RETROMANIAK #25 – historia serii The Sims

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami. W czasach, kiedy Electronic Arts nie bawiło się jeszcze w mikrotransakcje i nic nie wnoszące DLC, istniał sobie pewien oddział tej firmy, o dumnej nazwie Maxis. W 2000 roku wprowadził on coś, co było innowacją i zaczęło historie najlepiej sprzedającej się serii gier w historii, jaką jest The Sims. Zapraszam do lektury 25 już odcinka naszej podróży w czasie i dzisiaj stworzymy samych siebie, zbudujemy dom i będziemy realizować nasze najbardziej dzikie fantazje, zapraszam.

THE SIMS (2000)

Ach ten rok 2000, początek drugiego tysiąclecia, zwiastun wielu zmian nie tylko na całym świecie, ale i na naszym, growym podwórku. Grafika 3D już przestawała być niepojętym wynalazkiem, a gra przez internet zaczeła rozprzestrzeniać się jak szalona możliwość gry online. W tamtych przełomowych czasach, powstało jednak coś, co pozwoliło graczom na bardziej osobliwe doznania w postaci prowadzenia życia samego siebie. Powiedzieć o pierwszej czesci cyklu, że była objawieniem na rynku, to nie powiedzieć nic. Sama wersja podstawowa gry sprzedała sie w ponad 6,3 miliona egzemplarzy łamiąc wszelkie rekordy i dając Electronic Arts żyłe złota, która po dziś dzień zapełnia ich wielkie kieszenie.

Sam początek gry, był z dzisiejszej perspektywy ubogi: można było w bardzo uproszczonej wersji stworzyć swój awatar, ewentualnie członków jego rodziny, wybudować dom, dobierać sprzęty i meble, chodzić do pracy i zaciśniać relacje z otoczeniem. I to właściwie tyle. Pierwsze zamysły twórców polegały na stworzeniu w miare realnego obrazu życia człowieka. Potem też zaczeły pojawiać sie dodatki, które coraz bardziej zaczęły jeździć po krazueli absurdu. W dodatku „Abrakadabra” można było na przykład rzucać klątwami, albo używać magii. Oprócz tych jawnych „udziwnień” pojawiły się też tak ciekawe rzeczy, jak możliwość wyjazdu na wczasy, randkowanie, posiadanie zwierzątek domowych. Słowem, działo się. Swój żywot gra zakończyła w 2003 roku, po trzech latach bardzo udanej sprzedaży. W 2004 roku przyszło bowiem coś innego i równie silnego.

THE SIMS 2 (2004)

Druga część The Sims, była przyjęta przez fanów jeszcze lepiej, niż poprzedniczka wprowadzając wielkie zmiany. W samej rozgrywce i we wszystkim, co do tej pory znaliśmy. Po pierwsze, miała grafikę 3-D, po drugie opierała się na cyklu życiowym Simsa. To tutaj właśnie podziwialiśmy moment narodzin i śmierci naszych bohaterów, przecież każdy się czasem starzeje (pomijam oczywiście wypadki celowego zabijania Simsa w grze, ale powiedzmy, że to sprawa marginalna). Rozbudowane i wielkie dodatki pozwalały wysłać naszego awatara na Uniwersytet, cieszyć się nocnym życiem danego miasta, w którym zdecydowaliśmy się zamieszkać, adoptować zwierzaka, obchodzić święta Bożego Narodzenia, patrzeć na zmieniające się pory roku, czy założyć biznes. Stanowczo, wielka sprawa, która sprawiała, że można było spędzić przy produkcji całe godziny.

