do klubu z karaoke i wiele, wiele innych (a minigry same w sobie są naprawdę przyjemne). Aktywności tu ogrom, a sporo z nich ma również własne zadania poboczne i inne wyzwania. Dochodzi do tego setka (!) zadań pobocznych – różnego rodzaju i długości – które dają nam odetchnąć od w dużej mierze pompatycznej historii. Questy poboczne są ciekawe, zajmujące i niekiedy naprawdę zrobione z humorem (o nim piszemy w dalszej części tekstu). Do tego substories przypominają o sobie nawet po ich wykonaniu – dla przykładu, uratowany dzień wcześniej chłop zechce pomóc nam w prowadzeniu biura nieruchomości. Tak więc obcowanie z zupełnie inną kulturą, architekturą miasta i usługami to duży plus sam w sobie.

yakuza 0 czy warto zagrać
Choć gra już parę lat ma na karku, to nadal wygląda naprawdę dobrze. Największe wrażenie robią cut-scenki, szczegółowość twarz postaci to najwyższa półka.

Ł.: Kamuro-chō jest prawie że idealną kopią Kabuki-chō. Jest to jedna z dzielnic rozrywkowych umieszczona w Tokio, znana z ogromnej ilości sklepów, restauracji oraz klubów nocnych. Wypisz, wymaluj: idealna podstawa do umieszczenia gangsterskiej historii. Dlatego też tętniące życiem Kamurocho jest bardzo realne. W tym znaczeniu, że możemy poczuć się, jakbyśmy zwiedzali prawdziwe miasto, które obfituje w neony oraz restauracje. Dzięki ogromnej ilości aktywności pobocznych możemy również z pasją uczestniczyć w życiu miasta, zarówno w dzień, jak i w nocy. Spotkamy tutaj różne dziwaczne osobistości, z którymi to również nie raz będzie mogło wiązać się zadanie poboczne czy też jakaś ciekawa historia. Małym smaczkiem fajne jest to, że zależnie od roku, w którym dzieje się akcja, poznajemy pewne zachowania czy tez normy, które miały miejsce w danych latach. Na przykład, jeżeli zastanawialiście się, dlaczego podczas gry niektórzy NPC dają wam chusteczki lub zapałki, to dlatego, że tak działał wówczas marketing. (W ten sposób hotele czy też restauracje się promowały). Chociaż same chusteczki przydadzą się do innej pobocznej historii. 😉

yakuza 0 czy warto zagrać
Dbałość o szczegóły powala. Tutaj widzicie zwykły sklep spożywczy, w którym możemy m.in. sprawdzić okładki autentycznych czasopism.

#3 To nie jest jRPG

Jeżeli widzicie frazesy „Japonia” i „RPG” obok siebie, oczywistym są przejawki w postaci Final Fantasy czy Pokemonów – turowe walki, tworzenie drużyny i ogrom grindu. Serię Yakuza (z wyjątkiem najnowszej odsłony, Like a Dragon) można nazwać faktycznym, zachodnim RPG – walki są bardzo dynamiczne, rozgrywane w czasie rzeczywistym (po uprzedniej krótkiej cut-scence), bez udziwnień, magii czy summonów. Obijanie gęb jest naprawdę przyjemne, efektowne (finishery!) i całkiem brutalne. Jeżeli graliście w Sleeping Dogs*, system walki jest tam bliźniaczy. Do wyboru mamy po trzy style walki dla każdej postaci i spore drzewko umiejętności. Skille odblokujemy za pomocą pieniędzy (ale także za wykonywanie questów), te zarabiamy m.in. walcząc z wrogami lub chodzącymi po mapie minibossami, czy za pomocą biznesów. Tych mamy dwa, jeden na głowę. Jako Kiryū będziemy kupować nieruchomości i przypisywać do nich menadżerów/ochronę, a po stronie Majimy poprowadzimy klub z hostessami. Obie minigry wymagają sporo czasu, by je rozkręcić, więc niestety czeka nas grind. Warto zadbać o nie pomiędzy kolejnymi rozdziałami, by porządnie rozwinąć naszą postać pod koniec gry. Każdy biznes ma także swoją, bardzo długą fabułę. Wracając jeszcze do walki, sprawdźcie, jak wygląda to w akcji w poniższym filmiku.

*swoją drogą polecam sprawdzić Sleeping Dogs, jeżeli naprawdę nie jesteście przekonani do Yakuzy. To połączenie GTA i właśnie tej gry, podane w bardziej „zachodni” sposób.

