INDYK NA PARZE #24: Roadhouse Simulator – symulator, jak dostać w mordę na pustyni

Wbrew swoim oczekiwaniom, stałem się fanem symulatorów mniej czy bardziej nietypowych. Po ograniu wielu z nich uważam nadal, że jednym z najlepszych był Gas Station Simulator.

Wypociny studia DRAGO śledzę dość regularnie. Od czasu mojej recenzji Stacji Benzynowej, Polacy naprawili i dodali do gry ogrom rzeczy, a jej rozwój przeciągnął się na wiele lat i kilka dodatków. Żadna kolejna ich gra nie była już tak dobra – taki Food Truck Simulator okazał się dość nużący, a zupełnie inny Winter Survival technicznym koszmarkiem. Teraz polskie studio wraca do sprawdzonego pomysłu i zaprasza nas ponownie na Route 66, gdzie poprowadzimy spelunę dla gangów motocyklowych. Czy dostaliśmy hit na wiele godzin? Zapraszam do recenzji.

Dziękujemy DRAGO entertainment za dostarczenie klucza do gry.

Naszą przygodę rozpoczynamy jako ochroniarz zajazdu na Route 66. Warto tu wspomnieć, że wcielamy się w wujka głównego bohatera z Gas Station Simulator, a sama gra jest niejako prequelem dla tamtego projektu. Po rozróbie w barze nasz szef zostaje zatrzymany przez policję i to na naszych barkach spoczywa prowadzenie tego przybytku. Szybko jednak zwykły pub stanie się bazą do innych interesów: gier hazardowych, klubu pięściarskiego czy laboratorium Waltera White’a.

Roadhouse Simulator - Launch Trailer

Krajanie z DRAGO zawsze starali się oprócz rozgrywki dodać fabułę, co w symulatorach wcale nie jest oczywistością. Nie ma tu jej jednak dużo i szybko schodzi na dalszy plan. Szkoda w sumie, bo recenzowana gra ma wiele mechanik, które mogłyby być podłożem jakichś mikrohistorii lub misji pobocznych. Dlatego skupmy się na rozgrywce – a ta jest znów znakomita. Podobnie jak Gas Station Simulator, tak nowa gra chwyta i przykuwa cię przed ekranem, nie chcąc wypuścić. Rytm gameplayu jest uzależniający – zawsze mamy co robić, kogoś obsłużyć, coś dokupić lub na co zbierać. Wpierw musimy wszystko ogarniać sami, czyli głównie podawać piwo klientom i czyścić klopy. Z czasem (po ok. 2 godzinach gry) zatrudnimy pracowników, którzy dadzą nam większą swobodę. Nadal jednak harujemy za kelnera, sprzątacza, gościa od logistyki i zapasów oraz mechanika. Dopiero po wielu godzinach uda nam się stworzyć działającą jak w zegarku maszynę do zarabiana pieniędzy.

Jeśli na głowie mamy aż tyle roboty, to może obawiacie się o poziom trudności. Prawda jest taka, że gra jest trochę łatwiejsza od Stacji Benzynowej; głównie przez to, że nasze zadania są banalne, tylko że wymagają dobrej wielozadaniowości. W tej drugiej grze początek był ciężki, bo mieliśmy tak naprawdę dwa razy więcej zadań, w tym niezbyt lubianą przeze mnie pracę mechanika w warsztacie. Podawanie piwa to kwestia kliknięć (trzeba tylko uważać, żeby nie podawać pijanym klientom trunku), a zanim dojdzie kolejna robota, to będziemy mieć już pracowników. Roadhouse Simulator nie da wam odpocząć, ale nie jest to już latanie po mapie z wywieszonym jęzorem, aby tylko nie zdenerwować klientów (których tutaj tak naprawdę nie da się wkurzyć). Zresztą tak naprawdę klienci nie wstają z krzeseł przez cały dzień, a tylko co jakiś czas proszą o dolewkę. Pracownicy również wydają mi się tańsi, przez co nie ma praktycznie żadnych wad ich zatrudniania. Oczywiście, jeśli poczujecie, że świat wali się wam na głowę, w każdym momencie możecie zamknąć bar i zrobić, co trzeba. Sam musiałem to uczynić – akurat wtedy, gdy mała bójka przerodziła się w pięć nieprzytomnych typów w kałuży krwi.

roadhouse simulator recenzja

No właśnie, największą nowością jest tutaj… system walki. Gangsterzy mogą się zdenerwować, gdy ich uderzymy lub gdy zbytnio się rozpiją. Wtedy zaczynają niszczyć nasze stoły i krzesła oraz rzucają się z pięściami na innych gości. Wtedy musimy rzucić wszystko i sami stanąć w szranki. Do dyspozycji dostajemy szybki i mocny atak, blokowanie oraz kop. Do tego dochodzi tryb furii, który zwiększa nasze obrażenia. Jeśli awanturujący się klienci nas nie pokonali, musimy takich huncwotów wyrzucić (dosłownie) na zewnątrz, naprawić bądź kupić nowe meble oraz wytrzeć podłogę. Trzeba zaznaczyć, że bójki zawsze – prócz pewnych zaprogramowanych wydarzeń – wybuchają z naszej winy, głównie przez niedopatrzenie. To całkiem niezły system kar dla gracza, który wymusza uwagę.

