Najlepszy komiks, w jaki grałem! Recenzja Battle Chasers: Nightwar

Dawno, dawno temu, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem i dostawałem skromne kieszonkowe, bardzo chętnie chodziłem kupować komiksy. Mój kiosk nie oferował dużego wyboru, jednak wśród zeszytów z Supermanem czy Osiedlem Swoboda, napotkałem nazwę Battle Chasers. Pomimo mojego ówczesnego zainteresowania rysowaną literaturą spod znaku DC i Marvela, zdołałem kupić kilka zeszytów z tego uniwersum. Później niestety podrosłem, zacząłem zmieniać hobby, ale gdy tylko dowiedziałem się, że taka marka jak Battle Chasers powróci w postaci gry komputerowej, poczułem dużą radość i nadzieję na naprawdę dobry tytuł. Po zagraniu mogę tylko stwierdzić, że nie żałuję ani jednej minuty z tytułem.

NOSTALGIA AD. 2017

Dawno już nie grałem w dobre RPG w widoku izometrycznym. O ile kiedyś zarywałem noce dla Diablo, czy Disciples, to przez długi czas nie mogłem znaleźć niczego ciekawego w tej dziedzinie dla siebie. Przestałem się z biegiem lat łudzić, że jeszcze kiedykolwiek jakaś gra tego pokroju mnie urzecze, ba… wierzyłem nawet, że takie gry już dawno straciły rację bytu. Moje pierwsze spotkanie z dziełem od Airship Syndicate było wiec jednym, wielkim, pozytywnym zaskoczeniem. Mój ukochany widok z lotu ptaka, jak też bardzo urodziwa warstwa graficzna, o którą zadbał sam twórca komiksowego oryginału – Joe Madureira – przypomniały mi moje bardzo dobre wspomnienia z dzieciństwa.

Battle Chasers: Nightwar recenzja
Klimatycznie, trochę mrocznie, z poszanowaniem komiksu, To lubię.

Na samym początku mamy przedstawienie postaci naszej przygody, w skład której wchodzą: wojownik Garrison, dziewczynka Gully, mający zdolności lecznicze golem Calibretto, czarnoksiężnik Kholan czy łowczyni nagród Czerwona Monika. Są to oczywiście bohaterowie, którzy występowali na kartach komiksu, jednak uspokoję każdego, kto myśli, że może poczuć się wyodrębniony z obszaru tego uniwersum. Wprowadzenie jest na tyle dobre, że i tak poznamy w dużym stopniu każdą z postaci i zaczniemy żywić do nich sympatie. Każdy z członków teamu to inna indywidualność, obdarzona innymi specjalnymi zdolnościami i atakami. Daje nam to możliwość co rusz odkrywania nowych talentów naszych herosów, którzy napędzani przez potężne artefakty, kupowane w trakcie przygody, dostarczają nam dużej ilości widowiskowych starć z wrogami.

Battle Chasers: Nightwar recenzja
Jeśli jednak o samych starciach mowa…

MAGIĄ I MIECZEM

Jestem wielkim fanem turowej walki w grach. To klasyczne rozwiązanie, które przypomina mi JRPG z zamierzchłych czasów, zawsze szanowałem ze względu na widowiskowość, jak też drużynowe dobieranie ataków tak, aby przeciwnik legł przed naszymi kolanami. Jak dla mnie, to właśnie jest najlepsze danie, jakie zaserwowali nam twórcy, przypominając piękno i prostotę tej mechaniki. Ataki są dynamiczne, sekwencje naprawdę bardzo dobrze animowane, a walki z biegiem czasu nabierają coraz większego smaku. O ile na samym początku produkcji mierzymy się z dosyć prostymi wrogami w postaci zielonej mazi, która chce nas połknąć, o tyle z biegiem czasu musimy dobrze pokombinować, żeby odnieść sukces w starciu, o dobrym racjonalizowaniu fiolkami leczniczymi nawet nie napominając. Tutaj też warto zwrócić uwagę na duże rozbudowanie ataków, jak też ilość odmiennych od siebie przeciwników. Bossowie w tej grze są niełatwym wyzwaniem, którego wykonanie bardzo satysfakcjonuje.

Battle Chasers: Nightwar recenzja
Inne aspekty gry jednak cieszyły mnie równie mocno.