Ł.: Yakuza ma dosyć sporo z RPG, tylko zamiast puntów doświadczenia, rozwijajmy postać za pomocą mamony. Fajnie gdyby to tak jeszcze działało w prawdziwym życiu, no ale wracając do tematu: system walki jest mocno zręcznościowy, dlatego też przyjemnie się na to patrzy, a możliwość lawirowania pomiędzy stylami szybkimi czy tez wolniejszymi sprawia, że mamy tutaj świetną podstawę do budowania combosów. Oczywiście jeżeli ktoś ma chęć, to można zmienić pięść na kij do bejsbola, nóż czy inny znak drogowy. Świetne są również animacje „wykańczania postaci”, kiedy to Kiryū czy Gorō potrafi zrobić niesamowitą krzywdę efektownym wbiciem komuś głowy w ścianę czy rzuceniem w adwersarza jakimś rowerem (ataki rowerami faktycznie miały miejsce w prawdziwej Japonii!). Rozbudowa naszej postaci jest bardzo ważna, bo to od gracza zależy, jak długi pasek życia będzie widniał na ekranie, jak mocno komuś przywalimy oraz jak szybko będzie ładował się pasek HEAT, by wykorzystać go do finisherów.

Co do minigier, to nie licząc aktywności pobocznych, przytoczone questy są ogromnym zadaniem pobocznym, i w sumie co odsłonę możemy spodziewać się podobnych rozwiązań. Jednakże i one okupione są ogromem humoru. Pamiętacie o kurczaku? Wspominałem o nim na początku artykułu, mowa tu o Nuggetsie. Prawdziwym wyjadaczem wśród kokoszek, którego Kiryū może spotkać i oddelegować jako jeden z managerów w Real Estate Royal.

yakuza 0 czy warto zagrać


#4 Japoński humor? Niekoniecznie

Łączenie dramatu z komedią, sprośne żarty czy absurdalne motywy fantasty w poważnych historiach. Nie da się ukryć, że (daleko)wschodni humor jest specyficzny dla typowego odbiorcy z zachodniego świata. Jak jest w Yakuzie? Zależy, na jaki element gry spojrzycie – fabuła od pierwszych sekund jest nastawiona na bardzo realne przedstawienie świata. Trochę inaczej jest w zadaniach pobocznych. Większość z nich ma o wiele lżejszą atmosferę. Dla przykładu pomożemy parze rozwiązać krzyżówkę czy pokłócimy się ze wpychającą się w kolejkę kobietą, ale znajdą się też mroczniejsze historie, takie jak dołączenie do kultu. Najgorzej jest z pewnymi minigrami i questami, głównie z usługami dla dorosłych, jak oglądanie porno (tak!) czy rozmowy telefoniczno-randkowe. Tam absurd sięga zenitu i może zniechęcić części z was. Jednak elementy te nie pojawiają się w głównej historii. Za to dialogi naprawdę trzymają poziom, a do tego są zabawne nawet dla nas. Grałem w Ni no Kuni II oraz Gravity Rush, gdzie były pisane chyba na kolanie po przedawkowaniu alkoholu. Oczywiście – musicie mieć dystans, bo zdarzają się absurdy w postaci rzucania sofami czy szalonych stylów walk, jednak naprawdę nie przeszkadza to w odbiorze całości.

yakuza 0 czy warto zagrać
Prowadzenie klubu z hostessami to całkiem przyjemna minigra, która zresztą posiada własną fabułę.

Ł.: Zbliżamy się do punktu, który podzieli przyszłych graczy. Czyli, albo pokochacie Yakuzę, albo ją znienawidzicie. Humor wylewa się tu litrami. Kurczak manager, czy obijanie ryjów różnym gangusom tylko dlatego, że stoją nam na drodze do naszego ulubionego baru z karaoke. Nie mówiąc już o abstrakcyjnych rzeczach, jak odkrycie „tajemnicy” jednego z pomniejszych bossów mafii, którego fetyszem jest to, że chodzi na dziewczyny ubrany jak niemowlak (jego gangsterzy tak samo). To wszystko skończyło się dla mnie graniem przez łzy, oczywiście wywołane śmiechem. Ale też poboczne-zabawne aktywności, jak „gorąca linia” czy filmy dla dorosłych, są w grze normą. Są przedstawione w sposób humorystyczny, który w większości przypadków powoduje częściej śmiech niż zawstydzenie. Jednakże nie wszystkim tego typu humor będzie pasował. Dlatego jeżeli ktoś nie przepada za groteską Dalekiego Wschodu, może zawsze nie podejmować się tych zadań i czerpać przyjemność z samej fabuły.

yakuza 0 czy warto zagrać


#5 Minusy? Te rzeczy warto wiedzieć

Na koniec warto wspomnieć o tym, że gra, choć warta zagrania, nie jest idealna. Niektóre aspekty (już stricte growe, a nie dotyczące treści) mogą być łyżką dziegciu w tym modzie.

