O piraceniu gier słów kilka

Arrrrrrrr, kamraci i wszyscy fani słodkowodnych oraz słonowodnych nielegalnych wojaży. Zapewne przyszliście tu poczytać o piratach nadszarpujących ekonomię wielkich koncernów tworzących gry! Jednak muszę was zasmucić i ucieszyć jednocześnie. Wasz wzrok chciałbym zwrócić na pewną produkcję, która pozwoli Wam wcielić się w Jacka Sparrowa, Hektora Barbarossę, czy też tego prawdziwego Hajraddina. Mowa tu oczywiście o produkcji Sea of Thieves, która wyprodukowana zostanie przez studio Rare (wykupione jakiś czas temu przez koncern Microsoft). Jej kolejne teasery miałem okazję zobaczyć na streamie z E3 i nie ukrywam, że jest to coś, na co długo czekałem!

Ograniczenia? Brak!

Sea of Thieves, mimo swej cukierkowej oprawy, która moim skromnym zdaniem bardzo pasuje do tej gry, ma być utrzymana w kategorii przygodowego sandboxa. Co to dla nas oznacza? Jeśli twórcom uda się naprawdę oddać klimat wodnych podróży, a świat będzie rzeczywiście losowo generowany, to będziemy mieli do czynienia z dobrze zrobionym No Man’s Sky! Tak, tak, tak… dobrze mnie zrozumieliście. Tak jak tamta gra miała za cel ukazać kosmiczne przestrzenie i pozwolić na ich eksplorację, tak właśnie Sea of Thieves chce nas wprowadzić w pirackie życie – pełne przygód, niebezpieczeństw, pijackiej muzyki i dobrego rumu, bądź grogu.

W głębi serca wierzę, że ta produkcja osiągnie sukces, gdyż w tym przypadku postawiono na coś, czego w No Man’s Sky nie zaimplementowano. Jest to coś, czego starsze gry o piratach nie mogły nam dać, a czego bardzo potrzebujemy już od dawna. Jest to bodajże kooperacja! Nieskończona ilość sytuacji, które ta opcja umożliwia, jest niezwykła. Bitwy morskie, które odbywają się między dwoma zespołami zgranych ludzi, bo w końcu nie wpuścimy na swój statek byle jakich majtków, bądź wspólne eksplorowanie co raz to kolejnych jaskiń wraz z przyjaciółmi i jedynym bosmanem, który miałby doglądać statku pod naszą nieobecność. Do tego oczywiście góry złota zdobywane dzięki zawadiackiemu życiu, litry alkoholu wypite podczas morskiej żeglugi, SZKORBUT, pirackie pieśni śpiewane przez całą załogę i wiele, wiele innych.

AI. Co, gdzie i jak?

Mimo, że gra opiera się głównie na kooperacji z naszymi towarzyszami podróży, to jednak jak zawsze spotykamy się z pewnym aspektem sztucznej inteligencji. Jak to tu wygląda? Mamy do czynienia z rekinami, kościotrupami i innymi NPC, które mają za zadanie wypełnić nasz świat. Jest to moim zdaniem idealne rozwiązanie, gdyż ograniczenie wpływu sztucznej inteligencji na rozgrywkę będzie powodował większe zaangażowanie graczy, gdyż będą widzieć swój wpływ na otaczający ich wirtualny świat. Oczywiście liczę, że mimo małego nakładu AI, będzie ona jednak bardzo rozwinięta i nie głupkowata, bo co jak co, ale nic tak nas nie denerwuje, jak wróg, który traktuje nas jak dziecko i nie potrafi sprawnie atakować.

P2P, czy B2P?

Już po konferencji ludzie zaczęli zachodzić w głowę, która z opcji będzie ostateczną. Z raczej nieoficjalnych źródeł wynika, że Sea of Thieves będzie grą B2P, aby ciągle powiększające się grono graczy mogło zapraszać znajomych i wracać do rozgrywki w dowolnym momencie. Jest to najlepsza opcja, gdyż z doświadczenia wiem o odstępach między kupnem gier przez jednego znajomego, a resztę.

Konkurencja nie śpi!

Jak to często bywa w biznesie – to co zaczyna być na fali, szybko staje się masowo produkowane przez wielu twórców. W tym przypadku Ubisoft zapowiedział nową grę o piratach… niestety wyjdzie ona dopiero jesienią 2018. Osobiście uważam, że bańka hype’u do tego czasu zdąży pęknąć, a gracze będą już przejedzeni grami o piratach, ale kto może tak naprawdę być tego pewien? Wracając do samej gry. Produkcja tego jakże popularnego studia nazywa się Skull & Bones i opiera się głównie o prowadzenie właśnie statku pirackiego oraz bitwy morskie, a przynajmniej tylko tyle o niej wiemy.

Oprawa graficzna, którą mieliśmy okazję zobaczyć na E3 była rzeczywiście niesamowita, ale nie cieszmy się zbyt wcześnie, bo historia już pokazała, że francuskie studio potrafi wypuścić gry z milionem usterek, bądź okropną optymalizacją. Może tym razem wygospodarują tak duży okres produkcji i wypuszczą w pełni przygotowaną rozgrywkę.

Back to the good ol’ days.

Z tej całej nostalgii, która naszła mnie podczas oglądania tych wszystkich zwiastunów, stwierdziłem, że muszę wrócić do tych klasyków, które dobrze poradziły sobie z ukazaniem pirackiego życia. Jedną z takich gier jest właśnie Sid Meier’s Pirates! z 2004 roku, która moje serce zdobyła przede wszystkim rozpiętością wariantów, w których stronę mogłem się zwrócić. Oczywiście nie jest to jedyna gra, która przypomina mi stare dobre pirackie doznania, bo na mojej liście jest ich trochę. Jednak stwierdzam, że SMP, a także Port Royale, to gry, do których każdy wyczekujący pirackiej gry fan może powrócić i dobrze się bawić, aż do wyjścia Sea of Thieves, bądź Skull & Bones.