Dlaczego zdradziłem League of Legends z Heroes of the Storm?

Gry typu MOBA (Multiplayer Online Battle Arena) są jednymi z najpopularniejszych gier na świecie nie bez przyczyny – są dynamiczne, pełne zróżnicowania, pozwalają nam customizację swoich ulubionych bohaterów, próbowanie nowych taktyk i wywołują w nas jedną z najważniejszych emocji w historii ludzkości – chęć rywalizacji. To właśnie te uczucie związane z pragnieniem zwycięstwa jest katalizatorem, który wzmacnia inne emocje – takie jak radość, smutek czy nienawiść. Z tego powodu gry MOBA posiadają miliony fanów na przestrzeni całego globu (szczególnie w Azji), a pule pieniężne w turniejach nie ustępują tym w sportach konwencjonalnych – a wielu ludzi uważa gry typu MOBA za sport właśnie, czego dowodem jest uznanie w Stanach Zjednoczonych gry League of Legends za sport.

Własnie, jak to jest z tym słynnym LoLem? Jako mały smyk, jeszcze w podstawówce grałem w Warcrafta III. I w nim właśnie odkryłem protoplastę mobek – pierwszą Dotę. To właśnie na pdostawie tej modyfikacji powstały wszystkie tego typu gry, które znamy i kochamy. Nie będę tu drążył historii, w każdym razie gdy dowiedziałem się o LoLu (gdy kończył się sezon drugi) od razu postanowiłem w niego zagrać – i się zakochałem. Była to miłość trudna, pełna wyżeczeń, negatywnych emocji oraz radosnych chwil uniesień, związanych z zwycięstwami i zabawnymi sytuacjami, związanymi z moimi przyjaciółmi, z którym regularnie grywałem. W między czasie próbowałem innych mob – takich jak Smite na przykład. Na chwilę oderwał mnie HOTS w 2015 roku, jednakże był wtedy nie był aż tak bardzo rozbudowany jak teraz, więc ponownie wróciłem do LoL’a, jednakże w tym roku wszystko się zmieniło. Postanowiłem dać HoTSowi kolejną szansę – i zakochałem się od pierwszego meczu, rzucając League of Legends brutalnie, bez ostatniego pocałunku. Wierność jest ważną cechą i definitywnie jedną z najważniejszych cech w udanych związkach, dlaczego więc porzuciłem moją długoletnią partnerkę na rzecz córki wujka Blizzarda? Jak wypada pojedynek League of Legends vs Heroes of the Storm? O to kilka powodów, które spowodowały tą jakże pochopną zmianę:

Nie, animowane tyłki nie były jednym z głównych powodów mej zdrady. Raczej.

Bohaterowie

Jestem fanem gier Blizzarda i lubię ich uniwersa – mimo, że w WoW’a nie gram od dawna, to z wypiekami na twarzy śledzę fabułę Zamieci i nie mogę doczekać się nowego dodatku. Prawdopodobnie wrócę do niego w przyszłym roku, jednakże nie jest to temat tego artykułu.

Lubię postacie wykreowane przez Blizzard. Każda ma własną historię, wynikającą z danego uniwersum. Cieszę się również z takich zabawnych, fabularnych absurdów jak Raynor walczący z Arthasem czy Zeratul pokonujący Diablo. Jakoś tak mi się zabawniej gra wyobrażając sobie kosmicznego kowboja strzelającego w upadłego króla Lordaeronu.

Głównie jednakże chodzi mi o mechanikę – każda postać różni się bardzo mocno od innej i niemalże każda umiejętność jest inna. Podobna mi się również elastyczność w “buildach” naszych protagonistów – wyżej wspomniany Raynor może być świetnym zabójcą, niezniszczalnym tankiem jak i uniwersalnym bruiserem. I większość bohaterów posiadają podobną wszechstronność.  W League of Legends za to postacie są o wiele bardziej schematyczne, a buildy opierają się w dużej mierze na przedmiotach – umiejętności pozostają niezmienne, gdy w Heroes of the Storm to właśnie zdolności i to, jak je będziesz ulepsząc definiują postać. Dodaje to również odrobinę fajnej rpgowości do gry.

Dochodzą do tego również tacy bohaterowie, jak specjaliści w Heroes of the Storm. Brakuje mi w dziecku Riotu kogoś takiego jak Abatur, Zagara czy Probius. Szczególnie Abatura. Kocham Abatura. Abatur is love, Swarm is life.

Jedyną wyższością LoL’a nad HotSem jest za to jedna – są to interkacje pomiędzy bohaterami, które kocham i są świetne w przypadku nowszych bohaterów. Ilość komentarzy i krótkich dialogów pomiędzy takim Rakkanem a Xayah jest niewyobrażalnie duża – czego brakuje mi w tworze zamieci, a szkoda, bo możnaby stworzyć ogromną ilość interakcji pomiędzy Raynorem a Kerrigan, czy Thrallem, a Garroshem.

Gadaj przez całego Starcrafta, jaka to ewolucja jest ważna bo pozwala przetrwać najważniejszym – w HoTsie pokonanie dla Ciebie pojedynczego stronnika w close combat to niewyobrażalny wyczyn.

