RETROMANIAK #8: THE PUNISHER

Nasza dzisiejsza historia zacznie się na zimnych i ciemnych ulicach Nowego Yorku, gdzie w świecie pełnym bandytów, przemocy pojawia się On: krwawy mściciel, który za pomocą broni wymierza sprawiedliwość tam, gdzie Temida nie była w stanie przeważyć. Czy dzisiaj będzie o Maxie Paynie? Nie, o nim kiedy indziej, dzisiaj za to weźmiemy się za postać, której historia wydaje się być wielką inspiracją dla Take-Two Interactive w tworzeniu swojego największego dzieła: Punishera. Zapraszam do czytania.

TŁO HISTORYCZNE

Sama historia Franka Castle a.k.a. Punishera sięga 1974 roku, gdzie nasz bohater pojawia się u boku samego Spider-Mana. Z postaci drugoplanowej szybko osiąga status głównego bohatera i w latach 1980 pojawiają się pierwsze serie komiksów, w których rozwijany jest jego wątek. Frank to były żołnierz z Wietnamu i Policjant, który wiedzie prawe i szczęśliwe życie u boku dziecka i żony. Idylla jednak nie trwa długo, jego rodzina pada ofiarą brutalnego mordu, a sam, widząc nieudolność policji i prawa staje się mścicielem, który od tej pory będzie z największym arsenałem dostępnych środków likwidował tych złych. Seria komiksowa, odmienna od innych, bardziej kolorowych opowiadań studia, trwała na tyle długo i miała tak dużo dobrych wątków, że w 2004 roku Marvel Studios zdecydowało się przynieść przygody swojego bohatera na ekrany kin.

Pomimo, że ówczesne filmy z postaciami z komiksów dobrze zarabiały, nie były dobrymi produkcjami. Punisher na tle ówczesnych wypadł jednak zaskakująco dobrze. Nie cierpiał na problemy dzisiejszych produktów ze stajni Marvela: był odpowiednio brutalny, noirowy i nie chciał być dobrą i ugrzecznioną na potrzeby młodszego widza adaptacją. Nic dziwnego, że branża growa chciała trochę zarobić na niezłym tytule i przeniosła go na ekrany naszych monitorów.

To ja, ten niepokorny

RĘKA, NOGA, MÓZG NA ŚCIANIE

Po zainstalowaniu gry i uruchomieniu jej odczuwamy drobne deja vu. Wszystko, ale to praktycznie wszystko przypomina przygody wspomnianego Maxa Payne’a. Mamy wiec grę akcji, w której całość opiera się o motyw zemsty, a strzela się… i to dużo. Gdyby policzyć ilość śrutu, jakiej będziemy mieli użyć w naszej vendetcie, uzyskalibyśmy przybliżoną odległość Ziemi od Słońca. W centymetrach. Jednak nie samym strzelaniem człowiek żyje, bo to, co przygotowali wtedy twórcy, przebiło wszelkie możliwe oczekiwania. Punisher to istny raj dla wszystkich, kochających bardzo brutalne podejście do gamingu, Krew, organy wewnętrzne, a także sceny rodem z Sadisticka (klasyk każdej informatyki w gimnazjum) są tutaj tak normalne, jak występowanie tlenu w atmosferze. Chcesz zabić kogoś poprzez wypalenie mu czaszki na wylot za pomocą miotacza ognia? Łamanie karku, a także przebijanie na wylot nożami to twoje niedoszłe hobby? To bardzo dobre miejsce na realizacje wszystkich sadystycznych skłonności.

Pewnie nie tak wyobrażał sobie ostatnie ostre danie w swoim życiu

W uprawianiu sadyzmu pomagają nam też quick-time eventy, które w roku 2005 były elementem najwyższego, growego rozpasania, na które pozwolić sobie mogły wyłącznie tuzy branży (patrz seria God Of War). Przy odpowiedniej sekwencji klawiszy mogliśmy wiec wyrzucać wrogów z okien, łamać przedmioty na ich ciałach, podpalać w kominku, słowem – gra oferowała naprawdę bardzo dużo. Oprócz niszczenia i siania masakry mogliśmy też przesłuchiwać napotkanych ludzi, a także spotkać się z pewnymi nawiązaniami do ilustrowanej wersji historii.

W samej grze spotykaliśmy postaci Bullseye’a, Iron Mana, Matta Murdocka (Daredevila, który jest stale obecny w uniwersum Punishera), jak też bardzo fajnie zrobione etapy wzorowane na samym filmie, na przykład pojedynek z bardzo grubym Rosjaninem na terenie mieszkania Franka. Gra nie starała się iść torem filmowym w skali 1:1, ale pomimo to, reprezentuje materiał źródłowy bardzo dobrze: dopasowany dubbing, cięte poczucie humoru samego bohatera, jak też fajnie zarysowana fabuła, która mieszała się trochę z komiksem, trochę z filmem, wiec żadna strona barykady fanów Franka Castle’a nie mogła czuć się zawiedziona.

Głowa przeciwnika kontra shotgun, 0:1

Do minusów dzieła zaliczyć można silnik graficzny, co było częstą wadą tamtejszych gier na licencji filmu: musiały być robione szybko, tak aby sprzedawały się niesione falą popularności samej marki i produkcji kinowej, przez co nie pozwalały developerom, na rozwiniecie skrzydeł i dopracowanie produkcji. Grafika jak na 2005 rok nie powala, co jednak jest maskowane przez bardzo dobrą fizykę. Na minus mogą też zasługiwać wnętrza pomieszczeń, w których dzieje się cała akcja, są dosyć ubogie, pełne powtarzających się obiektów.

PODSUMOWANIE

Grę oceniam bardzo pozytywnie. To autentycznie trzeźwe i wiarygodne spojrzenie na przygody mściciela. W czasach, w których przy każdej superprodukcji powstawała masa gier na zlecenie studiów filmowych, które były przeważnie bardzo słabe, to Punisher nie dość, że zamiata stereotyp beznadziejnej produkcji na licencji pod dywan, to jeszcze zdaniem wielu krytyków, przewyższa swój filmowy odpowiednik. Przez ostatnie lata, Frank Castle był zakurzony dla zwykłego odbiorcy kultury, jednak po bardzo dobrym cameo w sezonie drugim serialu Daredevil na jesieni tego roku będziemy oglądać go w jego własnym serialu. Czy wtedy pojawia się też produkcja growa? Czas pokaże.  Myślę, że z perspektywy czasu przydałby się, chociażby remaster tytułu – na swoje czasy była to naprawdę dobra rozgrywka, która poniekąd przez powiązanie z filmem została przykryta przez mrok historii. Dziękuje wam za dziś, zapraszam do śledzenia fanpage’a, czytania tekstów moich kolegów z redakcji i do zobaczenia w następnym Retromaniaku, na którego nie będziecie musieli tak długo czekać.

Don Mateo

A imię moje 40 i 4.... witam w mojej kuchni, nazywam się Don Mateo i będę waszym podróżnikiem w czasie, który z mroków historii przypomni najlepsze/najbardziej pamiętne/najgorsze gry w historii, w moim małym kąciku o nazwie ,,Retromaniak".Na ekranach waszych monitorów, będę też widniał jako felietonista, więc nie regulujcie odbiorników. Prywatnie, jestem wielkim fanem rocka i metalu, studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim.