Nie chcę iść jutro do pracy, czyli… recenzja gry Hob

Nigdy nie byłam przesadnym fanem platformówek, w Mario dochodziłam do pierwszego smoka i tam też ginęłam. Lubiłam jednak Jacka Jazz Rabbita, toteż pomyślałam, że taką właśnie grę dostanę.

Jakże się pomyliłam!

Tytuł, który trafił w moje rączki, ważył stosunkowo niewiele. Po instalacji zajął niecałe 2,5 GB, więc panie, nawet go nie zauważam na przestrzeni dyskowej. Z jakichś powodów gra próbuje mnie jednak od początku przekonać, że chcę grać po niemiecku. Nie chcę. Odpaliłam co należy, rozsiadłam się wygodnie, a kilka godzin później na poważnie rozważałam, jak tu nie pójść następnego dnia do pracy. Widzicie, moi drodzy, Hob jest tak wdzięcznym kawałkiem rozgrywki, że my, dorośli ludzie, powtarzamy sobie bez przerwy: jeszcze tylko chwila…

Witaj w świecie bez pamięci.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to plastyczna, nieco pastelowa estetyka świata. Obłe kształty i przyjemne wizualnie barwy przypominają trochę Legendę Zeldy, zwłaszcza w najnowszym wydaniu. Bez pada sterowanie jest nieco utrudnione – trzeba bowiem manewrować zarówno klawiaturą, jak i myszką – ale po krótkim treningu relacji oko-ręka, otrzymujemy bardzo satysfakcjonujący system poruszania się oraz walki.

hob recenzja
Stonowana kolorystyka to uczta dla oczu

Tym, co absolutnie mnie uwiodło, jest kompletny brak dialogów. Główny bohater (krzyżówka Jawy z Czerwonym Kapturkiem) budzi się w nieznanym sobie miejscu. Jego towarzyszem jest sporej wielkości, nieco zdziczały konstrukt. Nasz protagonista, jak na nuworysza przystało, od razu pakuje się w kłopoty… z których wychodzi, dosłownie, obronną ręką. Od tej pory musi obcować ze światem, który nie tylko nie jest mu znany, ale także stał się dość wrogi. Ten fantastyczny zabieg fabularny pozwala nam, graczom, na powolne poznawanie tego, co przed nami. Krok po kroku eksplorujemy nowe regiony, schodzimy do tajemniczych podziemi, kręcimy kołowrotami, włączamy przyciski i teleportujemy się z miejsca na miejsce. Jest w tym magia, której nie da się wypowiedzieć ani opisać.

hob recenzja
Mamo, ratuj!

Zabawa do białego rana

Całość rozgrywki pobudza percepcję na bardzo elementarnym poziomie. Hob to połączenie zręcznościówki, platformówki i puzzli, co tworzy niezwykle apetyczną mieszankę. Ze strzępów niezwerbalizowanych informacji składamy własną, interaktywną historię. Gra angażuje w równym stopniu inteligencję i wyobraźnię przestrzenną, dlatego świetnie nadaje się także dla tych nieco młodszych fanów platformowych przeżyć.

hob recenzja
Pax! Gra pozwala na to, by czasem zwyczajnie nacieszyć się widokami

Tytuł nieco bawi się z naszym rozumieniem rzutu izometrycznego. Płaszczyzna rozgrywki zmienia się zależnie od miejsca, które odwiedzamy, toteż raz możemy przyjrzeć się naszemu bohaterowi z boku, a raz z góry. W połączeniu z intuicyjnym sterowaniem odwdzięcza się to nam w dość satysfakcjonujący sposób – rozwiązanie kolejnej łamigłówki dostarcza naprawdę przyjemnego uczucia spełnienia. Pod tym względem Hob jest rajem dla perfekcjonisty. Każdy kolejny strzęp świata woła gracza do tego, by przyszedł i go odwiedził… co czyni tytuł ten prawdziwym pożeraczem czasu.

Aeternitas manet

Kolejną rzeczą, którą bardzo chwalę sobie w rozgrywce, jest to, iż po śmierci trafiamy na nowo do jednego z save pointów. Czasami mogą być oddalone nieco od miejsca, w którym skończyliśmy, ale spokojnie – na łatwym poziomie trudności raz zabity boss już nie wróci, toteż jeśli przez przypadek popełnimy brutalne samobójstwo tuż po długiej walce, nie będziemy musieli na nowo użerać się ze stworem. Co więcej, gra lubi pomagać. Ekrany ładowania co rusz podsuwają nam nowe wskazówki!

hob recenzja
Ciekawe, co mam zrobić, jeśli gram na najłatwiejszym.

Muzyka jest nienatrętna i miła dla ucha. Szybko się do niej przyzwyczajamy, ale to nie znaczy, że jest nudna. Stanowi pewien interesujący element rozgrywki.

System walki oraz ulepszeń również należy do dość przyjemnych. Zbieranie kolejnych elementów daje dużo satysfakcji, a wykupowanie ich nie wiąże się z większym dylematem; w ten czy inny sposób będzie nas stać na to, byśmy byli nie do zatrzymania. A jest z czego wybierać. Dzięki temu możemy przyjąć taktykę, za sprawą której rozprawimy się z kolejnymi bossami. Czasami nie potrzebujemy nawet własnych ulepszeń – w pewnym momencie, na przykład, będziemy poruszać się przy pomocy swoistej platformy, która pozwoli nam rozgniatać wrogów jak robactwo. Nie potrwa to długo, ale daje mnóstwo frajdy.

hob recenzja
Ciekawe, co się stanie…

Komu mogę polecić grę Hob? Każdemu, kto lubi główkować. Każdemu, kto przepada za kombinowaniem. Każdemu, kto lubi, kiedy gra wymaga od niego zaangażowania. Dzięki niewątpliwej uprzejmości portalu GOG.com miałam przyjemność rozpocząć przygodę z tym produktem. Do dziesiątego października na ich stronie przy zakupie owego tytułu dostać można Stories: The Path of Destinies. To więcej niż uczciwa oferta!

A ja? Ja miałam przez cały ten czas ochotę wziąć zwolnienie z pracy, zaś podczas wykonywania codziennych obowiązków łapałam się na zastanawianiu jak ruszyć z miejsca, w którym utknęłam. Hob da wam wycisk intelektualny!

Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat gry oraz o szczegółach promocji zapraszamy na stronę dystrybutora gry Hob.

Emilia Wyciślak

Emilia Wyciślak

Polonistka, entuzjastka fantastyki, graczka RPG. W wolnym czasie, którego nie posiadam, pochłaniam dziesiątki książek, gier, filmów i seriali.