Współpraca, levelowanie i bazy

Uwielbiam to, że w Heroes of the Storm drużyna zdobywa poziom wspólnie i nie ma jednego bohatera, który ma 7 poziom bo jest supportem i kolesia z 10, bo nafeedował się na midzie. Zawsze mnie to irytowało w LoLu. Do tego dochodzi brak jakichkolwiek profitów z dobijania minionów ( w polskiej wersji językowej są to (fajniutka nazwa w sumie) “stronnicy”) poza doświadczeniem. Dzięki czemu zamiast stać jak słup czekając na to, aż biedny pan minion będzie miał 50 punktów zdrowia i będziesz mógł go dobić, to starasz się jak najszybciej i jak najbrutalniej przepchnąć linię frontu, by zniszczyć jak najwięcej budynków.

Właśnie, jak to jest z tymi budynkami? W LoLu czy w Docie są to pojedyncze wieże wzdłóż linii, baraczek z jednostkami i nexus. W HoTsie za to mamy mury, bramy, wieże, forty, fontanny w których możemy się zregenerwować. Same centra naszych baz też są świetne – w jednej mapie jest to wielki posąg kruka, a w innej robot terran, który strzela do Ciebie jak się zbliżysz.

Bardzo mi się podobają wcześniej wspomniane fontanny przy naszych fortach – dzięki nim zamiast mozolnie wracać się do bazy, możesz do niej podejść i wyleczyć część Twoich punktów zdrowia i many co dwie minuty – przez co gra staje się jeszcze bardziej dynamiczna.

Wspominałem, że za stronników nie dostajemy pieniędzy, prawda? Za bohaterów też nie. Wszystko, co otrzymujemy to punkty doświadczenia. Ta pozorna dziwność eliminuje jedną tak bardzo wkurzającą mnie rzecz w LoLu – walkę o statystyki. Ile razy widziałeś grając w LoLa kogoś, kto ulta marnuje tylko po to, by dobić? Ile razy ktoś mówił, że jest lepszym graczem od Ciebie, bo ma więcej zabójstw? Mnóstwo. W Hotsie coś takiego pojawia się BARDZO rzadko.

Po każdej grze system wyróżnia pięc osób za różne osiągnięcia, np brak śmierci, największą ilość wyleczonych obrażęń, najdłuższe uciszenie czy stuna w grze czy wreszcie największą ilość obozów najemników zdobytych przez gracza,

Wielkie i grube ogry z armatami są tym, czego czasem najbardziej pragnę.

Tryby rozgrywki i mapy

Mapy w Heroes of the Storm są bardzi zróżnicowane. Różnią się wielkością, ilością najemników (czyli stwory, które po pokonaniu przyłączają się do Twojej drużyny), bossów czy wreszcie celami. W jednej możesz zdobywać kapliczki, które po uaktywnieniu strzelają do wrogich fortyfikacji. W drugiej możesz zbierać daninę dla władcy krainy, który po zapłacie osłaba wszystkie budynki i stronników przeciwnika. W innej walczysz o kontrolę nad potężnych mechem, którym możesz kierować z drugim towarzyszem. A w jeszcze innej rozgrywce skupiasz się na zalaniem przeciwnika chmarą zergów. Oczywiście, nie wymieniłem wszsytkich trybów rozgrywki – tylko kilka.

A jak to wygląda w League of Legends? Ein Spiel, ein Modus, eine Karte. Oczywiście Riot uczy się na błędach i zmienia tryby rozgrywki, wprowadzając tryb wniebowstąpienia czy ukochanego przez społeczność urfa, jednkaże te tryby rozgrywki szybko się nudzą. No, może poza tym urfem – ale miłość do niego wynika raczej z niedostępnościa, niźli z jakiejś genialności.

Żegnaj Ligo. Tak naprawdę artykuł jest tylko przykrywką dla crushownia Novy.

League of Legends vs Heroes of the Storm

Jest jeszcze o wiele więcej różnic, o których nie wspomniałem w artykule. Jedną z nich jest różnica w społeczności i to, że ta w Lidze jest skrajnie toksyczna, jest to jednakże temat na zupełnie inny artykuł. Reasumując – wolę w Hotsie tryby rozgrywki, elastyczność bohaterów, ich lore, mniejsze poczucie rywalizacji czy o wiele niższa toksyczność społeczności. I to, że obce osoby naprawdę starają się w pomóc, gdy w LoLu zazwyczaj insynuują moją orientację seksualną czy stosunki w mojej rodzinie. Jeśli wolisz luźniejszą rozgrywkę, większą dowolność w rozgrywce czy możliwość przywoływania swoich własnych sług do zniszczenia wroga – wybierz Hotsa. Jeśli ważniejsza dla Ciebie jest rywalizacja i wizja bogactwa zdobytego w mistrzostwach – pojedynek League of Legends vs Heroes of the Storm wygrywa dla Ciebie ten pierwszy, ja jednakżę pozostanę przy Hotsie.

Narcystyczny student bezpieczeństwa wewnętrznego, specjalizujący się w sprawach terroryzmu, konfliktów międzynarodowych, społecznych i rzecz jasna grach! Wychowany na strategiach fan RPGów. Do tego gram w League of Legends, ot tak dla sportu.

Maksymilian Goszczycki

Narcystyczny student bezpieczeństwa wewnętrznego, specjalizujący się w sprawach terroryzmu, konfliktów międzynarodowych, społecznych i rzecz jasna grach! Wychowany na strategiach fan RPGów. Do tego gram w League of Legends, ot tak dla sportu.