  • Długość gry – wada i zaleta w jednym. Sama fabuła starcza na 30 godzin, jednak ilość aktywności jest tak duża, że nawet bez robienia gry na 100% zajmie wam ponad dwa razy tyle. Musicie faktycznie mieć sporo zarezerwowanego czasu, by przejść Yakuzę tak, jak należy.
  • Brak autozapisów – w grze zapisujemy grę za pomocą budek telefonicznych lub zwyczajnie telefonów. Ten minus jeszcze bardziej zaognia problem, jeżeli nie macie zbyt dużo czasu na grę.
  • Spory grind – wydawać gotówki będziemy całkiem sporo. Aby ją zdobyć, musimy albo grindować biznesy, albo łupać się z wrogami. W moim przypadku musiałem w pewnym momencie zostawić na trochę komputer, by zebrać pieniądze na kolejne nieruchomości. Czy potrzebujecie go uprawiać, jeśli nie interesują was poboczne aktywności? Raczej nie, tym bardziej na niskim poziomie trudności.
  • Poprowadzenie fabuły i backtracking – nie chodzi mi o samą oś fabularną. Podczas robienia aktywności pobocznych, główny wątek może szybko wylecieć z pamięci. Zaangażujemy się tak bardzo w wyścigi samochodowe, że zapomnimy, gdzie i co tak właściwie mamy zrobić.
  • Brak angielskiego dubbingu oraz spolszczenia – choć brak angielskich aktorów nie jest wg mnie wadą (dzięki temu jeszcze bardziej wczuwasz się w świat), to brak polskich napisów może sprawić niektórym problem; tym bardziej, gdy jest ich w grze niemało.
  • Sterowanie na PC – sama SEGA poleca grać na padzie niżeli na myszce + klawiaturze.
yakuza 0 czy warto zagrać
„Gorączka sobotniej nocy” w Japonii? A jak!

Ł.: Co mogę zarzucić serii Yakuza po latach gry? To w sumie to, co ja lubię nazywać syndromem Pokemona. Dziwnie się o tym mówi, jednakże od lat seria zmaga się z tym, że SEGA niezbyt przejmuje się tym dubbingowaniem w pełni swoich gier. Jasne, cut-sceny są z udziałem aktorów głosowych. Jednakże sama eksploracja wiążę się z tym, że jedyne, co będziemy słyszeć, to pomrukiwanie czy pojedyncze słowa, a gracz będzie zalewany suchym tekstem wypowiedzi bohaterów. Szkoda, że do dziś SEGA nic z tym nie zrobiła. To niestety też może być kolejny powód, by odbić się od Yakuzy. Nie pomaga również fakt, że żaden tytuł z tego cyklu nie ma polskiej lokalizacji, więc ściana tekstu zawsze jest w języku angielskim lub japońskim. Dlatego trzeba trochę poświęcenia – jednak zapewniam was, że warto.

yakuza 0 czy warto zagrać


Podsumowanie

Kupując Yakuzę 0 byłem przygotowany, na to, co ujrzę – niby dobrą fabułę, ale z absurdalnymi wątkami. Przyznam jednak, że nie doceniałem  gier z Dalekiego Wschodu – ani w przypadku Hideo Kojimy, ani Yakuzy. „Zero” to świetna fabuła, oblana toną jakościowej zawartości, jednak trzeba jej poświęcić tak dużo czasu, że nie jest to tytuł dla wszystkich. Jeżeli lubicie rozbudowane RPG na długie godziny z przyjemnym systemem walki lub chcecie poznać świetną historię trwającą 30 godzin, z masą cut-scenek i dialogów – warto się przekonać i poznać tą niedocenianą u nas serię.

Dziękuję Łukaszowi za pomoc przy tworzeniu tego wpisu. Koniecznie sprawdźcie jego wrażenia z odświeżonej drugiej części serii:

Yakuza Kiwami 2 – przemyślenia z powrotu do Kamurocho


Pamiętaj, aby przed zakupem zawsze sprawdzać cenę → Najniższe ceny gier znajdziesz na Ceneo.
Kupując za pośrednictwem naszego linku wspierasz rozwój naszego portalu, dziękujemy!


Dzięki, że doceniłeś nasz wkład i przeczytałeś ten wpis do końca! Jesteś częścią naszej społeczności i to od Ciebie zależą nasze dalsze kroki. Możesz nam pomóc:

  • zostawiając komentarz - wiele się nie napracujesz, a my dowiemy się na czym Ci zależy,
  • polub nasz fanpage na Facebooku, żebyś z łatwością otrzymywał informacje o naszej działalności,
  • daj znać znajomym - razem stworzymy wielką społeczność "Testerów Gier",
  • zasubskrybuj nasz kanał YouTube jeżeli chciałbyś, abyśmy publikowali więcej filmów.

Rembus

Humanista, pasjonat historii i języków obcych (przede wszystkim angielskiego) oraz j. polskiego. "Pececiarz" od urodzenia, choć posiada obydwie kieszonsolki Sony. Spokojny człowiek, który lubi pisać to, co czytacie :P.

Zostaw komentarz