Warto tutaj przypomnieć też o dosyć dużym poziomie trudności produkcji. Nasi wykreowani bohaterowie byli po prostu bardzo, ale to bardzo wymagający jeśli chodzi o wymagania życiowe. Regularnie trzeba było dbać o ich zdrowie, pełne brzuchy, fizjologię, ale też rozrywkę i towarzystwo. Bez tego wszystkiego, nasze „wirtualne dzieci” dotykane były przez różne omamy, jak chociażby Towarzyski Króliczek, które regularnie pogarszały stan naszego Sima, prowadząc go do śmierci (którą, nawiasem też dało się przekupić)

Gra poruszała też różne aspekty fabularne, w mieście Werona, mieliśmy wątek rodziny Kapuletów i Monteków, więc sami mogliśmy zobaczyć jak te dwa, potężne rody rywalizują między sobą i czy Romeo i Julka wezmą ten upragniony ślub, a w takim Dziwnowie na przykład regularnie przylatywało UFO chcąc się rozmnażać. Bardzo niekonwencjonalne i ciekawe

THE SIMS 3 (2009)

Nic co jest dobre, nie trwa wiecznie. Pomimo wielkiej ilości dodatków i społeczności graczy, włodarze EA zdecydowali się na kolejną cześć gry, która oferowała jeszcze więcej niż poprzednie w samej wersji podstawowej! Mogliśmy sami zaprojektować nasze ubranie, otoczenie, a nawet kolor mebli i samochodu, zwiedzać miasto i eksplorować otoczenie. Żadna gra z cyklu tylu rzeczy nie oferowała i sam pamiętam, że nie potrzebowałem dodatków do gry, żeby bawić się dobrze. Wielkie możliwości jeśli chodzi o dobór kariery naszego Simsa, jeszcze więcej możliwości pogłębiania pasji, wyboru pracy i generalnie rzecz ujmując wszystkiego. Definitywnie najlepsza rzecz, jaka zdarzyła się serii. Poziom gry też został odpowiednio zbalansowany i był trochę bardziej prosty, niż u poprzedniczki, więc gra pozostawała tylko i wyłącznie przyjemnością.

THE SIMS 4 (2014)

No i tutaj wchodzimy na nieprzyjemny, dla fanów gry nurt. Bo o ile wszystkie poprzednie części starały się coś rozwijać i pogłębiać względem poprzedniczek, o tyle ta jest cofnięciem serii do 2000 roku, tylko że w o wiele ładniejszej warstwie graficznej. Niestety, ale ta gra, po niezwykle udanej „trójce” nie reprezentuje sobą nic. Jest to o tyle smutne, że graficznie i gameplayowo wszystko się broni, ale takie głupotki w rozgrywce jak fakt, że nasi wirtualni znajomi z sąsiedztwa czekają pod nas pod domem, aż wrócimy z pracy to kpina z symulacji. Produkcja jest też o wiele bardziej „Family Friendly”, brak w niej dużej ilości elementów groteskowych, których tutaj nadmieniałem, a sama wydaje się tylko ubogim krewnym części drugiej i trzeciej. Niby opcja w poczuciem humoru dnia bieżącego jest fajna, ale to nadal nie jest coś tak wielkiego, jak wspomniane przeze mnie zmiany. PR-owcy Elektroników oczywiście tłumaczyli się, ze to wszystko wina graczy, bo przedtem takie zawartości były tylko w dodatkach, co jest oczywistym kłamstwem. Omijajcie tą grę szerokim łukiem, patrząc na to, że cześć trzecia jest na steamie za bagatela 4 euro, to nie warto marnować większej ilości pieniędzy na takie rzeczy.

PODSUMOWANIE

Jaka, więc będzie przyszłość serii? Tego nie wie nikt, w tym roku Electronic Arts rozwiązało firmę Maxis. Ostatnią wiadomością związaną z Simsami, jest premiera dodatku do części czwartej, w której pozwala się graczowi na posiadanie zwierząt. Niemniej, jest to kultowa seria, w której wszystko w pewnym momencie było możliwe, szkoda, że przestało tak być, ale jak mówi żart, który się utworzył poprzez ostatnie miesiące ,, Czemu Electronic Arts jest najgorszym producentem gier w Stanach Zjednoczonych? Bo Ubisoft jest z Francji.” Chociaż patrząc na całe zamieszanie z Battlefrontem, można odczuć, że w tym roku to Ubi będzie otwierać szampany dzięki karygodnym wpadkom swojego rywala.

I to tyle na dzisiaj moi drodzy, zapraszam na nas Fanpage, YouTube i do dołączenia do naszej grupki fanów portalu. Do zobaczenia w następny wtorek!

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.

Don Mateo

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.