Rampage: Dzika Furia – recenzja filmu

W ostatnich miesiącach mieliśmy wysyp hollywoodzkich produkcji na podstawie gier komputerowych lub po prostu traktujących o graczach i ich rozrywce. W jeszcze całkiem świeżym filmie z Dwayne’em “The Rockiem” Johnsonem dostajemy nie najgorsze kino akcji z łysym “wielkoludem” i – jeszcze większym – gorylem w rolach głównych.

Mowa jednak nie o żadnej ekranizacji przygód sympatycznej małpy o imieniu Donkey Kong! Film Rampage (w Polsce dystrybuowany jako Rampage: Dzika Furia) jest luźno inspirowany grą o tym samym tytule, która pierwotnie ukazała się na automatach w 1986. Adaptacja opowiada o Davisie Okoye (Dwayne Johnson), wybitnym prymatologu, który od ludzi woli towarzystwo zwierząt. Okoye zaprzyjaźnia się z George’em – gorylem-albinosem, który odznacza się wysoką inteligencją i dużymi dawkami niecodziennego humoru. Wszystko zmienia się, gdy goryl, na skutek tajemniczej substancji, zaczyna rosnąć w zastraszającym tempie i uwalniać swoje, ukryte dotąd, pokłady agresji, tym samym stanowiąc poważne zagrożenie dla ludzi. Całą sytuację pogarsza fakt, że George to nie jedyne zwierzę, które zostało poddane mutacji…

rampage dzika furia recenzja

Opis fabuły, jak i same trailery zapowiadały niezłą i całkiem oryginalną historię – niestety efekt finalny w postaci filmu nie prezentuje się tak dobrze, jak na papierze. Nie jest to jednak wina scenarzysty czy “operatorki”, a aktorów, speców od efektów specjalnych i samego reżysera. Pierwszy zarzut dotyczy tempa akcji i rozwoju fabuły – obie te rzeczy dzieją się za szybko. Owszem, mało kto lubi dłużyzny, a sama dynamika w filmie nie jest wcale aż tak agresywna; niemniej, Rampage pośpiesznie i wręcz zbyt śmiało prezentuje pewne wątki, podając niemal wszystko na tacy i nie pozostawiając widzowi nawet najmniejszego pola do jakichkolwiek refleksji, domysłów, wątpliwości czy pytań. Grunt, że chociaż motywacje głównych bohaterów nie zostały od razu zdradzone!

Lepiej za to prezentuje się druga połowa filmu, w której dostajemy czystą rozpierduchę, a nie ciąg dialogów, i to średniej jakości – przy czym “lepiej” nie równa się od razu “bardzo dobrze”. W scenach akcji nie raz nuta dramaturgii i patetyczności przeplata się ze wstawkami komediowymi – co nie zawsze wychodzi na dobre filmowi – już nie wspominając o sztampowym zakończeniu czy wielu absurdalnych, a nawet nielogicznych zdarzeniach. Ponadto efekty specjalne jakoś za bardzo nie zachwycają, a CGI momentami bije po oczach sztucznością – acz, trzeba przyznać, że wśród efektów generowanych komputerowo najwierniej zostały zaprezentowane małpy, a zwłaszcza George. Generalnie, nie jest to poziom filmów Michaela Baya, niemniej Rampage jako efektowne kino akcji spełnia podstawowe kryteria.

rampage dzika furia recenzja

Drugim grzechem głównym produkcji są bohaterowie. Można ich podzielić na trzy kategorie: postaci, które wydają się ciekawe, ale dostały za mało “czasu antenowego”, postaci beznamiętne oraz postaci irytujące. Jednym z nich jest postać Russella (Jeffrey Dean Morgan), cwaniakowatego agenta rządowego, który wkurza swoim “kowbojskim” stylem mówienia i zachowania. Najgorzej jednak prezentuje się para głównych antagonistów: rodzeństwa Claire (Malin Åkerman) i Bretta (Jake Lacy) Wydenów. Przebiegła siostra i fajtłapowaty brat przypominają duet Pinky’ego i Mózga lub Jessie i Jamesa z Zespołu R z Pokémonów.

Czy w takim razie jest coś, co na tle tych wszystkich rzeczy słabych, przeciętnych lub po prostu poprawnie wykonanych – prezentuje się naprawdę dobrze? Na szczęście tak, a jest to gra aktorska Dwayne’a Johnsona. Widać, że były wrestler przyłożył się do swojej roli, z dużą dozą autentyczności kreując zamkniętego w sobie zoologa, który kocha zwierzęta i świetnie dogaduje się ze swoim białowłosym kumplem. Jego bohater jest w sumie jedynym charakterem z filmu, którego bez większych problemów polubią widzowie. Wielka szkoda, że reszta obsady nie postarała się przy swoich rolach, przez co pozostałe postacie nie zapadają w pamięć.

rampage dzika furia recenzja

Podsumowując, Rampage: Dzika Furia to, pomimo ogromnego zaplecza produkcyjnego, kino rozrywkowe ze średniej półki. Nie uświadczysz tutaj wybitnej gry aktorskiej, autentycznie głębokich i poruszających dialogów oraz efektów zapierających dech w piersiach. Film Brada Peytona z grami Rampage też ma mało wspólnego – oprócz tytułu i olbrzymich potworów (po części przypominających kiczowate kreatury z kina ery monster movies) nie łączy właściwie nic. Jeśli jednak jesteś fanem The Rocka lub chcesz zobaczyć, jak growy King Kong niszczy pół miasta – to Rampage: Dzika Furia będzie w sam raz dla ciebie, idealnie wpasowując się w ramy filmu, tylko (ale to tylko!) na jeden seans, i to najlepiej po ciężkim dniu.


Źródło fotosów: materiały prasowe Warner Bros. Pictures

Z wykształcenia politolog, obecnie student dziennikarstwa. Oprócz grami, interesuje się także kinem i astronomią. Propagator poprawnej polszczyzny – czy też, pisząc z duchem języka internetowego: gramatyczny nazista – tak dobry, że może sprawdzić Twoją pracę dyplomową lub inny tekst. Swoje felietony na temat historii, problemów społecznych i memów internetowych publikuje na blogu bednarskiprzemyslaw.pl – tam też można znaleźć szczegóły oferty usług korektorskich.

Przemysław Bednarski

Z wykształcenia politolog, obecnie student dziennikarstwa. Oprócz grami, interesuje się także kinem i astronomią. Propagator poprawnej polszczyzny – czy też, pisząc z duchem języka internetowego: gramatyczny nazista – tak dobry, że może sprawdzić Twoją pracę dyplomową lub inny tekst. Swoje felietony na temat historii, problemów społecznych i memów internetowych publikuje na blogu bednarskiprzemyslaw.pl – tam też można znaleźć szczegóły oferty usług korektorskich.