Enemy Front – recenzja

Od pewnego czasu shooter w realiach drugowojennych jest jak na wagę złota. Dzisiaj taką wyczekiwaną grą jest Call of Duty WWII; a jeszcze trzy lata temu był nim Enemy Front.

Z tego względu tytuł ten znajdował się na ustach wielu graczy. Ale nie tylko dlatego. Produkcja od CI Games była ważna także dla polskich odbiorców, bo poruszała problem powstania warszawskiego. Dzisiaj, w 73. rocznicę upadku PW, przyjrzymy się, czy gra dobrze poradziła sobie z tym tematem.

Jestem Hawkins. Robert Hawkins.

Gra opowiada historię Roberta Hawkinsa – amerykańskiego korespondenta wojennego, który przybywa do Europy, by udokumentować zbrodnie nazistów. Sylwetka naszego bohatera przypomina więc autentyczną postać Juliena Bryana. Nie dostaniemy jednak symulatora dziennikarza – Hawkins szybko przekonuje się, że samym pisaniem i fotografowaniem nie zwycięży zła, dlatego chwyta za broń i dołącza do lokalnych ruchów oporu, aktywnie w nich uczestnicząc. Jego najdłuższym – i ostatnim – przystankiem jest Warszawa w czasie powstania z 1944 roku. I faktycznie, najwięcej misji będzie dane graczowi przejść u boku akowców. Nie zabraknie więc ukrywania się po kanałach czy słynnego szturmu na PAST-ę; chociaż co jakiś czas historia będzie przeplatana retrospekcjami, podczas których odwiedzimy okupowaną Francję z 1940 roku oraz Norwegię z ok. 1942.

enemy front recenzja

Szybkostrzelny jak błyskawica

Główny bohater, mimo że z zawodu jest dziennikarzem, umie dzierżyć w dłoni karabiny, pistolety maszynowe i inne żelastwa plujące ogniem. Gra jest rasowym FPS-em, łączącym starą i współczesną szkołę elektronicznych strzelanek: z jednej strony starcia nie są za szybkie, a z drugiej nasze zdrowie jest regenerowane automatycznie. Korzystanie z pukawek jest przyjemne i naprawdę intuicyjne. Na nasz oręż składają się takie cuda techniki jak pistolet Welrod Mk. II, karabin De Lisle, strzelba Winchester z 1897, elkaem Browning oraz polski pistolet maszynowy Błyskawica. Podczas strzelania z karabinów snajperskich, nie zabraknie także bullet-camu, znanego z serii Sniper Ghost Warrior.

Wolność – kocham i rozumiem

Enemy Front, ze względu na charakter opowiadanej historii, skupia się głównie na działaniach partyzanckich oraz tajnych misjach na tyłach wroga – co przypomina inną grę tego samego studia, czyli trzeciego Mortyra, którego również ostatnio zrecenzowałem. Tyle że Enemy Front robi to znacznie lepiej. Misje wydają się ciekawsze i sensowniejsze – chociaż też nie zawsze. W jednej z pierwszych misji otrzymujemy zadanie wysadzenia składu amunicji Niemców. Tylko, ja się pytam, po jaką cholerę!? Przecież dla powstańców warszawskich każdy nabój jest cenny, ale nasz przełożony twierdzi inaczej! Cóż, przynajmniej za to misje nie są aż tak oskryptowane. W niektórych etapach możemy obrać różne ścieżki, wykonać dodatkowe (ale nie obowiązkowe) zadanie czy wybrać broń przed walką. Może same levele nie mają otwartej architektury, a na losy bohaterów nie mamy żadnego wpływu, niemniej Enemy Front jest bardziej nieliniowy niż dwie pierwsze części Sniper Ghost Warrior razem wzięte – co jest jak dla mnie paradoksem! Niestety gra powtarza te same grzechy co flagowa seria od CI Games: skradanie się jest bardzo uciążliwe, a to przez nierówny poziom sztucznej inteligencji. Raz Niemcy nie potrafią nas zlokalizować, a za drugim razem mają nienaturalnie wyostrzone zmysły – tak więc prędzej czy później próba przekradnięcia się za plecami faszystów kończyła się u mnie fiaskiem. Oraz przekleństwami.

enemy front recenzja
Zniszczona Warszawa nocą podczas ulewy – ten fragment chyba najlepiej ukazuje bezsilność i wyczerpanie powstańców nieustającymi walkami.

Grafik (nie) płakał, jak projektował…

Gra hula na trzeciej wersji silnika CryEngine. Niestety Enemy Front nie wyciska siódmych potów; ale też jakoś brzydko nie wygląda. Docenić można zwłaszcza wierne odwzorowanie wojennej Warszawy oraz sielankowe widoki francuskiej wsi. Ścieżka dźwiękowa też trzyma dosyć wysoki poziom. Mieszane uczucia miałem natomiast co do dubbingu. Z jednej strony, powstańcy mówiący ojczystym językiem brzmią klimatycznie i pasują do przedstawionych realiów – ale jankes i reszta cudzoziemców? Już niekoniecznie. Ponadto niektórzy aktorzy podłożyli głos bez polotu, przez co część kwestii brzmi sztucznie. Najlepiej w polskiej wersji językowej wypadł chyba Maciej Kowalik, który swego talentu użyczył postaci Kozery, polskiego oficera AK. A wracając jeszcze do strony wizualnej, największą bolączką Enemy Front, podobnie jak u SGW2, są przerywniki filmowe. Powstały one na silniku gry, nie są one jednak generowane w czasie rzeczywistym, a zostały wcześniej zgrane jako pliki filmowe. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie mocna kompresja wideo. Już w 10-letnim Call of Duty 4: Modern Warfare prerenderowane filmy wyglądają o niebo lepiej.

63 dni chwały?

Enemy Front to solidna pozycja w portfolio CI Games. Gra jest zróżnicowana, wykonana poprawnie i może dawać sporo frajdy. Warstwa fabularna nie jest jednak mocną produkcji – a szczególnie pod kątem tragedii powstańców warszawskich. Momentami jest dużo patetyczności, patriotyzmu i różnych górnolotnych hasełek – jednak nie to jest wcale takie złe. Najbardziej dokuczliwy wydaje się fakt braku przedstawienia zwykłego życia cywili oraz koszmaru walczących warszawiaków w rozlatującej się stolicy, a także słabe poczucie nadchodzącej klęski, sytuacji bez wyjścia oraz zbędnego, bezsensownego poświęcenia własnego życia. Immersji pozbawiają także wszędzie porozstawiane skrzynki z amunicją – również na terenach kontrolowanych przez ruch oporu.

enemy front recenzja

Niemniej, gra i tak lepiej przedstawiła trudny temat powstania warszawskiego niż okryty złą sławą Uprising44: The Silent Shadows, który przecież rodził się w bólach. A na dodatek Enemy Front daje dużo frajdy ze strzelania (ale nie skradania). Kampania jest dosyć ciekawa, też nie za krótka, a żywot gry został przedłużony dzięki jednej misji z DLC oraz multiplayerowi. Warto dać temu tytułowi szansę. Tak samo jak powstańcom te siedemdziesiąt lat temu.

Przemysław Bednarski

Politolog, student dziennikarstwa, gracz oraz kinoman. Jako grafoman publikuje swoje teksty na blogu bednarskiprzemyslaw.pl