Drugą ciekawą, choć bardzo prostą mechaniką jest przejmowanie sektorów mapy. Za wypełnianie paska hajpu otrzymujemy punkty wpływu do wydania na stole w biurze. Odhaczanie kolejnych regionów daje nam nowych klientów oraz przedmioty, np. większe beczki z piwem czy słodycze do sprzedania w automatach. Jest to naturalny system progresu, jednak niezbyt zajmujący. Najważniejsze jest rozwijanie samego baru, czytaj: zwiększanie magazynu, dobudowanie pokoi czy odblokowanie zupełnie nowych atrakcji, czyli wyścigu świń. Jest to system żywcem przeniesiony z Gas Station Simulator i sprawdza się bardzo dobrze – cały czas jest na co wydawać pieniądze, co dokupić do magazynu czy kogo zatrudnić. Mógłbym też wspomnieć o policji: co jakiś czas przyjeżdża pan macho policjant i sprawdza, czy nie mamy jakichś pobitych osób lub nielegalnych przedmiotów. Jeśli są, otrzymujemy karę, jeśli nie – zwiększa się mnożnik hype. Resztę zostawiam wam do odkrycia. Problem w tym, że treści gry na premierę nie ma zbyt dużo. Do tego wiele z mechanik jest tu po nic. Dla przykładu, każde piwo w nadmiarze ma efekty uboczne – szansa na wymioty, agresję itp. – jednak w praktyce nie zwraca się na nie uwagi. Pracownicy różnią się ceną, ale nie umiejętnościami, przez co nie czułem z nimi żadnych więzi. W wyścig świń zagrasz raz i zapomnisz, że takie coś istnieje. Jeśli tytuł powtórzy sukces Gas Station Simulator, to na pewno dojdą prędzej czy później DLC i aktualizacje; jednak trudno powiedzieć, czy kupno gry w tej chwili jest dobrą „inwestycją”.

roadhouse simulator recenzja

Stan techniczny w produktach DRAGO niestety zawsze kuleje. Optymalizacja nadal jest taka sobie, choć zaskoczyła mnie bardzo duża „rozpiętość graficzna”. Gra na najwyższych ustawieniach wygląda całkiem nieźle, a na najniższych – tak koszmarnie, że siebie nie przypomina. Pomimo bardzo dużej różnicy w fps-ach, zniżyłbym opcje graficzne tylko w ostateczności. Na Steam Decku postawiłem na ustawienia średnie wraz z Lossless Scaling. Choć grało się w miarę komfortowo, to niestety klatki gubiły się w sporej liczbie i dla wielu będzie to płynność nie do zaakceptowania. Drugim koszmarkiem technicznym są wszelakie błędy. Wiem, że zostaną połatane, bo DRAGO bardzo dobrze rozwija swoje gry (zresztą w dwa dni powstały aż pięć hotfiksów!), jednak na stan premierowy najlepiej nie jest. Kilkukrotnie nie mogłem wyjść z samouczków, a innym razem skrypt się nie uruchomił. Ogólnie interfejsy raz działały, a raz nie.

Bardzo często występuje też problem z hitboksami – z precyzyjnym klikaniem i celowaniem na obiekty. Na przykład, chcąc podnieść szklankę ze stołu gra wykryła pijanego gangstera po drodze i dała mu piwo, które akurat nie było dla niego. Są to jednak raczej nieszkodliwe, choć denerwujące błędy. Ogólnie jednak muszę pochwalić przemyślane mechaniki, które wydają się naturalne – kufle można brać po kilka sztuk, mieszając na tacy puste i pełne. Interakcje są szybkie i nie spowalniają rytmu gry, w który łatwo wpaść. A jeśli musicie z niego wypaść, wystarczy zapisać w dowolnym momencie i wrócić do akcji później.

roadhouse simulator recenzja

Ostatecznie Roadhouse Simulator wydaje się grą o wiele bardziej skompresowaną i zrobioną z mniejszym rozmachem niż Gas Station Simulator. Jest dość krótka (6 godzin, by w pełni rozwinąć przybytek), opiera się zbytnio na tym samym, a mechaniki wokół tego wszystkiego nie są wystarczające rozwinięte. Gra jednak nadal da wam tonę satysfakcji – pętla rozgrywki wciąga, a rozwijanie placówki angażuje. Aktualnie twórcy pracują nad dwiema grami: Road Diner Simulator i Airport Contraband. Ten pierwszy tytuł jest tak podobny do Roadhouse’a, że praktycznie do odpalenia gry myślałem, że jest to jedno i to samo. Może to być zły znak na przyszłość, a pójście w rozdrabnianie swoich produkcji – z ubogą treścią i szybko wypuszczanych – może sprawić, że DRAGO wyląduje na wysypisku obok PlayWay. Nie życzę im tego, bo co jak co, ale Krakowianie tworzą obecnie najlepsze symulatory na rynku.

INDYK NA PARZE #4: Gas Station Simulator to coś WIĘCEJ niż kolejny symulator

Rembus

Humanista, pasjonat historii i języków obcych (przede wszystkim angielskiego) oraz j. polskiego. "Pececiarz" od urodzenia, choć posiada obydwie kieszonsolki Sony. Spokojny człowiek, który lubi pisać to, co czytacie :P.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *