RETROMANIAK#30 – GRY JAVA: SZAŁ KOMÓRKOWYCH CIAŁ

Nowy rok 2018 szykuje dla graczy niejedną miłą niespodziankę w postaci nadchodzących w ciągu następnych 12 miesięcy premier gier. Nowe tytuły pozwolą nam zapomnieć i oderwać się od przeszłości, która jak powszechnie wiadomo, już nigdy nie wróci. O ile możemy mieć nadzieje, na odrodzenie się dawno zapomnianych gatunków, o tyle są produkcje i platformy, które już nigdy nie powrócą. Jednymi z tych, są gry java, które cieszyły użytkowników telefonów komórkowych na całym świecie. W specjalnym, noworocznym odcinku Retromaniaka zapraszam was przed ekrany Sony Ericssona K300i, albo równie „nowoczesnego” aparatu telefonicznego. Porozmawiamy sobie, jak to z tą całą rozrywką na telefony komórkowe było.

RYS HISTORYCZNY

Rozwój komórek jest wręcz niebywały. Wystarczy pomyśleć, że jeszcze 20 lat temu samo posiadanie jej wiązało się z luksusem i wysokim statusem społecznych. W tych odległych czasach codziennością były telefony stacjonarne, które znajdowały się w każdym domu. Pierwsze produkcje, które pojawiły się na małych wyświetlaczach, były dosyć proste – Snake, Space Impact, które były produkcjami z Nokii wymagały refleksu, ale były w dosyć prostej oprawie graficznej i dźwiękowej. Rewolucja przyszła wraz z wynalazkiem kolorowych wyświetlaczy i bardziej przystępnych cen komórek, dzięki czemu „stacjonarki” zaczęły odchodzić do lamusa. Wtedy też pojawiły się nowe, bardziej kolorowe, wymagające oraz ciekawe produkcje, to tutaj tak naprawdę możemy rozpocząć naszą historię.

Klasyka lat 90 i nieopisana legenda, czyli Snake

RAJ ZA 10 ZŁOTYCH PLUS VAT

Sama procedura zdobycia interesującego nas tytułu była istnym rytuałem. W prasie komputerowej, ale też jakiejkolwiek kolorowej, znaleźć mogliśmy ogłoszenia firm, które zajmowały się dystrybucją tytułów na telefony komórkowe. Po wysłaniu SMS-a otrzymywaliśmy informację zwrotną z linkiem, z którego mogliśmy pobrać produkcje na własny telefon. Z perspektywy czasu, granie na telefonie nie było tak bardzo drogie- jednorazowa opłata za pozyskanie tytułu wahała się od 3 do 15 złotych za grę z wyższej półki. Nie było mikrotransakcji, kupowania ulepszeń, ani DLC, ot po prostu gierka o konstrukcji prostszej od cepa. No dobrze, ale co, jeśli nie stać nas było na takie rozrywki? Jedną z opcji było wyszukanie pasującej nam gry w internecie, gdzie na stronach typu Chomikuj.pl nadal znajdziemy sporo odpowiedzi pod zapytaniem „DARMOWE GRY JAVA, albo też inna, bardziej uspołeczniająca możliwość, która polegała na przesyłaniu pliku poprzez bluetooth, albo podczerwień. Szczególnie ta druga możliwość była urokliwa, pliki przesyłały się bardzo wolno, trzeba było mieć przyłożony aparat do czujnika podczerwieni osoby, która przesyłała nam plik, a jakikolwiek nieodpowiedni ruch skutkował niepowodzeniem przesyłania i koniecznością zrobienia tego na nowo. Ot pionierskie czasy.

Oficjalny dystrybutor tytułów na telefony komórkowe, źródło zdjęcia: trudnyblog.pl

Jakie gatunki gier można było wyróżnić na telefon? Z dzisiejszej perspektywy i wiedzy na temat tej dziedziny, mógłbym podzielić je na

-akcja

-wyścigowe

-sportowe

-erotyczne

-platformowe

-logiczne

-quizy

-strategiczne

-bijatyki

Każda z tych produkcji, pomimo teoretycznego zróżnicowania miała bardzo podobne, albo wręcz takie samo sterowanie, które opierało się na klikaniu klawiszy na klawiaturze telefonu. Co znamienne dla tych tytułów, często były to egranizacje, albo kompresje tytułów z wiekszych platform, takich jak PlayStation, XBOX, Nintendo, czy PC. Sam po dziś pamiętam wersje takich gier jak LEGO Star Wars, Need For Speed: Most Wanted, jak też Prince of Persia. Jak jakościowo wypadały te gry? Bardzo różnie, były to najczęściej jednak dosyć mocno okrojone wersje. Przykładowo, w takiej FIFA nie można było grać popularnego trybu menadżerskiego, a zostawały nam jedynie mecze towarzyskie, albo rozgrywanie sezonów. Czasami też produkcje zmieniały swój wymiar- Wiedźmin z RPG na potrzeby telefonu stał się platformówką.

Nie regulujcie obiorników, tak właśnie wyglądał Assassin’s Creed w wersji java

Oprócz tytułów na licencji było też trochę tych oryginalnych. Na wyróżnienie zasługuje tutaj np. Bounce, bardzo prosta gra platformowa, której celem było przeskakiwanie złotych obręczy na różnorodnych planszach. Istnym klasykiem jest też stanowczo Icy Tower, który był bardzo popularny także na komputerach osobistych. Gameplay polegał na efektownym odbijaniu się po platformach i pokonywaniu coraz to wyższych kondygnacji przeszkód. Kreatywność twórców ograniczona była jednak przez wiele czynników, w tym przez wielkość produkcji. Czasami ważyły one kilka megabajtów, czyli dokładnie tyle, ile obrazek, który posłużył za zdjęcie w tle dla tego artykułu. Ponadto, problemem była też zmienna jakość samej produkcji. Niezbyt byliśmy w stanie zareklamować takie rzeczy i żądać za nie zwrotu, a produkcja produkcji równa nie była. Oprócz wspomnianych perełek były też produkcje bardzo złe, które, mogłoby się wydawać, miałyby jakieś szanse powodzenie. Dobrze pamiętam na przykład Wormsy, które, pomimo wydawałoby się dobrej grafiki, ściągniętej z resztą z Worms; Armageddon były całkowicie niegrywalne, gdyż nie mogliśmy stwierdzić, w której drużynie są nasze robaczki, co wydawałoby się kluczowe dla takiego tytułu.

Mecz Manchester United-Arsenal w FIFA 12

Czemu więc wielcy udzielający licencji wielkich marek byli zainteresowani istnieniem w tym segmencie? Bo produkcja samej takiej gierki nie kosztowała dużo, wymagała małego nakładu pracy przy grafice, czy gameplayu, wszystko było bardzo odtwórcze. Gdybym miał porównać jakoś Assassin Creeda na telefon z Wiedźminem, byłaby to ta sama gra, tylko z innymi modelami postaci i otoczenia. Ponadto, same produkcje były dosyć krótkie, proste i dobrze sprawdzały się jako zapychacze czasu, nie były w stanie rywalizować z tytułami z innych platform. Co prawda Nokia wypuściła na rynek model N-Cage, który widzicie na obrazku i którego właścicielem nawet byłem, ale słaba jakość produkcji i wysoka cena samego aparatu sprawiła, że ta próba przeniesienia grania komórkowego w wyższy obszar zainteresowań upadła.

EPILOG

Gry Java swój żywot zakończyły wraz z pojawianiem się na rynku Iphone’ów i telefonów z Androidem. Dzięki temu dostaliśmy dostęp do wielkiej biblioteki darmowych produkcji (albo hipotetycznie darmowych) no i tych lepszych, płatnych. Patrząc na to, jakie możliwości mają dzisiejsze telefony, oraz że nie stanowi dla nich większego problemu kompresja tak rozbudowanych tytułów, jak Knight of The Old Republic, czy chociażby GTA; San Andreas, to proste gierki java musiały odejść w zapomnienie. Może za 10, 20 lat rok 2018 i gry na IOS czy Androida będzie traktował jak starocie, do których nie warto wracać. Tak to już jest, że to co dzisiaj odczuwamy jako nostalgię, kiedyś wzbudzało żywe emocje. Tak jak pobieranie gier z gazetki.

I to tyle na dziś Moi Drodzy, życze wam wszystkiego najlepszego w 2018, trzymajcie się ciepło, ja zapraszam na naszego Facebooka, YouTube’a i do uczestnictwa w dyskusji na naszej portalowej grupie. Do zobaczenia.

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.

Don Mateo

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.