BRAVE NEW WORLD

Możecie zapytać „No dobrze Panie kochany, walka fajna, bohaterowie też, ale co z innymi sprawami?”. Odpowiadam: bardzo dobrze. Gra balansuje między samodzielnym sterowaniem postacią a przemieszczaniem się po mapie. Z jednej strony mamy miejsca, które możemy sobie eksplorować, z drugiej przemieszczamy się po mapie, zgłębiając tajemnice otaczającego nas świata i tocząc wspomniane pojedynki. Takie rozwiązanie nie drażni, jest odpowiednio wyważone i zrobione z dobrą dynamiką. Jako że jest to gra RPG, nie zabraknie także side-questów, możliwości nabywania ulepszeń, dodatkowych zbrojeń, jak też zagrania w moją ukochaną minigierkę, polegającą na poławianiu rybek. Niby taki mały drobiazg, a może trochę rozładować cały znój pokonywania nowych obszarów.

Battle Chasers: Nightwar recenzja
Skoro tak…

Kolejnym mocnym punktem całej gry jest idealne oddanie klimatu komiksu nie tylko w formie graficznej, ale i mentalnej. Komiks w swojej dużej części opierał się o arcanepunk, czyli taki nurt, w którym magia, mityczne stwory, eliksiry istnieją obok bardzo rozwiniętej technologii i nauki. W tym odtwórczym aspekcie gra nie zawodzi i nie wiem jak dla was, ale dla mnie brzmi to jako wystarczająca zachęta do zagrania w tytuł.

Oprócz wszystkich wymienionych pozytywów trzeba nadmienić jeszcze jeden – dialogi. W wersji oryginalnej brzmią tak, jak wyobrażałem sobie jako dziecko głosy owych postaci. Co więcej, teksty wpisane są w charakterystyczne dymki. O wersji polskiej nie mogę jednak powiedzieć tyle dobrego, ale w porównaniu do wszystkich wielkich zasług tego dzieła, jest to drobnostka.

Kontrowersje i to spore, może jednak wzbudzić pewien mechanizm w grze, który przewiduje zabranie nam wszystkich przedmiotów, jeśli polegniemy. Życie jest brutalne, a ta gra (szczególnie na wyższych poziomach trudności) potrafi o tym przypominać. Dobieranie więc właściwych członków drużyny, patrząc pod kątem ich zdolności, oraz jak najczęstsze odnawianie energii naszych bohaterów jest tutaj kluczem.

Inna ważna sprawa, to ta, że tytuł dostępny jest na wszystkich najpopularniejszych obecnie konsolach (PlayStation 4, Xbox One, Nintendo Switch), jak też ma bardzo dobrą optymalizację na PC, dzięki czemu nawet na starszym komputerze będziecie mogli cieszyć się z gry, a uwierzcie – i mówię to z pełną powagą – jest z czego.

PODSUMOWANIE

Dzięki wielkiej uprzejmości firmy GOG otrzymałem kawałek naprawdę dobrej i wciągającej rozgrywki. W świecie RPG-ów, zdominowanych przez brutalnych mścicieli dawno nie było gry, która zachęcałaby nas do przygody. Battle Chasers: Nightwar nie tylko perfekcyjnie spełnia swoją funkcję, ale i przypomina wszystkim tak starym ludziom, jak ja, że nadal można robić tego typu gry, i to dobrze. Jak dla mnie, jedno z bardziej pozytywnych zaskoczeń 2017, na które nie byłem nijak przygotowany, ale przyjąłem je z otwartymi ramionami. Może i gra od Airship Syndicate nie jest nie wiadomo jak rozbudowana, jak chociażby Final Fantasy, ale dzięki temu trzyma cały czas dobre tempo akcji i mija się z monotonią.

Battle Chasers: Nightwar rekomenduję wszystkim malkontentom pochłoniętym we wspomnieniach o dawnych czasach. Zagrajcie w to, a od razu zmienicie zdanie. Jeśli szukacie większej ilości informacji na temat gry, zapraszamy na stronę dystrybutora, gdzie znajdziecie ten i wiele innych, wspaniałych tytułów w dobrych cenach.

Ja się z wami na dzisiaj żegnam, zapraszam na inne teksty na naszym portalu, jak też do like’owania naszego Fanpage’a, na którym nieustannie się coś dzieje, i kanału YouTube. Do zobaczenia.

Don Mateo

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.